Homoseksualizm a kościół

Szukam informacji. Ktokolwiek widział? Ktokolwiek wie? Pomóżcie.
Awatar użytkownika
Bbard
Sympatyk Forum
Posty: 28
Rejestracja: 29 wrz 2016, 20:39
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Homoseksualizm a kościół

Postautor: Bbard » 23 lip 2017, 13:29

Witajcie!

Ludzie patrzą, ludzie widzą, ludzie czują... i trach! Otóż jest coś takiego jak homoseksualizm, cóż, jest również coś takiego jak kościół i choć to pierwsze to piękny rodzaj miłości, tak to drugie... wiadomo co z tym pięknem robi. Dochodzi do tego, że homoseksualiści zamykają się w sobie, albo coś jeszcze gorszego zapominając, jak ważną mają rolę, by nauczyć ludzi miłości, jakimi są odważnymi duszami.

Dlatego chciałbym zamieścić moją rozmowę z pewnym Panem, zacytuję ją. Rozmowa pochodzi z filmu, na który się natknąłem(link:https://www.youtube.com/watch?v=bEdvItaf3zM) jak i z komentarzu pewnej Pani, który mną wstrząsną i nie chcę go cytować.

Bbard(cytat):

Dzień dobry!
Chciałbym bardzo Pani odpowiedzieć i spróbować jakoś przekonać, tak więc zaczynam:). Nie wiem, czy to Pani nawet przeczyta, bo od czasu dodania filmu... już całe 6 miesięcy, no, ale spróbować zawsze można. Otóż po zamieszczonym komentarzu stwierdzam, iż jest Pani katoliczką, katoliczką zaangażowaną i praktykującą, która nie akceptuje siebie(swojej orientacji). Od razu powiem, ale proszę doczytać do końca:), że to według mnie głupstwo ubierać Boga w dogmaty jakiejkolwiek religii czy jakiegokolwiek pisma tym bardziej, iż przez to właśnie człowiek się od niego(Boga-Taty, Mamy) oddala, a przez to, tak jak Pani, od siebie. Otóż Bóg(w to wierzą chyba też katolicy)jest miłością piękną, czystą... Jednak dalsza wasza wiara tego Boga wcale nie przypomina. Proszę poczytać choćby stary testament, gdzie, za przeproszeniem, przedstawiony tam "Bóg" zabija swoje dzieci, truje rzeki, zawiera pakt z szatanem, by udowodnić sobie swoją potęgę, ma jakiś naród wybrany i mówi wprost, że on jest lepszy, przeznaczony. Co to ma do miłości? Sądzę, że Pani nie zabiłaby swojego dziecka czy jakiegokolwiek człowieka, a mimo to wierzy Pani w kogoś takiego z tej książki. Niech Pani nie zrozumie mnie źle. Nie chcę Pani obrazić, jak i Pani uczuć czy przekonań. Jeśli to zrobiłem, a pewnie tak, przepraszam. Chcę tylko powiedzieć, iż ja wierzę w innego Boga. Boga, który jest miłością ponad każde religie czy książki, który stworzył i mnie, i Panią, i Pani rodziców. W Boga, który nigdy nie zabija i którego miłości nie da się ubrać w żaden heteroseksualny dogmat czy jakiś inny schemat myślenia człowieka.
Proszę Pani, wmawiają Pani, że homoseksualizm jest zły. Dlaczego w takim razie Bóg Panią tym obarczył, wiedząc, że będzie Pani się zadręczać i nie będzie szczęśliwa? Dlaczego, skoro tak Pani uważa, Bóg akceptuje tylko ten jeden rodzaj miłości, a inne odrzuca i osądza jako zło? Dlaczego Bóg w ogóle osądza? A może to tylko człowiek, on osądza i wmawia?
Mogła się Pani kiedyś zakochać w kobiecie. Sądzę, że uczucie miłości było raczej przyjemne. Ci wszyscy homoseksualiści, którzy się kochają, pomagają sobie, cieszą się wspólnie, podają ręce, dają miłość... To według Pani jest zło? To jest od szatana? Jak szatan mógłby stworzyć ich szczęście, radość i motylki w brzuchu? Jak szatan mógłby stworzyć taką... miłość? Nie widzi Pani tu Boga? Nie widzi Pani, że Bóg jest ponad, że Pani jest ponad, a mimo to chce się wyzbyć własnej siebie? Tak wiele jest par heteroseksualnych, które niby mają właściwą miłość od Boga, a które często kłócą się w ciszy, po domach, by nikt nie widział, robią dobrą minę na ulicy... Czy tu jest Bóg? Czy to jest ta najlepsza miłość, wymarzona miłość, czy to jest Pani?
Proszę choć spróbować spojrzeć na Boga bez pisma, kościoła, bo to, z tego co czytam, doprowadziło Panią do takiego stanu. Proszę choć spróbować. Od tego ma Pani serce, które jest w Pani i które nie jest zamknięte na jedną, niby dozwoloną miłość, które ma w sobie moc bożą i jest ponad ludzką nienawiścią, a wystarczy, że Pani siebie zaakceptuje taką jaką Pani jest, a poczuje Pani Boga, poczuje Pani miłość, bo miłość to nie noty z pisma, nie ma jednej, właściwej wersji, nie jest ograniczona. W końcu jak Bóg i my zresztą, którzy jesteśmy jego dziećmi i miłością, możemy być ograniczeni. Miłości jest tyle, ile ludzi, proszę Pani, miłość to szczęście, radość i motylki w brzuchu, a Bóg, uważam, to nie kościół, bo ten, który jest naszym Tatą, Mamą, Stwórcą kocha nie jedną miłością heteroseksualną, lecz miłością każdego, oryginalną miłością nas.

Rozpisałem się, no, ale proszę przemyśleć, spróbować. Może Pani pomyśleć, że ja to taki jakiś zły, grzesznik, ale to już jak Pani chce, uważa. Proszę spróbować, to nic nie kosztuje, a zawsze może Pani dalej potem walczyć z samą sobą:). Proszę również nie myśleć, że to jest choroba, bo nie jest to prawda.
Proszę spróbować, zastanowić się nad tym, coś napisać, porozmawiać, gdyby Pani chciała. I życzę Pani siebie, a nie kogoś innego, niż Pani jest. A jest Pani miłością, która musi siebie odkryć, a nie ciągle zamykać.




Stanisław Szydło(cytat):

Drogi Kolego; Wysłuchaj mnie i Ty cierpliwie.
Jest sporo zamętu w tym, co piszesz. Wiele nieścisłości, nielogiczności ("by udowodnić sobie swoją potęgę" - Bóg nie musi niczego sobie udowadniać, jest jedynym Bogiem więc .. : ), Mieszasz pojęcia, nic dziwnego, że trudno Ci dojść do jasnych wniosków. Cytuje Pan Biblię, której - jasno to widać z Pana wywodu - Pan nie rozumie. Owa "książka" - Biblia, jak rozumiem, to Boże objawienie, Jego Słowo, dane człowiekowi. Miłość? Tak, Bóg jest Miłością. Zabił swoje dziecko - niby Jezusa? Zabił Bóg? No, niedokładnie Pan czytał: "Daję swoje życie za was; nikt mi go nie odbiera, ja sam go daję" - kojarzy Pan? To wyróżnia prawdziwą religię (czytaj: rzeczywistość) - chrześcijaństwo - od innych: Bóg - Miłość, który zbliża się do nas tak bardzo, że staję się częścią nas (Eucharystia). To nie miejsce na katechezę, więc stop, Tyle tylko powiem, że Bóg nikogo nie "obarcza" homoseksualizmem", ani żadną inną czy chorobą czy wadą. Jest to - nie wiem czy Pan to wyłowił - skutkiem skażenia naszej, ludzkiej natury; wpierw - przez pierwszego człowieka, potem przez nas. Człowiek w wizji Boga miał być szczęśliwy. Maksymalnie szczęśliwy - pomieścić w sobie tyle szczęścia i miłości, ile był zdolny przyjąć. Ale człowiek wybrał inaczej. Utracił pierwotną harmonię, i to właśnie jej brak - jak zaburzenie genetyczne wywołane promieniowaniem - "generuje" wszelkie choroby, zwyrodnienia, brzydotę itp
"motylki w brzuchu" ??? To jest dla Pana Miłość? I Taką miłością jest Bóg?! Jej, myli Pan jakieś młodzieńcze zauroczenie z Miłością. To o Bogu nic Pan nie wie... "Motylki w brzuchu" czuje matka, gdy po raz kolejny wstaje nocą do płaczącego dziecka? Motylki w brzuchu czuje ojciec, gdy przyjmuje "marnotrawnego" syna. który wykradł mu kluczyki i rozwalił nowe auto by poszpanować przed kumplami?! Miłość karze mu wybaczyć synowi, ale zapewniam Cię, że nie CZUJE przy tym żadnych MOTYLKÓW! "Motylki w brzuchu" czuł Jezus na krzyżu, kiedy modlił się za swoich prześladowców?! Jej!.. Strasznie ma Pan to wszystko pomieszane. Jeśli ma Pan jakiekolwiek wyobrażenie Boga, niech Go Pan poprosi o pomoc; tak szczerze, bez żadnych "paciorków" - Tato, jeśli błądzę, pomóż mi! On Pana odnajdzie


Bbard(cytat):

Witam!

Po pierwsze, chciałbym Panu podziękować za włączenie się do dyskusji i to z miłymi słowami, bo temat ciężki i wiele osób często popada w agresję. Jednak pozwolę sobie odpowiedzieć, bowiem z Panem się, równie zapewne jak Pan ze mną,- nie zgadzam. Przejdźmy zatem do rzeczy.

Ma Pan rację. Bóg, Stwórca, Tata, Mama czy jak go nazwiemy jest Początkiem, naszym właśnie Tatą/Mamą, a przede wszystkim miłością, więc ma Pan rację, nie musi sobie udowadniać, bo przecież sami możemy do tego dojść odczuwając go ergo odczuwając miłość. Zgadzam się z Panem. Jednakowoż nie odwołał się Pan do biblii, gdzie, przypominam- w starym testamencie widnieje, nazwijmy-"bóg", który zakłada się z szatanem i zgadza na cierpienie Hioba-swego dziecka, by, słowo klucz-udowodnić sobie, że ludzie w niego wierzą bez nagród, lecz i w cierpieniu. Proszę Pana, czy tu jest Bóg, czy tu jest miłość? Jaki bóg udowadnia sobie potęgę godząc się na cierpienie, bawiąc się ludźmi, by udowodnić swą potęgę. Czy Pan by coś takiego zrobił, przecież uważa się Pan za dziecko takiego właśnie... Wie Pan, ja na ten przykład, no, nie mógłbym bić swego dziecka, by udowodnić sobie jaki to ja potężny. Pan wybaczy, lecz u Pana jest dużo nielogiczności. Pisze Pan, że Bóg nie musi sobie niczego udowadniać, wierzy Pan, że jest miłością(w to chyba wierzą i chrześcijanie), a opiera to Pan na swej wierze w biblię, więc i wyraźnie, proszę poczytać, na zakładzie "boga" z szatanem w celu udowodnienia sobie, podkreślam to. Stwierdza Pan, że nie znam biblii. Cóż, przenieśmy się w czasie do Mojżesza i wyprowadzeniu z Egiptu narodu wybranego. Po pierwsze, czy Bóg, czyli przypominam-miłość wybiera? Tworzy naród, który jest-wybrany. Czy dla ojca jest jedno dziecko, ale drugie bardziej... wybrane? Proszę pomyśleć. Ale idźmy dalej, prezentowany w tej książce "bóg" rozstępuje wody i topi Egipcjan, swoje dzieci, by udowodnić swoją potęgę, jedyność, bez dopuszczania odmienności. Czy to Pana nie przeraża? Czy to dla Pana jest miłość? Czy w to Pan wierzy? Pisze Pan o udowadnianiu, ale książka, w którą wierzycie zupełnie temu przeczy pokazując zawiść i pychę. Wybaczy Pan, ale to nie jest Bóg, który mnie stworzył, a wie Pan dlaczego? Bo taki nie jestem ja. Bo taka nie jest miłość, taka, która udowadnia swą potęgę, morduje tych, którzy w nią nie wierzą, paktuje i zgadza się na zło, która wybiera. To nie jest miłość, proszę Pana, to nie jest Bóg ani ja, ani, mam nadzieję, Pan.

Idźmy dalej, uważa Pan, że biblia to słowo Boga, więc co Pan stwierdza, słowo miłości. Czy może chodzi Panu o regułę ST-Oko za oko, ząb za ząb? A może miłość przejawiła się w zamordowaniu dzieci w jednej z plag egipskich czy przy pomieszaniu języków, by jedno dziecko drugiego nie mogło poprosić o wodę. Może miłość była w zniszczeniu Sodomy, a może jest tam, gdzie nie zgadzacie się na homoseksualizm twierdząc, że nie jest to od Boga. Od tego w biblii, wierzę, nie. Ale przejdziemy do tego później.
Dalej mówi Pan, że chrześcijaństwo jest rzeczywistością. Fakt, smutną, choć też nie do końca, bo ma też dobre strony np. zachowaliście(z treści Pana wypowiedzi sądzę, iż jest Pan chrześcijaninem)wiarę, że Bóg jest miłością, tylko czemu tak mało go widzicie i utożsamiacie go z zawartymi w biblii morderstwami? Powiem Panu, sądzę, że dopóki na świecie pozostanie choć jeden kościół, meczet, synagoga, jakakolwiek religia czy pismo, a nie nasze serca, dopóty na świecie o pokoju można jedynie pomarzyć, bowiem zawsze wtedy pozostanie ktoś, kto powie, że mój bóg jest "mojszy", a religia lepsza, nieprawdaż?

Idźmy dalej, katechezy, katechezy. Wie Pan, gdzie spotkałem Tatę-ja go/ją lubię tak nazywać? W sercu, w miłości. Widzę go na co dzień, widząc na przykład dwie kochające się osoby, coś pięknego. Tam jest Bóg, proszę Pana. Mniejsza o to, że postanowiliście zamknąć ową miłość w niejakie, nie wiem... dogmaty prawdziwości na zasadzie, że tam miłość jest prawdziwa, a ta tfu, szatan. Co z tego, że radość, uśmiech. Tam Bóg? Gdzieżby. No cóż, ale do tego przecież przejdziemy. Dodam, choć nie wiem czy Pan mi zawierzy, że ze Stwórcą można rozmawiać również na zasadzie dialogu, ale kto by tam w to wierzył, to musi być zabobon, nie? Cóż.

Znów ma Pan rację. Bóg nikogo nie obarcza homoseksualizmem. Zresztą, jak można kogoś obarczyć Bogiem, czytaj-miłością. Powiem Panu więcej, Bóg nie obarcza cierpieniem w co Pan, sądzę, wierzy, o czym już pisałem i o czym jeszcze wiele bym się rozpisać mógł, ale to by długo zajęło i by się nikomu nie chciało czytać:). Miłość obarcza, hmm..., ciekawe stwierdzenie, no, ale lećmy dalej.
Uważa Pan, że homoseksualizm to choroba, zboczenie wynikające z "grzechu pierworodnego i odsunięciu się od Boga." Jestem skłonny zawierzyć, iż Pan to pisał na serio, skoro też wcześniej zdolny Pan był do uwierzenia w kogoś, kto morduje, udowadnia i jeszcze nazywać to miłością. Sam Pan stwierdził, że Bóg nie obarcza. W takim razie na jakiej podstawie twierdzi Pan, że homoseksualizm to forma zboczenia? Ja powiem Panu na czym. Na biblii i dogmatach chrześcijańskich czyli na tym samym co przedstawia mordy i nazywa to Bogiem i miłością. Proszę czytać uważniej:). Ja powiem, że jestem heteroseksualny i może dlatego, paradoksalnie, bardziej obiektywny. Czemu sądzi Pan, że szczęście tych ludzi to zboczenie? Od normy? Jakiej? Czemu oddziela Pan Boga, jego miłość w dogmat, jeden, dostępny. Wreszcie, kto Panu pozwolił nazywać homoseksualizm czymś od szatana, złego, ich szczęście, miłość, dzieło miłości, czytaj-Boga. Pozwolił Panu na to "bóg" prezentowany w biblii. Czy nadal nie widzi Pan w co wierzy? Powiem Panu w co ja wierzę. Wierzę, rozmawiałem i choć może wydam się Panu wariatem widziałem Boga, który nie obarcza, który ma serce, który to nie rozdziela na miłość lepszą i gorszą, która nigdy by nie zabił, wie Pan dlaczego? Bo jest miłością. Pan ma serce, każdy ma. Czemu w takim razie dzieli, czemu Pan szufladkuje? Naprawdę nie widzi Pan tej miłości tu, a widzi ją Pan przy chrześcijańskiej regule, iż z piekła nie da się wyjść, można tam tylko cierpieć na zawsze? Niech Pan powie, tam Pan widzi Boga? Tam Pan widzi miłość? Jest Pan dzieckiem takiego"boga"? Wiem, że Pan nie jest i sądzę, że nigdy by Pan nie zabił, a wie Pan dlaczego? Powtórzę-ma Pan serce, wszyscy je mamy. Dlaczego chce Pan odebrać go osobom, które mają inną miłość? Nie widzi Pan tego piękna? Proszę się przypatrzyć. Jeżeli Pan znalazł szczęście w takiej religii, to ja to rozumiem, choć mi ciężko. Życzę Panu rzeki miłości i szczęścia, ale proszę, niech Pan nie odbiera go innym, niech Pan nie nakłania do wiary w kogoś, kto nie akceptuje, kto nie toleruje, w boga katolickiego. Specjalnie użyłem epitetu-katolickiego, bo skoro jest choć jedno morderstwo, choć jeden pakt czy dzielenie na jednych i wybranych(naród czy heteroseksualnych), to już nie jest miłość, więc też to już nie jest Bóg.
Na tym etapie uświadomiłem sobie jak bardzo Pana oskarżam, ale mniemam, że jest Pan wierzącym w biblię katolikiem i wierzy Pan w to wszystko, powiela ich zdanie. Cóż.

Dobra, dalej pisze Pan, że ja nie znam Boga. Nie napiszę-To Pan go nie zna! Nie znam pańskiego. Znam natomiast Stwórcę, który nie stworzył religii, dogmatów, jedynej-heteroseksualnej miłości i który nie karze odpłacać zabójstwem na zabójstwo(ST-"Oko za oko, ząb za ząb.").

No cóż, czepia się Pan motylków w brzuchu. Użyłem tego w odniesieniu do miłości, prawdziwej miłości, którą widziałem również u osób homoseksualnych, a która jest przypisywana tylko wybranym, takiemu hmm, jakby narodowi wybranemu.Będę kończyć. Jeszcze raz dziękuję za odpowiedź i przyłączenie się do dyskusji. Powiem, że liczę na jeszcze jedną odpowiedź, bo też kilka pytań jednakże zadałem. Życzę Panu szczęścia i pełno miłości oraz, cóż, zrozumienia.

Co do ostatniego zdania-Wie Pan, że odnalazł:).

Pozdrawiam.
Jesteś piękną miłością, więc by ją poczuć, zobaczyć, wystarczy zatrzymać się i spojrzeć na siebie.
Życzę Ci szczęścia. <zakochany>

Zapraszam na bloga:https://duchoswiaty.blogspot.com/
Mój kanał YT:https://www.youtube.com/channel/UCXQvKWRnrlJqDM05SQQLE-w

Wróć do „Jestem zaciekawiony obudzeniem. Poszukuję obudzenia, ale zagubiłem się. Mam problem.”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości