"Honorowe" oddawanie krwi

To wspaniałe forum powstało m.in. dzięki Aronowi. Jest jego pomysłodawcą i wspiera nas duchowo. Wielu użytkowników jest ciekawych jego opinii. Wiem, że Aron ma sporo pracy z oczyszczeniami, warsztatami, diagnozami, publikuje wspaniałe filmy – ale może ktoś zaufany zachęciłby go do znalezienia chwilki raz na kilka dni/tygodni i odpowiedzi na pytania, które tutaj będziemy zamieszczać.
.
<blaga> Proszę, proszę...
Regulamin forum
Napisz swoje pytanie do Arona a ja go dodam poprzez edycję posta pod ankietą.
Awatar użytkownika
Summer
Współtwórca
Posty: 146
Rejestracja: 13 mar 2016, 7:40

Re: "Honorowe" oddawanie krwi

Postautor: Summer » 30 gru 2016, 23:03

Pracowałam kiedys w stacji krwiodawstwa. Z sama idea oddawania krwi i jej składników mam pozytywne odczucia. Wspaniałe byly akcje kiedy ludzie solidaryzowali sie, czasem robiąc to po raz pierwszy w zyciu, oddawali krew na czyjeś konto konkretnie lub ogólnie, żeby pomoc. Edyta fajnie to określiła, oddawanie krwi tworzy wspolistnienie ,tworzy ŻYCIE .
Sprawiedliwy z wiary i miłości żyć będzie
<serducho>

IwonkaZielonka
Sympatyk Forum
Posty: 48
Rejestracja: 19 paź 2016, 0:46
Lokalizacja: Wrocław

Re: "Honorowe" oddawanie krwi

Postautor: IwonkaZielonka » 31 gru 2016, 12:48

Podobny temat był tu:http://obudzeni.info/viewtopic.php?f=4&t=1751&p=7841#p7841
<serducho> <serducho> Miłość, jedność, równość-podstawa dobrego bytowania <serducho> :)

agar
Adept
Posty: 15
Rejestracja: 11 sty 2017, 9:16

Re: "Honorowe" oddawanie krwi

Postautor: agar » 12 sty 2017, 6:00

Nie oddaję krwi z innych względów, bardzo przyziemnych. On służy firmom farmaceutycznym do produkcji horrendalnie drogich leków krwiopochodnych.
Jeśli ktoś bezpośrednio potrzebuje mojej krwi , owszem nie widzę tu nic złego.
Pomoc w cierpieniu i chorobie, pozytywne zjawisko jak każda sensowna pomoc, więc i doładowuje energetycznie.
Po za tym ciągle nasz energią się dzielimy, każdy nasz czyn, zachowanie to jakaś energia z nas emanuje, przekujemy j innym. Nie ubywa nam jej a często wręcz przeciwnie, rozrasta się , ożywia.

Awatar użytkownika
Kropka
Sympatyk Forum
Posty: 23
Rejestracja: 22 sty 2017, 10:18
Lokalizacja: Białystok

Re: "Honorowe" oddawanie krwi

Postautor: Kropka » 23 sty 2017, 17:56

Ja mam co do tego tematu negatywne odczucia, ale z innych powodów.

Honorowe oddawanie krwi to kit i propaganda - twój "honor", czyjaś żyła złota.
Krwi w szpitalach brakuje nie dlatego, że jest za mało dawców.
Jest tak dlatego, że lwia część od zawsze była i będzie sprzedawana z zyskiem do innych krajów, głównie dla firm farmaceutycznych, ale także do laboratoriów badawczych etc.
Druga rzecz, że nasz szpital też nie dostaje krwi za darmochę, tylko musi ją zakupić tak jak każdy inny towar. Ceny za jednostkę (200ml) nie są wcale małe: koncentrat krwinek czerwonych to ok. 180 zł, osocze 112 zł, preparat płytkowy - 1137 złotych.

Na całym świecie dzieje się to samo - krew jest super cennym towarem. Jest pozyskiwana albo oficjalnie (tzn. dawcy płacą), albo pod przykrywką honorowego krwiodawstwa (za darmochę), a w krajach biednych i słabo rozwiniętych bywa jeszcze "ciekawiej", bo przemocą. W Indiach na przykład, choć pewnie nie tylko tam, istnieją farmy krwi, gdzie się ludzi przetrzymuje jako niewolników: są zamknięci w brakach, przykuci do łóżek. Pobierają im krew i sprzedają. Są tak eksploatowani aż do wykończenia. Szokujące, okropne ale prawdziwe. :(
Polecam książkę "Czerwony rynek". Ja po lekturze już nigdy nie dam się nabrać na "honorowe krwiodawstwo", a gdy widzę odpicowany nowoczesny krwiobus (taki mobilny punkt poboru krwi - pojawiają się w większych miastach co jakiś czas) to nie wiem, czy zachwycać się geniuszem biznesowym tego co toto wymyślił, czy raczej płakać nad tym jak się współcześnie kantuje ludzi.

Awatar użytkownika
Glorian
Administrator
Posty: 1643
Rejestracja: 07 mar 2016, 11:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: "Honorowe" oddawanie krwi

Postautor: Glorian » 23 sty 2017, 19:50

<zdziwiony> Szok z tymi farmami krwi! Smutne to...

Awatar użytkownika
edyta
Złoty Użytkownik
Posty: 1034
Rejestracja: 24 lis 2016, 22:00

Re: "Honorowe" oddawanie krwi

Postautor: edyta » 23 sty 2017, 20:54

Kochani każde działanie jest jak broń obu sieć zna. Każdy człowiek czyn słowo i intencją może być zarówno narzędziem dobra jak i narzędziem zła.ale skoro nasza kochana ziemia daje nam tyle swoich darów i kolejne szanse na pobudka mimo że tak ja Ranimy i skoro nasz kochany tatuś szuka i wola nas zawsze gdy zbladzimy to czy my nie postąpiki byśmy zbyt pochopnie odcinajac się od krwiodawstwa i wielu innych działań dających choćby ułamkowi ludzi szanse na uratowanie życia tylko dlatego ze jest to też narzędziem zła? Bardzo mnie yo zastanawia.czy to są czasy radykalnego opodwiedzenia się .no są .wielu do tego nawołuje ale czy aby w jakiejś sprawie się opowiedzieć to czy nie należy jej najpierw ocenić? I w tym momencie jak się ma osad i ocena do akceptacji i zrozumienia.mam nadzieje ze ktoś mi to tu nieco uprosci.
Dziękuję Ci Tato i wiem to na pewno przez cały czas czuwasz nade mną.Boże dziękuję za cud życia, w którym biorę udział .


Ufaj Bogu..
-proś o cud...

Awatar użytkownika
Kropka
Sympatyk Forum
Posty: 23
Rejestracja: 22 sty 2017, 10:18
Lokalizacja: Białystok

Re: "Honorowe" oddawanie krwi

Postautor: Kropka » 23 sty 2017, 22:09

Myślę że tu chodzi tylko o świadomość i prawdę.
Jeśli wiesz co się dzieje, podejmiesz bardziej świadomą decyzję i nie będziesz współbudować systemu iluzji swoją wiarą w niego. To już samo w sobie jest piękne i na pewno rozwijające. A sam wybór nie ma tu aż takiego znaczenia, w końcu to jest Twoja krew i Twoja sprawa. Nawet jeśli nadal będziesz zdawać- ok. Nie będziesz - też ok.




Dla ciekawych tematu, znalazłam artykuł o tym co opisał autor "Czerwonego rynku".
Kto o słabych nerwach, radzę może i nie czytać. <głaszcze>

Artykuł jest na WP,, wklejam sam tekst bo tam akurat jest przy nim "galeria" zdjęć i trzeba przeklikać z 16 stron.



"Niewolnicze fermy krwi naprawdę istnieją! Wstrząsające efekty śledztwa dziennikarskiego Scotta Carneya.


Wyobraź sobie, że pewnego dnia zostajesz porwany z ulicy, uwięziony w prymitywnym baraku i przykuty do łóżka na długie miesiące, tylko dlatego, że banki krwi są puste, a szpitalowi w twoim mieście nieustannie brakuje krwi potrzebnej do przeprowadzania operacji ratujących życie innych osób. Ten przerażający scenariusz to nie rojenia chorych umysłów wymyślających horrory, lecz brutalna i krwawa rzeczywistość. Takie rzeczy działy się i w dalszym ciągu dzieją na całym świecie. Fermy krwi naprawdę istnieją.

Pisaliśmy tutaj niedawno na temat porażającego "Czerwonego rynku" Scotta Carneya (Wyd. Czarne), amerykańskiego dziennikarza, który przez pięć lat badał światowy handel ludzkim ciałami. Teraz wracamy do tematu - opisujemy, w jaki sposób działają niewolnicze fermy krwi, jak funkcjonują współczesne wampiry, dlaczego takie przerażające historie są w dalszym ciągu możliwe, czy istnieje możliwość, by tym barbarzyńskim procederom się przeciwstawić oraz czy aby na pewno honorowe krwiodawstwo jest doskonałym rozwiązaniem?


Trzy lata zamknięcia w fermie krwi

W rozdziale "Krew i pieniądze" Carney opisuje m.in. historię wychudzonego mężczyzny o podkrążonych oczach, szarej skórze i rękach poznaczonych dziesiątkami śladów po ukłuciach igłą, który pewnego dnia podszedł do grupy rolników popijających herbatę w indyjskim mieście Gorakhpur.

Rolnicy myśleli, że to jeszcze jeden żebrzący narkoman, więc początkowo zignorowali mężczyznę. Okazało się jednak, że uciekł on z prowizorycznego więzienia, w którym przemocą pobierano mu krew przeznaczoną na sprzedaż. Przez trzy lata więziono go w baraku z cegieł i blachy, odległym zaledwie o kilka minut marszu od knajpki, w której rolnicy pili herbatę.

"Ślady po ukłuciach na jego rękach nie były świadectwem uzależnienia od heroiny - znaczyły miejsca, gdzie bezwzględny współczesny wampir, a także szanowany właściciel gospodarstwa mlecznego i sporej posiadłości ziemskiej, niejaki Papu Yadhav, przebijał jego skórę igłą strzykawki do pobierania krwi. Więził swoją ofiarę, kradł jej krew i sprzedawał bankom krwi. Nieszczęśnikowi udało się uciec, kiedy Yadhav zapomniał zamknąć za sobą drzwi".



Szpital z horroru rodem

Miejsce, które przez trzy lata było więzieniem wychudzonego mężczyzny okazała się sklecona w pośpiechy szopa, wciśnięta między betonowy dom Papu Yadhava i oborę. "Żelazne drzwi szopy zaopatrzone były w solidną zasuwę, na której wisiała mosiężna kłódka. Zza półcentymetrowej tafli metalu dochodziły głosy".

Po rozbiciu kłódki, policjanci ujrzeli coś na kształt oddziału szpitalnego z horroru rodem: "Na drewnianych tyczkach wisiały kroplówki, pacjenci jęczeli głośno, jakby wybudzali się z delirium. Pięciu wyniszczonych mężczyzn leżących na małych plecionych łóżkach z trudem podniosło głowy, by spojrzeć na nowo przybyłych. Budynek wypełniało parne, lepkie powietrze, od blaszanego dachu bił okropny żar, który upodabniał wnętrze więzienia do rozgrzanego piekarnika.

Jeden z mężczyzn wpatrywał się szklistymi oczami w sufit, podczas gdy jego krew sączyła się powoli przez plastikową rurkę do woreczka leżącego na podłodze. Był zbyt słaby, by protestować. W foliowej torebce obok jego łóżka leżało już pięć wypełnionych krwią opakowań o pojemności czterystu pięćdziesięciu mililitrów oraz dziewiętnaście pustych, gotowych do napełnienia. Na każdym z nich znajdowały się oficjalne naklejki miejscowych banków krwi, a także kody paskowe i plomby centralnego organu nadzorującego" - pisze w "Czerwonym rynku" Carney.



Pacjenci Fabryki Krwi

Amerykański dziennikarz twierdzi, że w kolejnych dniach tylko na terenie posiadłości Yadhava policjanci znaleźli pięć równie przerażających pomieszczeń z uwięzionymi w środku, bliskimi śmierci z wycieńczenia, "pacjentami". Łącznie uwolniono 17 osób.

"Większość z nich była straszliwie wymizerowana i podłączona do szpitalnego sprzętu pobierającego krew. Później zeznali, że laborant pobierał im krew co najmniej dwa razy w tygodniu. Niektórzy mówili, że spędzili w uwięzieniu dwa i pół roku. Fabryka Krwi - jak szybko ochrzciła to miejsce prasa - dostarczała znaczącą część miejskich zasobów krwi i być może tylko dzięki niej szpitale Gorakhpur miały wystarczające zapasy tego cennego płynu" - czytamy w książce.

Uwolnionych mężczyzn przewieziono do szpitala. Zdrowy, dorosły człowiek ma ok. 14-18 gramów hemoglobiny na sto mililitrów krwi. Krew uwolnionych mężczyzn zawierała średnio... 4 gramy na sto mililitrów. "Regularnie pozbawiani tego życiodajnego płynu, w wyniku odwodnienia wszyscy mieli szarą i pomarszczoną skórę".



Uzależnienie od utraty krwi

Jeden z lekarzy stwierdził wręcz, że mężczyźni ci byli już mimowolnie fizycznie uzależnieni od utraty krwi: "Aby utrzymać ich przy życiu, lekarze musieli podawać im suplementy z żelazem i co jakiś czas upuszczać krew, inaczej bowiem mogliby umrzeć z nadmiaru tlenu w układzie krążenia. Po wielu tygodniach spędzonych w niewoli więźniowie byli zbyt słabi, by nawet myśleć o ucieczce".

W toku śledztwa okazało się, że ofiar prowadzącego fermę krwi Yadhava było znacznie więcej, ale gdy tylko wyczuwał on, że któryś z dawców jest już śmiertelnie chory, wsadzał go do autobusu jadącego za miasto. W ten sposób pozbywał się problemu i nie odpowiadał za ofiary śmiertelne.

"Papu Yadhav prowadził drobiazgową dokumentację, w której zapisywał, ile krwi sprzedał poszczególnym bankom krwi, szpitalom i lekarzom, a także ogromne sumy pieniędzy, które otrzymywał w zamian. Dzięki tym zapiskom policja bez trudu rozpracowała całą operację" - czytamy w "Czerwonym rynku".



Od małego biznesu do prawdziwego koszmaru

Początkowo Yadhav prowadził małe, względnie uczciwe, choć nielegalne, przedsiębiorstwo - proponował narkomanom i nędzarzom trzy dolary za porcję 450 mililitrów krwi. Yadhav pobraną krew sprzedawał z dużym zyskiem - od około 20 do nawet 150 dolarów za rzadsze grupy krwi.

Właściciel fermy krwi po jakimś czasie zaoferował swoim dawcom, by zamieszkali u niego. Szybko się okazało, że Yadhav przejął kontrolę nad ich losem za pomocą różnych środków przymusu, fałszywych obietnic i drzwi zamkniętych na kłódkę. Policja łącznie zatrzymała 9 osób - laborantów przyjmujących krew, sekretarki z miejscowych banków krwi, pośredników, którzy rozwozili krew po mieście oraz pielęgniarki opiekujące się dawcami. Yadhav odsiedział w więzieniu zaledwie 9 miesięcy.

Amerykański dziennikarz podkreśla wyraźnie, że dobrze jest nam myśleć, iż okropieństwa farmy krwi w Gorakhpur to odosobniony incydent i aberracja, do której mogło dojść tylko na obrzeżach cywilizowanego świata, ale to wierutna bzdura.



Rozwiązanie: honorowe krwiodawstwo?

"Tego rodzaju interesy nigdy by nie powstały, gdyby nie działalność kupców, których nie obchodzi, skąd bierze się pożądany przez nich materiał. A skoro pracownicy służby zdrowia gotowi byli płacić za krew, nie zadając przy tym żadnych pytań, wcześniej czy później musiał pojawić się ktoś, kto wykorzysta tę sytuację" - pisze Carney i wyjaśnia, że światowy system krwiodawstwa jest tak kruchy, że "nawet niewielkie zawirowania w tym obszarze mogłyby natychmiast doprowadzić do rozkwitu takich interesów jak Fabryka Krwi z Gorakhpur".

Dziennikarz dowodzi, że korzystanie z usług zawodowych dawców jest niebezpiecznie zarówno dla nich samych, jak i dla klientów. Przewidział to już brytyjski socjolog Richard Titmuss, autor słynnej książki o handlu krwią, która odmieniła system krwiodawstwa na Zachodzie. Pisał on, że płacenie za krew i komercjalizacja tego systemu obniży nie tylko standardy etyczne, ale i jakość tkanki dostarczanej do banków.

Titmuss w "The Gift Relationship" opisywał rozprzestrzenianie się wirusa zapalenia wątroby w amerykańskich i europejskich bankach krwi oraz przewidywał, że międzynarodowe zasoby tej tkanki zostaną skażone wirusami (np. HIV). Z drugiej strony, zaproponowane przez niego i wcielone w życie praktycznie na całym świecie korzystanie wyłącznie z honorowego krwiodawstwa przyczyniło się zdaniem Careya do rozwoju nielegalnego czerwonego rynku.



Handel krwią wciąż trwa

Pozostańmy przy przykładzie Indii, gdzie Carney zbadał i prześledził czerwony rynek najdokładniej. Przed miejskim szpitalem spotkał któregoś dnia handlarza gotowego sprzedać za drobną sumę krew zarażoną wirusem HIV pierwszemu lepszemu kupcowi. "Nietrudno sobie wyobrazić, jak nieodpowiedzialna zmiana przepisów dotyczących krwiodawstwa mogłaby przyczynić się do wybuchu epidemii" - pisze. I dalej:

"Do roku 1998 sprzedaż krwi w Indiach była całkiem legalna, a krwiodawstwo stanowiło jeden z najpopularniejszych fachów - dawcy mieli własny, potężny związek zawodowy i organizacje broniące ich praw. Kiedy Indie zmieniły politykę w tej kwestii i wprowadziły wyłącznie honorowe krwiodawstwo, cena krwi podskoczyła z około pięciu dolarów za porcję do niemal dwudziestu pięciu - kwoty będącej poza zasięgiem wielu zwykłych pacjentów.

Choć handel krwią uznano za nielegalny, państwo nie potrafiło stworzyć alternatywnego systemu. Niedobór dotyka wszystkich gałęzi medycyny, które potrzebują stałych zasobów krwi. Popyt na elementy krwi - czerwone krwinki i czynnik antyhemofilowy, stosowany w leczeniu hemofilii - gwałtownie wzrósł, a Indie musiały zacząć importować z zagranicy składniki krwi o wartości siedemdziesięciu pięciu milionów dolarów. (Co ciekawe, wiele tych komponentów pochodzi od dawców z Ameryki. Stany Zjednoczone to jeden z największych eksporterów krwi na świecie, a zyski z tego przemysłu sięgają kilku miliardów dolarów rocznie)".



Punkty płatnego poboru w gettach

Zdaniem Carneya, przykładowa historia indyjskiej fermy krwi, którą opisał, jest tylko ekstremalnym przykładem globalnego konfliktu między medycyną prywatną a publiczną: "Do podobnej sytuacji doszło w Stanach Zjednoczonych podczas przekształcenia uspołecznionego systemu medycyny Nowego Ładu w nastawione na zysk modele, które dominują w Ameryce od II wojny światowej".

"W czasie wojny chirurdzy mieli do dyspozycji duże zapasy krwi, dzięki czemu mogli opracowywać nowe techniki operacyjne, które przyczyniły się do ogromnego rozwoju tej gałęzi medycyny. Po wojnie, gdy lekarze zaczęli korzystać w sektorze cywilnym z wiedzy zdobytej na polu bitwy, zapotrzebowanie na krew nadal było duże. Skończyły się jednak czasy masowego krwiodawstwa inspirowanego wysiłkiem wojennym, więc kraj potrzebował wydajniejszego systemu gromadzenia tej tkanki.

Od lat czterdziestych do sześćdziesiątych centra płatnego poboru krwi istniały równolegle ze stacjami honorowego krwiodawstwa. Różnice klasowe widoczne były gołym okiem. Punkty płatnego poboru powstawały głównie w pobliżu dzielnic biedoty, podczas gdy programy honorowego krwiodawstwa szukały ochotników w kościołach i prowadziły stacje w zamożniejszych dzielnicach. Różna była też jakość pobieranej krwi. Płatnych dawców, kierowanych motywami finansowymi, nie obchodziła jakość oddawanej przez nich krwi, interesowała ich jedynie zapłata. Punkty płatnego poboru krwi nie grzeszyły też czystością".



Wojna o krew

Cytowany już Titmuss (na zdj.) zauważył, że "wśród płatnych dawców częściej zdarzali się ludzie cierpiący na choroby przenoszone z krwią. Pisał, że szpitale korzystające z tkanki komercyjnych banków krwi przyczyniły się do rozprzestrzenienia wirusowego zapalenia wątroby. Znacznie rzadziej dochodziło do zarażenia tam, gdzie używano krwi honorowych dawców".

"Banki komercyjne zarabiały nawet wtedy, gdy sprzedawały zarażoną krew, ale różnica w jakości nie uszła uwagi lekarzy. W niektórych miastach lekarze tak bardzo obawiali się ryzyka związanego z wykorzystaniem zakażonej krwi, że kazali swoim szpitalom zaopatrywać się wyłącznie w stacjach honorowego krwiodawstwa. Wyczuwając zagrożenie, komercyjne ośrodki przeszły do ataku. Prywatne banki krwi zaczęły systematycznie pozywać szpitale za naruszanie prawa antymonopolowego. Twierdziły, że ponieważ krew jest przedmiotem otwartego, powszechnego handlu, honorowe krwiodawstwo to nieuczciwa konkurencja. Decyzje lekarzy sprawiły, że zdrowie pacjentów stało się przeszkodą dla interesów korporacyjnych".



Rywalizacja szpitali o krew i ciała pacjentów

"Na tle całego świata system funkcjonujący w Gorakhpur jest nie tyle anomalią, ile powtórzeniem wcześniejszych skandali związanych z handlem krwią. Obserwując konsekwencje niedoborów w jednym obszarze medycyny, nietrudno wyobrazić sobie, że podobne problemy dotykają całego systemu medycznego. Nagły spadek podaży, do jakiego doszło po przerwaniu działalności Papu Yadhava, stał się motywacją dla innych przestępców i skłonił ich do korzystania z nowych form zdobywania materiału" - podsumowuje swój wywód Carney w cytowanym rozdziale "Czerwonego rynku".

Jeden z lekarzy, z którymi rozmawiał Carney, mówi, że szpitale (nie tylko) w Indiach "rywalizują między sobą nie tylko o krew pacjentów, ale także o ich ciała. Opłacają kierowców taksówek i drobnych opryszków, którzy obserwują inne kliniki i przewożą pacjentów - często siłą - do wskazanych szpitali. Lekarz opowiada, że kiedyś udało mu się złapać jednego z agentów. Dowiedział się od niego, że konkurencyjne szpitale płacą nawet trzy tysiące rupii (siedemdziesiąt pięć dolarów) za chorego pacjenta, na którym mogą sporo zarobić. W Indiach to suma na tyle duża, że właściwie każdy przejazd taksówką obarczony jest sporym ryzykiem".



Każdy worek z krwią powinien być opatrzony nazwiskiem dawcy?

"Depersonalizacja ludzkiej tkanki to jeden z największych błędów współczesnej medycyny. W tym stuleciu naszym celem powinno być przywrócenie ludzkiej tożsamości do łańcucha dostaw. Każdy worek z krwią powinien być zaopatrzony w nazwisko dawcy, każde adoptowane dziecko powinno mieć pełny dostęp do historii swojego życia, każdy, kto korzysta z przeszczepu, powinien wiedzieć, kto oddał organ" - pisze Carney w posłowiu do swojej książki. I dalej: "Oczywiście wymagałoby to zasadniczej zmiany w naszym myśleniu o wykorzystaniu ludzkiego ciała. Każdy człowiek ma swoją historię, którą należy opowiedzieć, gdy jego ciało wędruje po czerwonym rynku. Nie rodzimy się jako neutralne produkty, które z natury zamieniają się w zbiór organów i tkanek o wartości handlowej. Z pewnością jednak wszyscy jesteśmy klientami na czerwonym rynku. Im szybciej to zaakceptujemy, tym szybciej będziemy mogli coś z tym zrobić".



O książce

W kolejnych rozdziałach "Czerwonego rynku" Scott Carney próbuje odpowiedzieć na pytanie o to, jakie jeszcze zbrodnie popełnia się w imieniu medycyny oraz zastanawia się nad tym, czy wiek XXI to nowa cywilizacja kanibali? Carney dowodzi, że nasze ciała są magazynami części zamiennych. Można je porwać, pokroić i rozłożyć na poszczególne organy, które następnie trafią na krwawy, nielegalny, niezwykle dochodowy i - pomimo światowego kryzysu - coraz prężniej rozwijający się globalny czerwony rynek. Nasze nerki, serce, wątroba, kości, włosy, zęby, krew czy oddzielone od oczu rogówki - wszystko to można wycenić i sprzedać.

To, że tak niewiele wiemy na temat nielegalnego handlu ludzkim towarem, poszczególnymi organami i różnymi rodzajami ludzkiej tkanki, nie oznacza, że skala tego procederu nie jest gigantyczna. Jak wygląda współczesny czerwony rynek?

Pracując nad "Czerwonym rynkiem" amerykański dziennikarz odwiedził wioskę, w której większość mieszkańców sprzedała swoje nerki. Rozmawiał z ludźmi, którzy wykradają ciała z grobów i preparują ze zwłok szkielety anatomiczne. Dotarł do zastępczych matek, które "produkują" dzieci przeznaczone na eksport lub sprzedają swoje komórki jajowe. Wziął udział w eksperymentach medycznych, w których został królikiem doświadczalnym leku na potencję.

Awatar użytkownika
Summer
Współtwórca
Posty: 146
Rejestracja: 13 mar 2016, 7:40

Re: "Honorowe" oddawanie krwi

Postautor: Summer » 24 sty 2017, 3:35

Ha..to mnie zatkało.. I dalo do myślenia..
Sprawiedliwy z wiary i miłości żyć będzie
<serducho>

dogon
Współtwórca
Posty: 112
Rejestracja: 24 paź 2016, 15:10
Lokalizacja: Wrocław

Re: "Honorowe" oddawanie krwi

Postautor: dogon » 28 sty 2017, 19:55

A czy oddał byś krew dla jezusa ... a kim jest jezus .... może to tylko nazwa ? Dzięki zaczynam rozumieć
Ł
Przekazuje wszystkim moją miłość i dar czynienia dobra ,BO w każdym z nas jest stwórca <yahoo>
<serducho> <serducho> <serducho>

Awatar użytkownika
g00rmik
Moderator
Posty: 343
Rejestracja: 14 mar 2016, 14:17

Re: "Honorowe" oddawanie krwi

Postautor: g00rmik » 26 mar 2017, 20:40

Szczęka mi wypadła i dalej leży pod stołem. Czuję się jak naiwne dziecko, które zostało oszukane. Ale tak to jest z dobrymi ludźmi, jesteśmy naiwni niejako z definicji, bo wierzymy, że inni ludzie są tacy jak my. A widać jednak nie są. Dzięki Kropka za wyczerpującego posta i wskazanie książeczki <serducho>
Przestrzeń niefizyczna związana z portalem obudzeni.info jest czystym przekazem z poziomu Serca, czerpiącym z Nieograniczonego i Jedynego Źródła w nieograniczony i harmonijny sposób. Oddaję tą przestrzeń Opiece Źródła, niech prowadzi nasze serca.

Jedyny Boże, Źródło Wszechrzeczy i Wszechistnienia, dziękuję Ci za każdy rok, dzień, oddech, za każdy wschód i zachód Słońca, za każdy przejaw Twojej obecności w mojej przestrzeni. Bądź ze mną zawsze, ochraniaj, doświadczaj i prowadź Swoją drogą. Spraw bym najlepiej jak potrafię pomagał innym wznosić się do Ciebie.


Wróć do „Aron Jasnowidz - pytania i odpowiedzi”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość