Uruchamiane potencjały...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Długość i jakość życia cz. IV

Postautor: ZbyniuRoksana » 19 sty 2018, 17:18

Część IV
Wybór życia...
w czasoprzestrzeni zapisana jest zarówno przeszłość jak i warianty wydarzeń z przyszłości. Sami też mamy wpływ na ogólną przyszłość, która nas czeka w tym, czym emanujemy i czym jesteśmy, choć najczęściej „ją” kreujemy bezwiednie, w wielu jej aspektach w sposób nieświadomy. Dlatego bywa, że nasze życie wydaje nam się mocno pogmatwane.
Osoby w świadomej łączności ze Źródłem, z istotami wyższymi nie tylko świata duchowego, nabywają umiejętności widzenia zarówno przeszłości jak i przyszłości. Z pola informacji z przeszłości można się dowiedzieć o innych bardzo zaawansowanych cywilizacjach na ziemi, nie tylko pod względem technologicznym, ale przede wszystkim duchowym. Ludność z dalekiej przeszłości miała bezpośrednią korelację między długością ich życia a poszerzoną percepcją (duchowością). Dlatego taki duży nacisk kładę na wydłużanie naszego życia, gdyż czas, który nominalnie mamy w teraźniejszości do wykorzystania jest zbyt krótki, by poczuć to coś, co zwie się ogólnie duchowością. Oczywiście, zawsze znajdą się jednostki, które mają możliwość zaświecić jasnym blaskiem światła, ale chodzi tu o to, byśmy wszyscy mogli w sposób naturalny korzystać z dobrodziejstw świata duchowego i zawartej w nim, wyższych afirmacji, energii.
Umowny czas jest czynnikiem mocno ograniczającym rozwój większości, dzięki czemu łatwiej jest sprawować kontrolę nad społeczną masą. Nie da się kontrolować jednostki w pełni rozwiniętej duchowo, odczuwającą wszelkie energie, zwłaszcza wysoko wibracyjne. Dlatego też nasz genotyp został tak zmanipulowany, byśmy mogli jedynie poczuć dogłębnie życie w tzw. systemie, jako priorytet. Stajemy się wtedy pionkiem do wykonywania konkretnych czynności w tak zakamuflowany sposób, że mamy często przekonanie, wręcz pewność, iż mamy całkowitą kontrolę nad własnym życiem. Jednak to inni nas bez przerwy kontrolują lub nieustannie próbują kontrolować, dając nam minimum wolnej woli, byśmy czuli się zadowoleni, że mamy wpływ na naszą teraźniejszość i przyszłość, które są jednak za nas kreowanie dla dobra systemu, a bywa że i dogmatów.
Samo nasze istnieje jest dobrem dla ogółu. Te sformułowanie brzmi jednak jak fantastyka, a powinno być czymś naturalnym. Każda jednostka sama sobą wnosi jedynie pozytywne wartości, takimi emanuje i takowych doświadcza od bliźnich dla wspólnego dobra. Ale to jednak nadal brzmi jak fantastyka, choć realna do zrealizowania. Zatem, czemu jest inaczej?
Gdyż zarówno system (ułożona współczesna cywilizacja) jak i dogmat (religie wzajemnie się wykluczające jako jedynie słuszne) nie jest zainteresowany w tym, byśmy się rozwijali. Rozwój to wykraczanie poza schemat, poza obowiązujące określone ramy nakreślone przez innych. To tworzenie kreatywnej przestrzeni opartej na dobru, miłości i wzajemnej empatii. Niestety, poza opornymi jednostkami, przebudzonymi, obudzonymi, świadomymi przestrzeni w której istnieją, i nie daj boże – uduchowionymi, nie jest żaden system zainteresowany w takowym pięknym rozwoju z pozycji czystości serca, gdyż obowiązujące systemy prawne, państwowe czy religijne nie byłby wstanie przyjąć takie wartości, bo nie mogłyby ukryć destrukcyjnej energii, w której zawzięcie próbuje nas utrzymać. Lecz to już kwestia najbliższej przyszłości i zmieniającej się energii, i albo zechcemy wpasować się w nią, będzie nam z nią dobrze, albo utkniemy w walce o systemowe dobra. Energia to nie system zarządzania, wiary, a niezmierzona i często nieuchwytna siła twórczego rozwoju bez granic. To „ściana”, która nigdy się nie pojawi, bo rozwój w miłości i dobru nie ma końca. Taki rozwój jest bezkresny, nie do opisania, ogarnięcia i odczucia w całości w jednej chwili. Na to potrzeba czasu, którego tu na ziemskim padole mamy niezmiernie mało. Bezkresność pozwala na nieograniczone wzrastanie, którego nam nikt nie jest wstanie zagwarantować poza nami samymi, i towarzyszącym nam od narodzin Źródłem w postaci iskierki boskiej będącej w nas i czekającej na rozbłysk pełnym blaskiem miłości.
Twórcze, świadome wpływanie na subtelne energie, możność ich zmiany w naszej bezpośredniej przestrzeni, z czasem zaczyna w jakimś stopniu wpływać na naszych najbliższych oraz osób, które po prostu istnieją w naszej przestrzeni, bez względu na ich prozę życia tu i teraz.
Nasz konsekwentny rozwój daje do myślenia innym, że jednak można inaczej. Mógłbym przy okazji opisać jakieś energetyczne fajerwerki, atrakcje towarzyszące wzrastającej w nas duchowości, by namacalnie uzmysłowić osobom z mojej przestrzeni życiowej, gdzie można dojść. Jednakże nie tędy droga. Pokazywanie mocy, by wywrzeć wrażenie nic nie wnosi poza chwilową sensacją. Osoby bezwiednie żyjące w systemie od razu zaczęły kalkulować – fajnie by było posiadać takie możliwości! Tylko po co?
Zabawa subtelnymi energiami (wibracjami) w nas jest wyłącznie dla nas i dla dobra innych istot. Dla naszego poszerzającego się rozwoju. Blask, poklask na zewnątrz dla własnego chciejstwa i uciechy innych, to krążenie po świecie magii i ezoteryki.
Wraz z wzrostem, pewne potencjały same w nas się uruchamiają, zostajemy do nich dopuszczeniu z pozycji tego, czym sobą prezentujemy, czym jesteśmy i czym emanujemy na zewnątrz. Budowanie w sobie jedynie mocy, tak chcianej w światku ezoteryki, jest również w jakimś tam stopniu rozwojem, jednakże ograniczonym do posiadania owej mocy, nad którą ciągle musimy panować, kontrolować ją, by nie obróciła się przeciwko nam i naszemu organizmowi. W rozwoju duchowym w połączeniu z Górą (Źródłem, Bogiem...) po prostu otwierane są w nas te tak chciane potencjały, które na tym etapie rozwoju są przede wszystkim dla nas bezpieczne i adekwatne do naszej świadomości i energii w nas. Energii Źródła.
W moim przypadku niektóre możliwości umożliwiają mi pomaganie tym osobom, które odczuwam podskórnie i wiem, czy dana osoba coś może wynieś z chociażby przebywania w mojej przestrzeni, czy to jeszcze nie ten czas i miejsce. Bywa tak, że separuję od siebie pewne osobowości, by mogły, wręcz miały możliwość samodzielnie zmieniać przestrzeń. Gdy to czynię świadomie, to i tak wspieram po cichu wyłącznie mentalnie, niebezpośrednio. Nie wolno bezpośrednio wpływać na wybory innych, gdyż to ingerencja w ich przestrzeń życiową, w której mają samodzielnie do przerobienia pewne zaszłości, pewne emocje. To bardzo cienka linia, po której ciągle uczę się kroczyć. Ta przestrzeń dotyczy również bliskości, wręcz fizyczności i trzeba mieć baczenie, by samolubnie nie przekraczać pewnych barier, mając na uwadze dobro drugiej osoby, kimkolwiek by dla nas niebyła, zwłaszcza w sferze ludzkich emocji.
Duchowość niestety, to też w pewnym sensie świadomy egoizm. Bez niego, można by wpływać na wszystkich z własnego otoczenia, ale nie każda istota do tego wpływu pasuje, bo inne cele lub tematy ma do przerobienia w własnej przestrzeni, a które własną osobą i energią możemy zakłócić.
To właśnie poszerzona świadomość. Świadomość to rozwój, bywa że bolesny, jeśli wiemy, iż np. najbliższa nam osoba ma do pokonania własną drogę, naukę jakby odmienną od naszej. To wyczuwanie, wręcz podskórne czucie jej emocji, jej przestrzeni i jej pracy, którą samodzielnie musi włożyć w doskonalenie siebie i duszy w niej.
Każdy wspomina o nakręcających naszą wyobraźnię możliwościach, potencjałach, którymi możemy się chwalić, by poczuć własną wartość i siłę. Niewiele osób wie, że wiedząc (czując) od innych więcej, możemy stanąć sam na sam z wyborem chęci posiadania kogoś bliskiego z potrzeby ciała i umysłu, gdy mamy świadomość, że ta osoba ma np. do wykonania inną drogę poznania siebie i własnej prawdy o sobie. I co wtedy byś zrobił(a)? ...cdn.
Załączniki
Zmiany.jpg
Zmiany.jpg (636.21 KiB) Przejrzano 941 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Kreowanie rzeczywistości

Postautor: ZbyniuRoksana » 30 sty 2018, 15:55

To też potencjał, który potrafi sprawiać także kłopoty. Kreowanie rzeczywistości po przez mocne, świadome wpływanie na konkretne myśli, które uruchamiają tylko sobie znane energie, prowadzące do realizacji tychże myśli w czyny, w realną rzeczywistość. Niektórym wystarczy pomyśleć o jakimś przedmiocie, a ten potrafi się w realnej rzeczywistości zmaterializować. Ale to ekstremum dostępne nielicznym, którzy w ten sposób się nie bawią, choć wiedzą, iż tak potrafią. Można przez ową kreacje wpływać na nieżyczliwych nam ludzi np. przez wysyłanie im samych pozytywnych wibracji w połączeniu z takowymi myślami o nich, czynieniu ku nim subtelnie dobra i miłości.
Jest wiele możliwości, wręcz nieograniczonych możliwości, a chodzi mi o to, że na pewnym jakby poziomie samoświadomości i byciu w pełni miłości i dobru z samego siebie, każda myśl zaczyna uzbrajać się w konkretną energię sprawczą. I trzeba niestety, mocno uważać, by przez przypadek nie narobić sobie bigosu, bo to czas końca bujania w bezwiednych emocjach i myślach, w ich odpuszczaniu, by sobie swobodnie wibrowały poza naszą kontrolą.
Sam się o tym przekonałem w dość absurdalny, aczkolwiek bardzo niekomfortowy dla mnie sposób. Zaznaczam, iż ten przykład jest śmieszny, ale sprawił mi dużo kłopotów. Otóż, prawy migdał w gardle mi "wywalił' i przy przełykaniu śliny, czułem spory ból. Strasznie mnie to zaczęło irytować, gdy będąc w pracy sam do siebie mocno w myśli potwierdziłem - nie chcę przełykać śliny, by nie czuć bólu! To był akt irytacji i frustracji, a później było coraz gorzej. Po kilkunastu minutach, faktycznie, nie potrafiłem przełykać śliny. Zanikł jakby u mnie naturalny odruch przełykania i co dalej? Ślina gromadziła mi się przy przełyku i nic nie mogłem z tym zrobić. Jedyną możliwością było co jakiś czas branie małych łyków herbaty, które uruchamiało we mnie odruch naturalnego przełykania i to z dużym trudem. Był piątek przed południem. Miałem problem, który zaczął się pogłębiać z godziny na godzinę. Po jakimś czasie, nie mogłem przełykać jakichkolwiek płynów prócz treściwego pokarmu. Czym bardziej się skupiałem na tej czynności, tym było gorzej <boisie> . To brzmi jak absurd, który niestety sam nieświadomie (świadomie) wywołałem. Trzeba było wyluzować, zacząć myśleć o wszystkim, tylko nie o moim paradoksalnym choć realnym problemie <zmeczony> . Przespana noc była mym sprzymierzeńcem, gdyż z rana zapominając o problemie z poprzedniego dnia niby wszystko wróciło do normy. Jednak śniadanie i znów to samo <uoee> . To nie był problem migdała, którego jeszcze czuję, lecz nie przeszkadza w miarę swobodnym przełykaniu. Problem wynikł z mej intencji, a raczej nauczki dla mnie, iż niestety, nie mogę sobie już tak bezwiednie puszczać myśli, bo konsekwencje mogą być nieprzewidywalne, a na pewno w tym przypadku dziwaczne. Moje nieprzemyślane dziwactwo męczyło mnie dwa dni. Dopiero w niedzielny dzień wszystko wróciło do normy.
Wiem, że to idiotyczne, co teraz czytacie, ale na własnej skórze się przekonałem (nie raz) tym razem dobitnie, jaką moc mają myśli w połączeniu z emocjami towarzyszącymi tymże myślom. Chwila irytacji, twórczej irytacji doprowadziła mnie do zmagań z samym sobą. Dano mi do zrozumienia, że czas swobodnie puszczanych wibracji poza tymi pozytywnymi będzie wywoływać konsekwencje. Zatem, trzeba uważać i ciągle afirmować, skupiać się wyłącznie na szukaniu i emanowaniu pozytywami. Bezwiedne myśli to chaos, o którym często nie mamy pojęcia, gdyż na sobie ich od razu nie odczuwamy. Jednak wzrastając, zaczyna być już zupełnie inaczej.
Załączniki
Kreowanie rzeczywistości.jpg
Kreowanie rzeczywistości.jpg (225.83 KiB) Przejrzano 899 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Czytać – nie czytać?

Postautor: ZbyniuRoksana » 27 lut 2018, 16:48

Ostatnio coraz częściej zauważam pogląd, iż przy rozwoju duchowym poprzez rozwój własnej świadomości i ogólnego wzrastania w pozytywnych subtelnych energiach, czytanie różnych, a zwłaszcza ciekawych, intrygujących i zastanawiających treści, szczególnie z pogranicza naszej percepcji, staje się zbędnym elementem naszego życia.
Wyciąganie wniosków z przeczytanej treści to jedno, a czytanie dla samej sensacji, sugestii opisywanych praktyk i technik to drugie.
Fajnie jest pogłębiać własny rozwój duchowy, bo uruchamia w nas wewnętrzną wiedzę, którą zaczynamy z czytywać z czasoprzestrzeni i za pośrednictwem bardziej rozwiniętych istot.
Nie fajnie jest, gdy będąc totalnym laikiem, wpadamy na głęboką wodę rozwoju własnej świadomości (duchowości), gdy nasz umysł i ciało zaczyna się gotować i dreptać w niepewności od jednej skrajności do drugiej. To jak właściwie jest...?
Same „ciągłe” zainteresowanie, myślenie o konkretnej tematyce, sferze, która nas interesuje, automatycznie wyczula nasze ciało i umysł (naszą energię) na pewne odczucia związane z interesującym nas tematem, zagadnieniem, zagadką. Mogą to być chociażby szczątkowe informacje, bywa, że dwuznaczne, czasem wręcz nie takie, jakich oczekiwaliśmy, ale intrygujące, pobudzające nie tylko do myślenia.
Poszukiwania lepszej strony własnego „ja” i własnej świadomej przestrzeni życia rozpoczynamy tak naprawdę od siebie. Jest to jednak wersja optymistyczna.
Najczęściej jednak potrzeba nam impulsu, jakiegoś zdarzenia, by zacząć diametralnie zmieniać siebie i własne otoczenie, przyzwyczajenia, a przede wszystkim własną świadomość. Najczęściej tym impulsem jest jakiś artykuł, większa publikacja, książka, a w dobie internetu również treść wizualna i nie tylko. Wtedy jest to mniej boląca pobudka, otrzeźwienie w nas samych. Trudniej, gdy tą pobudkę zauważamy dopiero przy życiowej traumie, jak upadek własnych wartości, dogmatów i najmocniej, dóbr materialnych. Jednakże dominuje słowo pisane, które moim skromnym zdaniem najłagodniej oddziałuje na nasz umysł. Choć i tu można popaść w skrajność, która tylko niszczy.
Czytając nieświadomie ukierunkowujemy swoje czucie, odczucia i własną energię w kierunku, który wynika z danej interesującej nas treści – to jedno. I tu czasami czai się pułapka! Wpadają w nią niektóre jednostki, głodne niesamowitych wrażeń z nie tego świata. Utknięcie w konkretnej treści, która oferuje, narzuca wręcz możliwość odczuwania ciekawych wrażeń dzięki konkretnej realizacji proponowanych technik czy praktyk - to drugie.
Nasz niedoceniany umysł potrafi niezależnie od nas być selektywny z pożytkiem dla nas samych. Jeśli pozwolimy mu na swobodne wyciąganie i „magazynowanie” potrzebnych treści, (do których sami się nastrajamy z zaciekawieniem) to może się okazać, iż poszczególne słowa, zdania czy większe formy potrafią się z czasem zazębiać z często przeciwstawnych wniosków z treści, stwierdzeń w jedną spójną, logiczność całość, mimo pozornych rozbieżności w interpretacji różnych tematów z pogranicza duchowości.
Wgłębiając się w jedną, konkretną treść, praktykę czy technikę, tak naprawdę sami się ograniczamy, i w tym wypadku wydźwięk owej treści, może być dla nas negatywny, bo możemy utknąć w czymś, co nie zawsze do nas pasuje. Jeśli nie pasuje, to ograniczy nasze poznanie, rozwój, choć sami nie będziemy tego faktu świadomi.
Przekonałem się nie raz, iż najciekawszą treść prezentują takie publikacje i książki, nic nie narzucające, a jedynie dające do myślenia, poszerzające krąg naszego poznania siebie, świata, wszechświata, a zwłaszcza Źródła. Wpadanie w jedną konkretną, jedynie słuszną treść doprowadza do dużej zagrody, ale bez wyjścia. W niej co prawda będziemy pogłębiać naszą stagnację, mimo pozornych postępów według konkretnych praktyk czy technik.
Rozmawiałem z uduchowioną osobą, z mądrościami wyniesionymi z uskuteczniania konkretnych technik (jak dwu-punkt, odpowiednim sposobem wypowiadania się, myślenia itp.) będącymi tak naprawdę ograniczeniem, znacznie wydłużającym czas poznania siebie, a po przez siebie esencji Źródła, z namiętnością zapatrzonej w pilnowaniu konkretnych działań i zachowań mających ją wznieść na wyższy poziom samorealizacji. Szczerze, dziwne wyglądało owe usilne udowadnianie tych książkowych prawd, które do mnie zupełnie nie trafiały. To taki subtelny rodzaj zafiksowania, często niestety, z pominięciem najwyższych emanacji, esencji Góry i wiary w nią.
Czy warto więc cokolwiek czytać? Jak najbardziej! Można bazować wyłącznie na medytacji, na łączności z wyższymi energiami (istotami) i to działa! Ale przy okazji możemy siebie wylać razem z kąpielą. Czerpanie informacji z innych, bardziej subtelnych przestrzeni jest jak najbardziej wskazana. Wręcz oczekiwana, ale bywa, że kosztem doczesnego, fizycznego istnienia tu na ziemi. Kompleksowy rozwój to nasza podstawa w naszej egzystencji w fizycznym wymiarze w równowadze z tą niefizyczną. Bez uziemienia, bez czerpania, doszukiwania się uzupełniających, ciekawych informacji tu, w naszej przestrzeni, możemy nieopacznie zamienić się na jakiś czas w duchowe zombi zachłyśnięte wyłącznie tamtą stroną poznawania.
Wiem co piszę, gdyż miałem do czynienia w sposób bezpośredni z takim totalnym zapętleniem się „tam” bez bycia tu, i nie wyglądało to ciekawie. Wyglądało to gorzej, niż zapętlenie w konkretnym systemie wierzeń, praktyk czy technik. Może to wywołać nieświadomą samo destrukcję. Na szczęście było to tylko doświadczenie, które otrzeźwiło tą osobę, iż życie trwa tu! A tam uzupełniamy nasze ograniczone jestestwo do jego wspanialszej, bardziej subtelnej energetycznie doskonałości.
Czy jednak zatrzymanie się wyłącznie na byciu „tam” można nazwać rozwojem?
Osobiście ciągle coś czytam. Jednakże unikam książek i treści w nich zawartych na konkretnych, wymyślonych przez ludzka percepcję zasad, które na pewno się sprawdzają, bo jednocześnie hamują możliwość wszechstronnego rozwoju, w tym potencjałów, uśpionych w nas do momentu „dorośnięcia” do ich używania z korzyścią dla ogółu.
Z każdej treści pozostaje w nas ułamek przekazu, który często w powiązaniu z innymi skrawkami informacji dopełniają nasz nie tylko fizyczny aspekt istnienia, ale też drogę do świadomego rozwoju.
Szeroko pojęta wiedza jest wskazana, i bywa wręcz zbawienna dla osób, które z marszu potrafią wpaść (są dopuszczeni za przyzwoleniem Góry) i po części własnych predyspozycji na głęboką wodę i uczą się pływać. Jeżeli robimy to na oślep, bez jakiejkolwiek wiedzy, nasza droga może się stać dryfowaniem na powierzchni oceanu. Jeśli jednak wspomaga nas w tym początkowym dryfowaniu jakakolwiek wiedza, która tkwi w naszym umyśle, spostrzeżenia innych i nasza własna otwartość, to owe dryfowanie zaczyna powoli zmieniać się w naukę pływania w konkretnym kierunku – ku Źródłu.
Wliczając w naszą niekończącą się przygodę osoby umiejące nas wspomagać, tłumaczyć, pokrzepiać i pobudzać do myślenia i działania, to stajemy się coraz lepszymi pływakami. Czujemy coraz lepiej wodę, owy ocean poznawania siebie, własnych możliwości, braku ograniczeń ku przebudzeniu, oświeceniu z pożytkiem dla siebie, bliskich, otoczenia, i ku uciesze Góry.
Załączniki
Czytam.jpg
Czytam.jpg (264.1 KiB) Przejrzano 827 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Źródło...

Postautor: ZbyniuRoksana » 08 mar 2018, 14:49

Źródło – Czym i Kim jest?

Tradycyjne wyobrażenie Stwórcy (Boga, Źródła) wpajane nam od dzieciństwa było i jest naiwne, wręcz anachroniczne w swoim wyrazie.
Oto w niebiosach zasiada uroczy starszy Pan, dumny i wyniosły, spoglądający gniewnym wzrokiem z niebiańskiego tronu na to, co my tu na Ziemi wyprawiamy. A my faktycznie rozrabiamy w najlepsze, gdyż posiadamy od Źródła wolną wolę, więc jesteśmy wszyscy jakby w ogromnej szkolnej klasie ziemskiej, w której uczymy się, doświadczamy, przeżywamy...
Jak to na wyborze wolnej woli bywa, możemy wzrastać ku bardziej subtelnym sferom poprzez czynienie pozytywnych zdarzeń wokół siebie i w sobie, lub popaść w szpony destrukcji, która na krótką metę, też może dla wielu być atrakcyjną.
I temu tradycyjnemu wyobrażeniu idą w sukurs religie usilnie próbując nam wmówić, jacy to jesteśmy mali, marni, niestabilni, niegodni ojcowskiego majestatu w niebie. Osoby wychowane w takiej tradycji permanentnego posłuszeństwa, Stwórcę wyobrażają sobie jako niedostępną, gniewną istotę, każącą nasze „podłe uczynki” ciągle nam wypominane jako grzechy, które nas oddalają od piękna boskiego nieba. Można by rzec, że żyjemy tylko po to, by nas ciągle ganić i pouczać, a zarazem tłamsić nasze zapędy do niezależności, dając do zrozumienia (programować bez ustanku nasz umysł), że sami samodzielnie nie mamy szans na doświadczenie piękna Źródła, jeśli nie będziemy przestrzegać praw zawartych w dogmatach kościelnych i wynikających z nich nakazów i zakazów. Fakt, wyjątkowo marna perspektywa naszego dostąpienia do chwały pańskiej! Ale przecież dalej posiadamy wolną wolę, wolny wybór, które dogmaty wielkich religii próbują nam odebrać. Dlaczego?
Bo wolna wola jest niezależnością od schematów, nauk i nakazów. Bo wolna wola, to ciągły, niepohamowany rozwój, w którym wzrastamy. Każdy dokonany przez nas wybór na ziemskim padole jest zawsze akceptowany, gdyż nasze wybory są ciągłą nauką w samodzielnym dążeniu do bezpośredniej łączności z Źródłem, bez pośredników. A że droga do Źródła bywa wyboista i kręta, czasem z negatywem w tle, to jednak ciągle nauka dla naszego ciała, umysłu, wyobraźni i przede wszystkim naszego serca. Jeśli je uruchomimy na emanowanie z pozycji dobra i miłości, bez balastu wymuszonych nakazów i zakazów wpajanych nam od maleńkiego, to odczuwanie i wyobrażenie Stwórcy, owego cudownego Źródła diametralnie się zmienia. Zaczynamy emanować jego światłem, które mamy w sobie od naszych narodzin, choć przeważnie przytłumione przez system i religie. Gdy nasze życie powoli, a z czasem w większym pędzie zaczyna się przemieniać ku coraz wyższym bardziej subtelnym energiom, nasze wyobrażenie Stwórcy ulega coraz większej przemianie. Owa przemiana polega nie na ganieniu, uciążliwym wmawianiu w nas, iż jesteśmy nie godni, marni, słabi...a na coraz większym odczuwaniu dobra i bezwzględnej miłości płynącej z Góry, bo każdy nasz wybór jest akceptowany, byśmy poprzez własne wybory mieli możliwość odczuwania, co jest czym. Po wielu dotychczasowych wyborach w tym mętliku kombinacji systemu i dogmatu, osiągamy stan niezależności od tej cudownej naleciałości, która od naszych narodzin próbuje nami kierować przez ustalone za nas jedynie słuszne prawo i wiarę.
To czas zatrzymania myśli – zaraz, jestem samodzielną istotą wybierającą to, co w danym momencie mojego życia jest dla mnie najlepsze!
Gdy odczujemy w sobie bezinteresowne dobro, to „tradycja” w mgnieniu oka zanika. Gdy odczujemy dogłębną miłość do siebie i bliźnich, znika wszystko poza nami i naszą boską iskierką (połączeniem z Źródłem) w nas, która pięknie się rozświetla. Świeci coraz mocniej i mocniej i z tym większą mocą zmieniając nasze spostrzeganie na świat, wszechświat i ukochane Źródełko. Stajemy się bezpośrednim przedłużeniem „jego” bezinteresownej miłości, dzięki której, inni mają sposobność „je” odczuć za naszym pośrednictwem.
Dalej się uczymy, dalej wzrastamy, ale naszemu dalszemu rozwojowi zaczynają towarzyszyć coraz wyższe afirmacje płynące z Góry, odczuwane nie tylko jako piękno czystej, bezgranicznej miłości, ale również z możliwości odczuwania, w tym rozmawiania z istotami z wyższych sfer, skąpanych w najczystszych intencjach płynących prosto od serca.
Nasze postrzeganie i odczuwanie diametralnie się zmienia i bywa wręcz nie możliwe do przyjęcia dla osób bardzo mocno utkwionych w tzw. tradycji. Można by powiedzieć, że paradoksalnie osoby o pięknym duchowym rozwoju w pełnym połączeniu ze Źródłem, bywają dla tradycjonalistów szarlatanami, korzystającymi z ciemnej strony mocy. Bo jak wytłumaczyć wierzącemu bezgranicznie w kościół i religię, że można sobie rozmawiać z Stwórcą, wygodnie leżąc w łóżku po trudach przeżycia całego dnia w systemie bez pośredników? A to dopiero początek...
Załączniki
Niebo na ziemi.jpg
Niebo na ziemi.jpg (53.91 KiB) Przejrzano 792 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Źródło...

Postautor: ZbyniuRoksana » 25 mar 2018, 22:33

Źródło – czysta energia.

Jest emanacją najczystszych emocji, energii, esencji dobra i bezgranicznej, bezkresnej miłości do nas wszystkich i otaczającego wszechświata.
Źródło – jest słowem najlepiej odzwierciedlającym ową emanację tak krystalicznie czystej energii, którą na naszym etapie rozwoju trudno nam pojąć, wyobrazić ją sobie, dotknąć, gdyż jej wibracja (czystość) nie da się porównać z niczym, co jest nam znane w odczuciach na ziemi. Ale istniejemy po to, by do tak wspaniałych wibracji (subtelnej energii) zmierzać, zbliżać się niezłomnie, lecz systematycznie, czasem skręcając w kręte ścieżki, by błądząc odnajdywać w sobie tą upragnioną równowagę w nas samych. W umiejętności jednoczenia w sobie ciała, duszy i umysłu w nierozerwalną całość, by samemu się rozświetlać na podobieństwo Źródła, które jest doskonałością. Do której zdążamy poprzez uczenie się, reinkarnację, umożliwiające nam rozwój naszej świadomości, naszego wnętrza i energii w nas samych.
Źródło to energia, świadomość samego Stwórcy, do którego dołączają świadomości, które osiągnęły stan bezkresności w poznaniu z poziomu najmocniejszej esencji zawartej w dobru, miłości i przebaczeniu.
Każda istota, niezależnie od świata, w jakim przebywa doświadczając (przestrzeni) jedności z Stwórcą, wchodząc na poziom owej bezkresnej czystości myśli i ich emanowaniem, doświadcza jedności z samym stwórcą (Źródłem), zasilając swoją krystaliczną czystością własnych wartości zawartych w myślach energię Źródła, w której Stwórca dzieli się z tymi, którzy w procesie wzrastania dostąpili wejściem z własną świadomością w krąg energii, która jest sprawczą przyczyną wszystkiego, co nas otacza.
Bóg – jest słowem schematycznym, jakże mocno utwierdzonym w współczesnym systemie, współgrając z dogmatami religijnymi za przyczyną tzw. duchownych różnych wiar i przekonań.
Źródło – jest pojęciem bliższym tej energii, na którą składa się nie tylko sam Stwórca, ale i ci, którzy dotarli do finału własnej drogi poznania, stając się współtwórcami tej emanacji energii, będącej siłą napędową wszechświata.
Nie raz słyszeliśmy słowa – kim wy jesteście, jestem tym samym – bo jesteśmy połączeni z całością zwanym życiem, dzięki tej boskiej esencji w nas, dającą nam możliwość ciągłego rozwoju do odczuwania Źródła w sposób namacalny, wręcz bezpośredni. To budzenie w sobie energii Źródła przez własne uczynki, myśli i poszerzanie świadomości w odczuwaniu życia, otaczającego świata i samego Źródła.
Jak wygląda połączenie z samym Źródłem, tą bezkresną esencją życia?
Jest wiele sposobów. Na podstawie jednego z nich, wcześniej opisałem (na blogu) możność scalenia się swoją świadomością zawartą w naszej duszy z Stwórcą. Niestety, niezwykle trudno sobie wyobrazić „strefę” Źródła, bo nie ma porównania z czymkolwiek. Ale kiedyś sami się przekonamy, dostępując tej uprzejmości w czuciu Stwórcy, jeśli swoim postępowaniem na przestrzeni ciągu doświadczeń zawartych w procesie reinkarnacji, zasłużymy sobie na możliwość przekroczenia umownego progu tej esencji, posiadającej tak niewiarygodne wysoką, wysublimowaną wibrację energii (Świadomości).
Sami „Ją” kiedyś zasilimy, stając w jedności ze Źródłem (Stwórcą, Bogiem, Świadomością itp.).
Póki co, móc „Ją” odczuć z naszej ziemskiej perspektywy, to jak włożyć rękę do rozgrzanego piekarnika, ciesząc się z chwilowego odczucia ciepła, które przeradza się w mgnieniu oka w oparzenie.
Źródło jest w nas. My jesteśmy w nim, choć na razie z niedoskonałej pozycji, którą zmieniamy, własnym świadomym rozwojem.
Załączniki
Energia.jpg
Energia.jpg (38.95 KiB) Przejrzano 703 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Sny z duszą.

Postautor: ZbyniuRoksana » 09 kwie 2018, 18:56

Wpływ zachowań, emocji i duszy na nasz sen, śnienie...

Aby zrozumieć mniej więcej pojęcie snu, warto dowiedzieć się więcej na temat naszego istnienia. Istniejemy, żyjemy dlatego, bo nasze fizyczne ciało funkcjonuje dzięki energii ducha (duszy znajdującej się w nas).
Przy narodzinach ciało zostaje złączone z duszą, która je wybrała. Zdarza się, iż dusza odstępuje (rezygnuje), to też samo ciało fizyczne umiera, gdyż bez energii duszy jest niczym. Duszę wiąże z ciałem nierozerwalna, cienka i rozciągliwa „nić”, która utrzymuje owe połączenie aż do śmierci ciała fizycznego.
Zatem nasza dusza, w pewnym sensie uwięziona, ograniczona w naszym ciele, podczas naszego spoczynku (snu) uwalnia się się z naszego ciała i wędruje tam, gdzie lubi przebywać, dzięki rozciągliwości połączenia z ciałem fizycznym.
Podczas snu nasze ciało nie potrzebuje bezpośredniej pomocy duszy w nas się znajdującej. Ciało fizyczne potrzebuje odpoczynku, dusza zaś jest ciągle aktywna, zwłaszcza poza naszym ciałem. Z utęsknieniem oczekuje chwili, gdy może się częściowo uwolnić z grubej materii naszej fizyczności.
Dusza podczas naszego snu przemierza przestrzenie i wchodzi w połączenia, kontakty z innymi przestrzeniami i duchami na swoim poziomie rozwoju.
Dusza (duch w nas) wykorzystuje więcej zdolności i możliwości poza naszym ciałem. Wtedy ma możliwość przypomnienia sobie własnej przeszłości, historii i odzyskuje większą władzę, moc i może wchodzić swobodnie w relacje z innymi duchami w innych, bardziej subtelnych przestrzeniach. Bywa tak, że wspomnienia tego, co nasz duch widział czy doświadczał w czasie naszego spoczynku, może być naszym śnieniem lub snem. Snem mogą być również sytuacje (wspomnienia, marzenia), które są naszą zasługą w realnym życiu. Każdy z nas może mieć owe sny i śnienie, w zależności od tego, jak bardzo mamy zaawansowaną (rozwinięta) w sobie duszę. Uczony (osoba obyta, wykształcona na tzw. poziomie, według obowiązujących norm systemu) może mieć bardzo proste i płytkie sny, niż zwyczajny przeciętny pracownik fizyczny czy umysłowy, jak i odwrotnie. To wyłącznie kwestia przednich wcieleń, jak również indywidualnego poziomu rozwoju duszy w nas.
Młode dusze, uczące się i nie „poukładane”, lubiące niskie wibracje (klimaty) podczas snu lgną do znanych sobie emocji i środowiska pośrednich wibracji, bywa, że niskich.
Dusze pozytywnej energii, wyższej „inteligencji", mądrości, dążą do wibracji, w której same są. Dlatego w zależności od tego, jaką mamy w sobie duszę, częściowo nasze sny są odzwierciedleniem emocji, zdarzeń i przeżyć, które obecnie pragnie doświadczać i doświadcza. Istnieją też duchy „niedobre”, potrafiące używać snów do dręczenia nas. Dlatego tak ważne są nasze myśli i emocje. Czym emanujemy na zewnątrz, to samo przyciągamy do siebie, również podczas snu. Mając w sobie np. młodą, uczącą się duszę, możemy przez własne postępowanie w realnym fizycznym życiu jakby nakłonić duszę do ciekawszych odczuć. W realu mamy dostatecznie dużo narzędzi, by przez zmianę własnej przestrzeni mieć wpływ na rozwój duszy w nas, która się dopiero uczy lub ma skłonności negatywne.
Sny są następstwem wyzwolenia duszy, która staje się wtedy samodzielna, niezależna mimo elastycznego połączenia z naszym ciałem fizycznym.
Zauważcie, że wybudzając kogoś gwałtownie, dana osoba się budzi, otwiera oczy, ale przez pewien czas nie wie, co się wokół dzieje. Ta chwila, to szybki powrót duszy do ciała. Więc nie powinno się kogokolwiek bez celu, np. w imię żartów, dla zabawy niespodziewanie wybudzać.
Medytacja to również w pewnym sensie stan zawieszenia jak we śnie, ale z pełnym, świadomym kontaktem, współgraniem naszej świadomości z duszą. Stąd pochodzi jasnowidzenie i tym podobne możliwości, niedostępne dla ciała osoby żyjącej „pełnią”, pławiąc się w systemie.
Nielogiczność wielu naszych snów wynika z mieszania się zdarzeń z poprzednich wcieleń, obecnych działań naszej duszy podczas naszego spoczynku i naszego ziemskiego żywota. Dlatego czasami trudno cokolwiek zrozumieć, gdyż bywa tak, że w snach nie ma sensu ani logiki. Również brak związku pomiędzy poszczególnymi snami można wyjaśnić faktem, że zdarzają się nam luki w pamięci (w zapamiętywaniu), gdyż ona nie zatrzymuje wszystkiego, co przeżywamy we śnie.
Sen to właściwie odpoczynek ciała z zwiększoną aktywnością duszy. Przy omdleniu, utraty świadomości, dusza też korzysta z wolności, z możliwości uwolnienia się z naszego ciała.
Słyszenie mądrych słów, udzielanie porad i wskazówek, to aktywność duszy w nas, jak również (przeważnie podczas snu) rady innych duchów na poziomie naszego ducha w nas. Bywa tak zwłaszcza, gdy nasze zmysły zaczynają drzemać (tzw. pół sen), można usłyszeć całe zdania, przesyłane w naszą świadomość od innego ducha, chcącego z nami porozmawiać.
Występuje tu pewna prawidłowość. Duchy kontaktujące się z nami, są odpowiednikiem rozwoju, na którym jest nasza dusza, czyli duch w nas. Dusza w nas będąca na wyższym poziomie rozwoju oznacza, iż nasze doznania również są bardziej subtelne, czasem tak bardzo, że nie można znaleźć odpowiednika tych przeżytych emocji tu na ziemi. Dlatego czasem mówimy – miałem nieziemski sen, śnienie itp. odczucia.
Mając w sobie młodą duszę, uczącą się, to zmienność naszych odczuć we śnie jest o wiele większa. Dusze, które mają do przepracowania złe emocje, po uwolnieniu z naszego ciała mają tendencje do szukania podobnych do siebie wibracji, przestrzeni, odzwierciedlających ich emocje, które odczuwamy podczas snu.

Duchy odwiedzają wiele innych dusz, które znały z poprzednich wcieleń, żyć. Mogą to być zarówno dusze istot z ziemi, jak i wyższych, bardziej subtelnych światów. To też miewamy czasem niesamowite, wręcz nierealne sny, ale częściej jedynie ich przebłyski. Jest to zjawisko odwiedzania się dusz, znających się wcześniej w wyniku pokrewieństwa w ciele, przyjaciół, krewnych, znajomych itp.
Dusza w wymiarze duchowym pielęgnuje „stare” pozytywne przyjaźnie z poprzednich wcieleń. My po przebudzeniu intuicyjnie przenosimy ze sobą bezwiednie wiele myśli, zaczerpnięte z rozmów z tamtych odwiedzin. Stąd czasem euforia, jaka nam towarzyszy po przebudzeniu. Radość, fantastyczny nastrój z znikąd, jest efektem odczuć, które były udziałem naszej duszy podczas naszego snu.

Spotykając obcą osobę w ziemskim wymiarze, pojawia się odczucie, że łączą nas podobne myśli, emocje, odczucia. To efekt spotkania osoby, w której duch sympatyzuje z naszym duchem, współgrającym na podobnej wibracji. Dlatego podświadomie pewne osoby nam odpowiadają w otoczeniu, a inne wręcz przeciwnie. To efekt tego, czy duch danej osoby jest na podobnym poziomie samorealizacji (rozwoju), czy też nie. Jeśli nie, to nasze wnętrze wręcz broni się przed taką znajomością.
To tylko jeden z fragmentów większej całości, współgrania naszego ciała cielesnego i świadomości z duszą w nas. Więc mając sny, śnienia, cieszmy się nimi, zwłaszcza, gdy są pozytywne, bo po części odzwierciedlają to, czym jest nasza dusza, owych duch w nas. Chyba, że sami siebie negujemy, niedoceniany, a przez to krytykujemy innych, ściągając do siebie energie, które będą miały znaczący wkład na nasze odczucia podczas snu i nie tylko. Tylko po co?
Przecież tak niewiele trzeba, by być z każdej przeżytej chwili przynajmniej pozytywnie zadowolonym, bo ta chwila jest naszą nauką, by móc się rozwijać, rozjaśniać swoje jestestwo.
Załączniki
Sny.jpg
Sny.jpg (158.89 KiB) Przejrzano 632 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Duchowość

Postautor: ZbyniuRoksana » 05 cze 2018, 20:28

Czym jest? Jak ją określić, poznać, poczuć?

Czy w duchowości bywa szaman, mistyk, mnich buddyjski, pustelnik, kapłan czy kaznodzieja religijny?
Odpowiedź jest zaskakująca – niekoniecznie każda z wymienionych osób dociera do przestrzeni prawdziwe duchowej.
Duchowość nie opiera się wyłącznie na odmiennych stanach świadomości i idącymi za nimi potencjałami, w których nabiera się coraz większej wprawy, czucia.
Duchowość to przede wszystkim czucie życia tu i teraz. Tu, gdzie fizycznie istniejemy. Tu, gdzie możemy własnym doświadczaniem i empatią wypływającą z naszego wnętrza wspomagać niestrudzenie bliźnich w drodze ku dogłębnemu poznaniu siebie zarówno na zewnątrz jak i w wnętrzu ich jestestwa. Tu, gdzie możemy odkryć w sobie cząstkę boskiej energii nadającej ton naszemu doczesnemu życiu. Tu, gdzie możemy wykazać się wyrozumiałością, zrozumieniem, dobrem i miłością wobec wszelkich istot zamieszkujących tak cudowną planetę zwaną Matką Ziemią.

Duchowość to dawanie z siebie tego, co w nas najlepsze – światu. To dążenie do bycia w pełnym bezgranicznym poczuciu dobra i miłości. To dbanie o siebie, o własną przestrzeń, żywność, styl bycia i życia by móc zawsze swobodnie emanować wyłącznie tym, co związane z subtelnymi emocjami tak niepopularnymi w współczesnym świecie często upiornej i bezdusznej definicji systemowego życia. To „podskórne” czucie siebie oraz otoczenia. To czucie w sobie boskiej energii. To świadomość namacalnego wpływu na wszystko, co nas otacza z pozycji jedynie pozytywnych emocji, myśli i czynów. To dawanie przykładu swoim postępowaniem bez narzucania własnej woli...

Chowanie się przed światem w bezpiecznej przystani, odosobnieniu by sięgnąć stanu oświecenia, poznania wszechrzeczy jest ignorancją do samego życia, tym bardziej twórczego, w którym niejako mamy zapisane pomaganie innym. Izolacja uwstecznia i oddala od zewnętrznych bodźców, które dają nam ciągłą możliwość wyboru (wolna wola) w szukaniu własnych nieutartych ścieżek, które zawsze są w pewnym sensie ograniczeniem. Odnalezienie własnej, niepowtarzalnej drogi ku rozwojowi jest tym samym kreowaniem własnej przestrzeni jakże ułatwiającej i przyspieszającej w nas naturalne, niewymuszane rozświetlanie energii Źródła.

Wspomaganie innych w poznawaniu wszelkich subtelności nie tylko ziemskiego świata jest naszym naturalnym obowiązkiem dzielenia się własną wiedzą, umiejętnościami lub chociażby ciekawymi przemyśleniami, uwagami, spostrzeżeniami, które potrafią trafnie obnażyć absurdalny system i po części dogmat tak nas tłumiący, uciskający byśmy przypadkiem nie stali się sobą. Nie poczuli swojej indywidualności, oryginalnego i niepowtarzalnego piękna wewnętrznego i zewnętrznego. Nasze piękno nie wynika z kanonu żurnalowego wyglądu i mody, a z naszego wnętrza tak znacząco wpływającego na postrzeganie nas na zewnątrz. Dlatego zawsze warto wsłuchiwać się w siebie.

Dzielenie się tym, co w nas najlepsze, odkrywcze i nacechowane pozytywną energią jest pozytywnym impulsem dla bliźnich, ale również nas samych utwierdza w drodze, którą kroczymy przez życie, świadome życie.
Jest to samonapędzający się mechanizm, jeśli sobie nie przeszkadzamy, zbytnio nie kombinujemy, nie wątpimy, nie szukamy przysłowiowej dziury w całym.
Gdy złapiemy odpowiedni rytm, chwile utrwalone z nie zawsze przejrzystej przeszłości zawarte w naszych emocjach popłyną powoli siną w dal. Staną się coraz bardziej zamazaną wyblakłą kartką historii, którą będziemy mogli bezpowrotnie zapomnieć, spalić ...by nam nie przeszkadzała w smakowaniu i cieszeniu się życiem przy pełnym udziale Góry.
Załączniki
Duchowość.jpg
Duchowość.jpg (505.59 KiB) Przejrzano 365 razy
Ostatnio zmieniony 07 lip 2018, 13:45 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Partner a duchowość.

Postautor: ZbyniuRoksana » 18 cze 2018, 23:11

Miłość i partnerstwo w duchowości.

Duchowość to fajny stan pogłębionej percepcji własnej istoty, bliźnich, natury i samego Źródła. To odczuwanie wszelakich energii krążących wokół nas. To dbanie o własną przestrzeń, choć z tą dbałością można równie mocno przesadzić. Przesadzić wtedy, gdy zaczynamy fiksować na punkcie własnego rozwoju duchowego, na czynieniu z niego fundamentu naszego istnienia tu i teraz.
Duchowość zawsze wzbogaca nasze jestestwo, ale może też stać się swoistym zamknięciem w tym, co nas wyróżnia. Czucie się kimś więcej niż zwykłym śmiertelnikiem uwiązanym w zrębach systemu może z czasem stać się ograniczeniem dla nas samych.
Zauważam to zwłaszcza w celach stawianych sobie (przez tzw. uduchowione osoby) w życiu prywatnym. Przykładowo, pewna Pani mocno udzielająca się w necie na YouTube swego czasu stwierdziła, iż jej przyszły partner musi posiadać odpowiednią grupę krwi?! Cóż...
Można też mieć szczególne wymagania do drugiej połowy by była świadoma, rozbudzona, o odpowiedniej energii, na podobnym stopniu rozwoju i możliwości jak my sami?! Tak, to autentyczny i nie odosobniony przykład. Tylko czy to jeszcze ma coś wspólnego z duchowością? A może bardziej z własnym „ego”, własną dumą i znaczeniem?
Nie dajmy się zwariować. Podane przykłady to jedynie wycinek niektórych „widzimisię” osób uważających się za uduchowione. Raczej byłbym skłonny kierować się ku spostrzeżeniu, że popadają w szpony szeroko pojętej ezoteryki, która jest jedynie namiastką tego, czego podświadomie szukamy w łączności z bliską osobą przy udziale niezawodnego Źródła.
Ciągle nawiązuję do dobra, bezwzględnej miłości i przebaczenia jako najczystszych energii, które warto w sobie rozświetlać. Klasyfikowanie, recenzowanie i wyszukane referencje dotyczące przyszłego partnera, partnerki to prosta ścieżka do bycia samotną, samolubną jednostką w ziemskim wymiarze.
Duchowość z pozycji samych pozytywnych afirmacji nie klasyfikuje, nie stawia warunków, gdyż sama sobą emanuje takim światłem, taką energią, która w sposób naturalny dystansuje osoby mające jeszcze sporo do przepracowania w życiu. Podświadomie wyczuwają, że to jeszcze nie ich przestrzeń, zatem po co stawiać bariery czy wydumane żądania? To nie kasting systemowego piękna, a czucie płynące prosto z serca.
Wokół jest wiele osób (nieświadomych) tak pięknie rozświetlonych, że nie jedna tzw. uduchowioną osobę mogłyby zawstydzić. Często są to jednostki udzielające się w pomocy bliźnim, w tym zawodowo jak pielęgniarka, osoba współpracująca z niepełnosprawnymi, upośledzonymi,niedołężnymi i nie tylko (to tylko przykład). Są to osoby działające z pozycji serca, przeważnie nieświadome faktu, jak pięknie świecą. Jaką posiadają w sobie empatię, wrażliwość i dobroć.
Moi drodzy, czy tym samym i my emanujemy? Czy przypadkiem zamiast tak subtelnych, naturalnych cech nie brniemy często w ten świat znajdujący się na skraju ezoteryki, gdzie ważność, wiedza, bycie kimś wyjątkowym jest tak pożądana?
Osobiście udało mi się ten niebezpieczny zakręt własnej ważności pokonać, przebrnąć od samozachwytu nad sobą do bycia nikim. Jakiś czas temu pewna osoba praktykująca jogę i buddyzm zapytała mnie – kim jestem?
Odpowiedziałem – że nikim. Jednym słowem jesteś miłością – usłyszałem w odpowiedzi.
Emanując miłością, automatycznie przyciągamy do siebie podobne osoby. To też nie musimy stawiać jakichkolwiek warunków wstępnych drugiej połowie. Bycie w miłości do siebie, bliźnich, Natury i samego Stwórcy powoduje, że sami czujemy, przy jakiej osobie możemy się zatrzymać, zainteresować, pomóc w naprowadzaniu na samoświadomość, na osobisty rozwój, a przy której możemy poświęcić wzmożoną uwagę prosto od serducha.
To pogłębione czucie siebie. Naturalny wewnętrzny barometr odczuwania energii innych, w tym tych, z którymi nam nie po drodze bez klasyfikowania. Stawianie warunków wstępnych jest wzmacnianiem własnego „ego”, pewnego rodzaju pychy i samouwielbienia, które bywa, że na drodze własnego rozwoju przechodzimy. Sęk w tym, by się nie zatrzymać i iść dalej, bo może się zdarzyć, że na swojej drodze ku rozwojowi nie spotkamy nikogo dla nas odpowiedniego. Gdy jednak tak się zdarzy, sami możemy nie mieć szans w oczach osoby, która posiada w sobie taki naturalny blask, o którym my możemy tylko pomarzyć.
Duchowość to ciągła nauka. To nieskończenie tworzenie siebie na nowo, zwłaszcza dzięki osobom nam przychylnym. Nie zapominajmy o tym!
Załączniki
serce 1.jpg
serce 1.jpg (13.55 KiB) Przejrzano 283 razy
Ostatnio zmieniony 13 lip 2018, 10:29 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Kobieca energia.

Postautor: ZbyniuRoksana » 05 lip 2018, 11:55

Subtelność kobiecej energii.

Żeński pierwiastek we wszechświecie jest najbardziej esencjonalną formą energii. Kobieca energia jest nietykalna w czasoprzestrzeni, gdyż jest energią dającą życie. Zatem w naturalny sposób jest chroniona w całym wszechświecie. Nie ma do niej dostępu żadna siła, tym bardziej o wydźwięku negatywnym.
Dlaczego osoby zajmujące się duchowym oczyszczaniem, medium, wróżbami i magią przeważnie są płci pięknej? Dlatego, że są w sposób naturalny chroniona jest ich energia życiowa i można „ją” jedynie naruszyć, częściowo skraść i przejąć wyłącznie z osobistego przyzwolenia, z intencji przekazania własnej energii.
Jeśli tak cudowna energia jest jedyną i niepowtarzalną, nie do ruszenia to nasuwa się od razu pytanie – dlaczego w naszej cudownej ziemskiej cywilizacji kobieta zbyt często sprowadzana jest do roli przedmiotu, kogoś gorszego co ma odzwierciedlenie nie tylko w obowiązującym systemie, ale niestety jeszcze mocniej w religijnych dogmatach.
Matka Ziemia również jest żywicielką wszelkiego istnienia fizycznego i mimo, że ją ciągle niemiłosiernie degradujemy, sama w sobie jest nienaruszalna.
Ogólnie ludzka subtelna energia jest wysoce energetyczną strawą, to też fruwając np. bezmyślnie w przysłowiowym astralu jesteśmy narażeni na podpięcia, przyblokowania a nawet przejęcie naszej życiodajnej energii. Więc nie dziwi fakt, iż wielu ezoteryków, szamanów itp. osób płci męskiej zaopatruje się w różnego rodzaju gadżety wspomagające ochronę ich subtelnej energii. Kobieta nie potrzebuje takich dodatkowych fizycznych pomocy, gdyż jej energia jest nienaruszalna bez jej przyzwolenia.

Ostatnio otrzymałem w formie ciekawostki (nic nie dzieje się przypadkowo) do przeczytania książkę polskiego autora zamieszkującego na stałe w Wielkiej Brytanii i tam sprawującego posługę duchową jako kapłan i oficjalnie jako egzorcysta. Jest mocno osadzony w jedynie słusznym religijnym dogmacie, jednakże z potrzeby serca szczerze pomaga bliźnim bez względu na to, kim są i w czym tkwią. Jedno nie podlega wątpliwości, bezwzględnie otrzymuje pomoc z Góry. Tam nie dzieli się nikogo, a wspomaga każdą istotę na ziemi, która czyni dobro z pożytkiem dla wszystkich.
Otóż, opisywana osoba sama zauważyła, iż sam kościół po drodze stał się skostniałą instytucją, ale w jego ramach pomaga różnym osobom nie klasyfikując nikogo za osobisty światopogląd czy przekonania, a które mają różnego rodzaju podpięcia czy wręcz są opanowane przez demoniczne, nisko wibracyjne siły. Snuje na stronach swojej książki różne realne przeżyte opowieści z życia wzięte, iż można by spokojnie z tego materiału nakręcić film fabularny z gatunku horroru...
Przyznaje, że usuwanie z konkretnych osób mrocznych sił (bytów, demonów) podczas egzorcyzmów i wspomaganie się słowem Jezus jest tak mocne energetycznie (wysoko wibracyjne), że finalizuje pozbycie się podczepu czy demona z ciała osoby podczas wypędzania sil nieczystych zawartych w praktykach egzorcystycznych. Jednak w przypadkach z prawdziwie demoniczna mocą, wręcz niszczycielską energią, wypowiadane imiona światłych istot, świętych, Jezusa nie zdaje egzaminu, nie wywiera żadnego wpływu na pierwotne zło. Wręcz się wyśmiewa, pokazuje swą negatywną moc wobec wymienianych z imiona świetlistych istot o czysto krystalicznej energii nacechowanej emanacją Źródła (Boga).
Wtedy ostatnią deską ratunku (pomocy) dla autora tej książki jest imię Maria. Przyznaje, że w najcięższych przypadkach zdeklarowanego, perfidnego zła jedynie Ona jest wstanie pokonać najbardziej demoniczne, mroczne siły i nigdy go nie zawiodła w pomocy.
Kłania się tutaj cudowna kobieca energia nie tylko nietykalna w każdym wymiarze, ale schodząca z przecudnej przestrzeni dobra i bezwzględnej miłości.
Znamienny wydaje się fakt, że ten egzorcysta samego Jezusa uznaje za samego Boga! a Marię jedynie za stworzenie?! To autentyczne stwierdzenie. Tak samo autentyczne jest przyznanie się, że nie wie dlaczego Maria ma w sobie tak wielką moc. Cóż, pokutuje dogmat religijny o dominacji męskiego czynnika w kościele jak i samej współczesnej cywilizacji.

Wszechświat od zawsze istnieje i istnieć będzie w bezwzględnej równowadze. Póki na ziemi pierwiastek kobiecy co najmniej nie zrówna się z dominującym męskim, nie oczekujmy równowagi o której wszyscy mówią, mając na uwadze dobro całej ziemi.
Drodzy panowie! Stawiacie się w roli przywódczej, wyższej, lecz w świecie subtelnym, duchowym jesteśmy tylko niedoskonałością kobiecej energii. Zresztą, tu i teraz w fizycznej przestrzeni tak naprawdę to mężczyzna wybiera kobietę, która „go” wybierze. Nauczmy się zatem szanować od serca każdy pozytywny przejaw kobiecej inwencji, uczucia i intuicji, a możemy wyłącznie zyskać na wspólnym dobru...

PS: Maria, mama Jezusa jest duszą, która jeszcze w zamieszłych czasach początków naszej cywilizacji miała wielokrotnie do czynienia z pierwotnym złem. Dlatego posiada naturalną moc sprawczą, siłę neutralizowania najsilniejszych demonicznych sił.
Załączniki
Kobieca energia..jpeg
Kobieca energia..jpeg (546.16 KiB) Przejrzano 111 razy


Wróć do „Cel”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość