Doświadczanie emocji...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1364
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Doświadczanie emocji...

Postautor: ZbyniuRoksana » 30 cze 2017, 23:20

PRZESTRZEŃ

Wpadam w pewną nieokreśloną przestrzeń, która emanuje, wibruje wyłącznie pozytywnymi fluidami. Zero pośrednich odczuć, emocji. Jedynie te chciane, oczekiwane, nacechowane dobrocią, że aż chce się w tych emocjach, w tej przestrzeni pozostać na zawsze. To jak kop adrenaliny tej ekscytującej, pobudzającej i powodującej, iż uśmiech nie znika z mojej twarzy nawet po powrocie do ziemskiej rzeczywistości.


Bywa tak, że czujemy tak mocno, że chcemy jak najwięcej chłonąć owych emocji z rzadka dostępnych na ziemi, ''tam'' będących niezmiennym ciągiem zdarzeń. Ciągnie nas do nich przy okazji zapominając o realnym życiu tu i teraz, które jest najważniejsze, mimo tych frykasów, doświadczanych w innych przestrzeniach.

Czując całym sobą dobro, szczęście i radość z przebywania w tej przestrzeni ani przez chwilę nie miałem myśli – chcę tu zostać!

Gdy coś wyjątkowego nas spotyka, pragniemy dany moment, daną emocję zatrzymać najdłużej, jak się da. Tylko po co? To tylko emocja, kolejna z wielu, która będzie nam dana do odczucia, do przeżycia.

Pławiąc się w tej wibracji intencją (myślą) pytam, czy istnieje jeszcze większa, odczuwalna wibracja ale bardziej esencjonalna, bardziej dotykająca mnie w całości? Efekt mojej intencji był nad wyraz zaskakujący. Pojawiam się w przestrzeni o jeszcze większym natężeniu wyżej odczuwanych emocji. To już jest haj, prawdziwy nachalny wręcz haj, poza którym nic już nie odczuwam. Tylko haj, jak najczystszej próby narkotyk, dający równą czystość omanów. Ot, takie porównanie, choć nigdy ich nie próbowałem. Bo trudno porównać cokolwiek z stamtąd z czymkolwiek tutaj. To inny stan percepcji i odczuć. Brnę w tej emocji jak w transie, dalej nie mając przy sobie myśli – że tu zostaję!
Zatem w swojej niezmiernej ciekawości i perwersyjnej wręcz chęci doświadczania mocnych wrażeń, gdyż tylko one czegoś nas uczą (jeśli są pozytywne) ponownie zapytałem – czy dalej jeszcze można coś więcej odczuć?

Jak myślicie? Było coś dalej?

Było, oj było krótko i zwinnie...jak uderzenie obuchem w głowę. Szybkie odczucie całkowitego odlotu i równie szybki powrót w nasz trójwymiarowy świat. Moja percepcja nie była wstanie nawet przez chwilę strawić owej trzeciej wersji emocji. Miałem możność jedynie tą przestrzeń liznąć i objadłem się smakiem. Jestem świadomy, że jeszcze chwila w tej przestrzeni i moje jestestwo mogło by nie przetrzymać takich wysublimowanych, energetycznych doznań.

Czemu o tym piszę? Mam ku temu jeden powód. W naszym rozwoju doświadczamy coraz więcej, coraz bardziej subtelnych zdarzeń, emocji i wrażeń różnego typu i o różnym natężeniu. Pochłaniają z czasem nas bezgranicznie i bywa, że zaczynamy zaniedbywać nasze konkretne realne otoczenie, w którym żyjemy w ciele nie jako jednostki, ale bywa, że w rodzinie, z najbliższą osobą czy grupą. Niezauważenie zaczynamy jedną nogą lewitować w zaświatach a drugą w realnym życiu. Ta druga noga jest niezmiernie ważna. Ważniejsza od tej chcianej – pierwszej. Bo utrzymuje nas w równowadze tych różnych rzeczywistości, które mamy możność odczuwać. Dane jest nam coś, co dla większości jest nieosiągalne. Ale to coś mamy w umiejętny sposób spożytkować dla dobra ogółu, a nie wyłącznie dla własnej prywatności. Nie napisałem – egoizmu, gdyż jeśli się pojawia, to wyłącznie z chęci czucia emocji, które na ziemi nie mają miejsca lub są ubogimi krewnymi tych, tam w innych wymiarach.
Załączniki
Nirwana.jpg
Nirwana.jpg (154.27 KiB) Przejrzano 2106 razy
Ostatnio zmieniony 03 lip 2017, 17:20 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Glorian
Administrator
Posty: 1643
Rejestracja: 07 mar 2016, 11:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Doświadczanie emocji...

Postautor: Glorian » 01 lip 2017, 18:30

<okok> <brawo> <aniołek>

Awatar użytkownika
Glorian
Administrator
Posty: 1643
Rejestracja: 07 mar 2016, 11:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Doświadczanie emocji...

Postautor: Glorian » 02 lip 2017, 11:18

<gratki>
Masz dostęp do czegoś co roboczo nazywam "paliwem". Doświadczanie w swoim pojeździe (ciele fizycznym) jazdy na pełnym baku poszeża horyzonty i jest mega przyjemne. Można dojechać szybciej w zakresie codziennych obowiązków. Można dojechać dalej w podróżach medytacyjnych. Można naładować nim myśli/afirmacje/modlitwy kreując nowe tory dla świadomości i zdarzeń w rzeczywistości. Można użyć go do czyszczenia relacji. Można w tym rozpuścić siebie i doświadczyć ja jestem. Jeżeli to paliwo ma bezpośrednie przełożenie na ciało fizyczne to znaczy, że Ty jesteś jego producentem co znaczy, że podobnie jak świadomość jest "perpetum mobile" tak samo ciało fizyczne może. Taka wewnętrzna alchemia. Umysł z łatwością może się od tego uzależnić i chcieć ciągle tego doznania - taka jego natura. Nie ma w tym nic złego jeżeli brak paliwa nie skutkuje smutkiem/przygnębieniem/rozdrażnieniem/depresją a umysł nie dąży do kopii tego doznania, bo po prostu tam nie trafi. Będzie tłumaczył, że wtedy było lepiej teraz jest gorzej. Skutecznie działa w tankowaniu paliwa prośba o wolność od znanego i umysł już nie przeszkadza...

Edit:

Aby wzmocnić "drugą nogę" o której wspomniałeś stosuję afirmację kończąc tankowanie: "proszę o chęć szczerą działania w materii". Może komuś też się przyda.. .

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1364
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Doświadczanie emocji...

Postautor: ZbyniuRoksana » 03 lip 2017, 23:17

Kiedyś pisałem, że odczucia każdej istoty bywają czasem zgoła odmienne od naszych w danym temacie, doświadczeniu czy przeżyciu. U mnie już nie występuje rozróżnienie pomiędzy medytacją, wyjściem z ciała, obudzeniem się w śnieniu itd. przypadkach, bo każde doświadczenie czemuś służy i klasyfikowanie owych odmiennych przeżyć mija się z celem. Moim ''paliwem'' jest harmonia z Źródłem. To taki prywatny pakt na zasadzie wzajemnego zrozumienia i bezgranicznego zaufania. Brzmi dziwnie i inaczej, ale jeżeli wezmę się pod uwagę fakt, iż np. będąc w jakimś gronie, omawia się czyjąś sprawę, zwłaszcza jakieś konkretnej osoby, to ja z reguły nie biorę udziału w ocenie postępowania czy przewidywanych zdarzeniach mogących wyniknąć przy tej osobie, gdyż w moim stwierdzeniach często zawiera się odpowiedź, która z czasem się dzieje i realizuje. Z drugiej strony, jeśli widzę kogoś, kto jest zagubiony i nie radzi sobie z daną sytuacją w jakiej została postawiona i jest w sytuacji bez wyjścia, ma konkretna szczera afirmacja do Źródła również się potrafi zrealizować. Zatem jestem w ciągłej ''pogłębiającej'' się harmonii, która wytacza nowe tory poznania, ale również stawia przed zaskakującymi zdarzeniami, nie zawsze takimi, które sam chciałbym doświadczyć czy przeżyć. Moja rzeczywistość jest weryfikowana na bieżąco i nie zawsze bywa tym, czym bym pragnął. Cóż, lubię wyzwania, zwłaszcza ekstremalne...to jakby pozostałość po tym, co ma dusza sobie chciała doświadczyć w moim dotychczasowym życiu, to też interesują mnie wyłącznie emocje, o których napomknąłem w poprzednim poście. Wizje, podróże itp. zabawy są fajne, ale móc dotknąć, poczuć wyłącznie wysublimowane, subtelne energie, które wręcz potrafią ''sparzyć'' moją niezbyt jeszcze przejrzystą duchowość, staje się ciągłym wyzwaniem, dążeniem, które nie powinno się mylić z chciejstwem czy tanią sensacją.
Moje uziemienie jest naturalne, gdyż mój ziemski żywot zawsze był z dala trzymany od doznań z pogranicza odmiennych światów. Zawsze dbam o rozróżnianie twardej rzeczywistości tu na ziemi od tego, co można odczuć gdzie indziej. Prostota we wszystkim jest najlepszym ''dupochronem'' by nie zwariować czy sfiksować z nadmiaru wrażeń...
Znam przypadek, gdzie gwałtowny rozwój duchowy mimo bardzo mocnej podstawy (uziemienia) poprzez całkowite otwarcie czakry korony czyli permanentną łączność z wyższymi istotami, energiami potrafi namieszać w życiu doczesnym i mimo to, że ta konkretna osoba ma się świetnie, czuje się wyśmienicie (radosna, pełna dobrego nastroju) to jednak wokół swojej ziemskiej istoty nieświadomie zaczyna powoli pustoszyć swoje ''obejście''. Choć to oczywiście tylko moje subiektywne odczucie, to cały czas świadomie zwracam uwagę na to, jak cienka linia jest pomiędzy życiem doczesnym a tym subtelnym.
Mój umysł nie podpala się z byle powodu, gdyż interesują mnie wyłącznie emocje, których różnorodna intensywność wzbogaca moje jestestwo. Dlatego nie wizualizuję podczas medytacji, nie czynię żadnych praktyk. Po prostu zupełnie wyciszam umysł, gdyż duchowość uwielbia dźwięczną ciszę. Jednakże, gdy mam problem z wyciszeniem, na każdym głębokim i miarowym wdechu powtarzam jedno słowo (każdy wdech, kolejne słowo w myśli) – Źródło-Jasność-Harmonia. Ostatnio zamiast jasności wchodzi mi słowo – Słońce. Nie dbam o wizje czy inne doznania. Interesuje mnie jedynie wyciszenie. Inny słowy brak chciejstwa czegokolwiek :)

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1364
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Doświadczanie emocji...wybór

Postautor: ZbyniuRoksana » 12 lip 2017, 10:04

WYBÓR

Znalazłem się w pomieszczeniu przypominającym gabinet lekarski w szpitalu. Poza białymi ścianami, oknem i kilkoma półkami w tym samym kolorze, nic więcej w tej przestrzeni nie można było zauważyć. Obok mnie znikąd pojawiły się jeszcze dwie ludzkie istoty tak samo zaskoczone jak ja, że tu się znalazły. Patrzyliśmy na siebie z dystansem, gdy do pokoju weszła osoba w biały ubraniu, ale nie przypominała lekarza. Przekazała nam, że bierzemy udział w teście i tylko od naszej woli i naszych myśli zależy, jak się on zakończy. Poprosiła o przygotowanie się i zwyczajnie wyszła. Nikt z nas nie wiedział o co chodzi i cóż nas czeka.
Jednak nie mieliśmy czasu nawet na krótką dyskusję, bo po wyjściu owego tajemniczej osoby zaczęliśmy być zalewaniu przez ciemnozieloną wodę w kolorze podobnym do tej z Bałtyku. Odczucie takie, jakby podłoga się obniżała a my zaczęliśmy tracić grunt pod nogami. Pojawiła się panika i równie dziwne myśli. Osobiście nabrałem jak najwięcej powietrza w płuca i czekałem na rozwój wypadków, które przybrały bardzo szybki obrót. W pewnej chwili po prostu wpadliśmy całkowicie w wodną otchłań spadając przez nią gdzieś tam. Przed wpadnięciem jedna z osób pomyślała o łódce, która się w mgnieniu oka zmaterializowała....Spadanie trwało dosłownie chwilę i wylądowałem na spalonej słońcem polanie pośród drzew. W jakiejś odległości ode mnie wylądowała druga osoba. Gdy pomyślałem o tej trzeciej, przewinął mi się automatycznie krótki film, w którym owa istota jest niesiona w podziurawionej łodzi ku głębokiej wodzie przez tłum roześmianej gawiedzi, robiącej sobie niezłą zabawę z przyszłej tragedii tej trzeciej istoty. Wrzucili ją do wody i film się urwał. Powróciłem na polanę, na której z oddali zaczęła się pojawiać biała poświata tuż nad ziemią, która zbliżając się pokrywała wypaloną polanę i wszelką roślinność jakby białą żrącą pleśnią. Druga istota będąca z dala ode mnie, ale bliżej tego zjawiska, zaczęła w panice uciekać. Czym szybciej biegła, tym szybciej zbliżała się do niej owa pleśń. Z braku wyjścia z sytuacji (pleśń ją otaczała) wdrapała się na drzewo i film się urwał. Pozostałem sam z zastaną sytuacja i szybko zbliżająca się pleśnią ku mej osobie. Praktycznie sytuacja bez wyjścia, to też nie ruszyłem się z miejsca, tylko zamknąłem oczy i zacząłem afirmować. W myślach powtarzałem, iż jestem chroniony przez górę i nic mi się nie może stać. Otwierając po chwili oczy zdziwiłem się, gdy zauważyłem, że pleśń zaczęła zwalniać. Gdy osiągałem coraz głębsze przekonanie o nienaruszalności mej istoty dzięki współgraniu ze Źródłem, tym szybciej spowalniała owa pleśń. Osiągając całkowity spokój i pewność w własnej wewnętrznej afirmacji spowodowałem, iż biała pleśń się zatrzymała i tak samo szybko zniknęła jak i się pojawiła.


Można powiedzieć, że osiągnąłem sukces, że sprawdziłem się w własnej, niezachwianej wierze ku sobie i Źródłu. Mój niezachwiany spokój i wiara mnie uratowała! A jakże, przez chwilę byłem z siebie dumny! To jednak tylko błąd myślowy. To połowiczny sukces, gdyż owszem, zadbałem o siebie, ale zapomniałem o bliźnich. Gdy ta myśl do mnie dotarła, znów pojawiłem się na owym miejscu startowym przeżytej już emocji.

Z powrotem, ten sam pokój, ten sam niby lekarza ale zupełnie inne osoby wokół mnie w liczbie 3. Było nas razem czworo z tą różnicą, że wszyscy bogatsi o wcześnie, podobne zapewne a opisane przeze mnie doświadczenia. Dlatego zaraz po wyjściu osoby ubranej na biało natychmiast bez słów, samym spojrzeniem sobie w oczy, nabraliśmy przekonania, że tym razem będzie inaczej. Gdy zaczęło nas w błyskawicznym tempie zatapiać, powiedzieliśmy sobie, że razem idziemy przez ten młyn, jednomyślnie i wspólnie. Wpadliśmy w otchłań, tym razem pilnując jeden drugiego, by nikogo nie zgubić. Dzięki temu razem wylądowaliśmy na pustym idealnie równo wybrukowanym placu, jakby w centrum opuszczonej miejskiej metropolii. Jesteśmy razem – to już był sukces i razem chcieliśmy dotrwać do końca tego testu.
Na początku różne siły i różne nieokreślonego rodzaju istoty próbowały nas poróżnić, zmusić do działania w obronie własnej i tylko własnej. Gdy takowe próby zawiodły, po kolei po cichu proponowano nam przetrwanie kosztem bliźnich i związane z tym frykasy. Trud tej drugiej strony jak i wymyślne sposoby cały czas nas próbowały poróżnić. I przyznaję, odniosły połowiczny sukces, gdyż jedna istota z naszej grupy w myślach wyraziła zgodę i natychmiast zniknęła z naszego pola widzenia. Naszej trójki nie dało się naruszyć jako monolitu, jako jednej całości. Odstąpiono wtedy od dalszych prób i zszedł na nas przepiękny promień słońca dając nam tak fantastyczne odczucie jedności i szczęśliwości o takiej intensywności odczuć, że mnie natychmiast wybiło do realu.


Cóż, gdy znajdziemy się sami w jakiejś trudnej sytuacji, w jakimś zdarzeniu to mamy pole do popisu w uruchomieniu własnej inwencji, własnej siły i wiary. W większości wypadków wystarcza nam tzw. ''szósty zmysł''. To owe przeczucie, instynkt samozachowawczy wywoływany przez naszego duchowego opiekuna czy samą górę. Gdy odblokujemy w sobie ten wirtualny zmysł, doświadczać będziemy zwiększonej opieki w każdej chwili naszego istnienia. Jest znany przypadek pewnej autorki książki o świecie duchowym, gdy na przejściu na pieszych na Manhattanie wtargnęła na czerwonym świetle prosto pod nadjeżdżające auto. Praktycznie już znajdowała się na styku życia i śmierci tuż przed samą maską rozpędzonego auta, gdy jakaś siła odrzuciła ja na chodnik. Stojący obok ludzie odsunęli się z niedowierzania i co niektórzy przeżegnali się w trwodze zobaczenia czegoś nienaturalnego, niemieszczącego się w głowie. Po tym incydencie, gdy podnosiła się oszołomiona z chodnika, usłyszała w myśli, że ma na siebie sama uważać, gdyż ma do skończenia książkę. Nasza wiara w siebie i w moc stwórczą daje nam takie bezpieczeństwo, które nie da się przełożyć na żadne, nawet najbardziej atrakcyjne ubezpieczenie na życie. Co nie znaczy, że możemy wejść na dach 10-piętrowego budynku i skoczyć w przekonaniu, że nic nam nie grozi. Nie tędy droga.
W przysłowiu ''Jak trwoga, to do Boga'' jest sporo racji. Człowiek jest w sobie mocno zadufany i sam bywa, że czuje się jak Bóg. Gdy staje w obliczu nieuchronnej tragedii, truchleje i wzywa pomocy tam, gdzie siebie widział jako Boga. W jedności z Źródłem zawsze będziemy mieli większą pewność własnych działań i wpływ na działania innych. W nas samych siła, ale w grupie to już prawdziwa moc.
Załączniki
Jedność.jpg
Jedność.jpg (55.84 KiB) Przejrzano 1742 razy
Ostatnio zmieniony 05 lut 2018, 17:50 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
Glorian
Administrator
Posty: 1643
Rejestracja: 07 mar 2016, 11:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Doświadczanie emocji...

Postautor: Glorian » 12 lip 2017, 19:28

Fajne...
Wiele osób uważa, że życie i zdażenia w nim to swego rodzaju testy. Nauki do odrobienia, egzaminy do zdania, itp... Ja też próbowałem w ten sposób postrzegać egzystencję i mój cel istnienia...
... i powiem szczerze, że pomimo starań nie przekonuje mnie taka narracja...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1364
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Doświadczanie emocji...

Postautor: ZbyniuRoksana » 14 lip 2017, 18:40

To nie Ty odrabiasz, doświadczasz...tylko twoja dusza za twoim ograniczonym pośrednictwem uskutecznia emocje, które ma do przerobienia czy rozpoznania. Ona rządzi naszym życiem, my możemy jedynie przyspieszyć lub nieświadomie opóźniać to co nieuchronne, co ma się zdarzyć. Chyba, że zaczniemy na pewnym etapie swojego rozwoju współgrać z ''nią'', a wtedy wszystko może się odmienić. Kwestia indywidualnego postrzegania u każdej osoby wynika z tego, gdzie się znajduje i do czego dąży, zmierza. Jedni widzą więcej, inni prawie nic, ale to zawsze się może zmienić. Bo wszystko jest zmienne. Stałość w naturze nie występuje gdyż to stagnacja....
Dla mnie owe przystanki są frajdą, czymś nowym, z czym lubię się zmierzać. To nie katorga, to zabawa w poszukiwaniu lepszego i bardziej subtelnego "Ja". :)

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1364
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Doświadczanie emocji...czucie

Postautor: ZbyniuRoksana » 06 wrz 2017, 11:08

CZUCIE

Usiadłem w przedziale wagonu dalekobieżnej kolejki elektrycznej, która miała ok. 10 minut zapasu do planowanego odjazdu. W bezprzedziałowym wagonie dosiadały się pojedyncze osoby. Po 2-3 minutach od posadzenia własnego zadka na siedzeniu i przeglądaniu wiadomości w telefonie przed lekturą interesującej książki, po mojej lewej stronie (siedziałem od strony przejścia) zaczęły dochodzić do mnie dźwięki przypominające pomrukiwanie, przejadanie i nieartykułowane odgłosy jakby z jamy ustnej o wyjątkowo niesympatycznym wydźwięku. Nie odrywając wzroku od telefonu (na nie znane nigdy nie należy gwałtownie reagować) zastanawiając się w miarę spokojnie nad lokalizacja tych dźwięków. Wywnioskowałem tylko po słuchu, że za moimi plecami będzie podróżować osoba wydająca z siebie owe dźwięki. Czasem zdarza się, że obok nas może podróżować osoba np. z niesprawnością umysłową, której towarzyszy opiekun czy rodzina i która w ten specyficzny sposób komunikuje się lub to zwyczajne odruchy, nad którymi nie panuje. Ok. Dalej przeglądałem wiadomości i niestety, „te” dźwięki stawały się coraz bardziej wyraziste, nachalne z tyłu mojego lewego ucha. To już stawało się mocno nieprzyjemne. Wręcz natarczywe! Co ciekawe, nikt z współpasażerów nie czuł i nie słyszał (prawie nikt), gdyż osoby postronne dalej zajmowały się sobą. Postanowiłem wstać, odwrócić się i potwierdzić swoje logiczne wytłumaczenie tego, co niby słyszałem. Odwracając się, popadłem w zdziwienie, gdyż siedziała tam tylko jedna młoda kobieta, która w tym samym czasie zrobiła to samo w moim kierunku. Przez moment nasze spojrzenia się wymownie spotkały i dotarło do mnie, że to nie zwidy, że to nie moje zmyślone fanaberie.
Dźwięki jednak coraz bardziej złowrogo się nasilały i zaczynały być jeszcze bardziej natrętne i pewne siebie.


W jednym z filmików Aron wspominał, że istnieją byty, które podczepiają się pod wybrane osoby, by w ten sposób móc egzystować w naszej przestrzeni. Często tak się dzieje w centrach handlowych, w których osobiście czuję się źle bez afirmacji ochrony z Góry. W takich pasażach handlowych najczęściej skupia się takowa energia bytów czy nawet istot demonicznych. W sieci pojawiają się nagrania z monitoringu, jak ciemne smugi (zauważalne przez obiektyw kamerek) przeskakują z jednej osoby na druga. Bywa, że taka osoba jest nieświadoma takiego zdarzenia. Bywa, że byt jest tak silny, że zmienia nawet sposób poruszania się i zachowania tej osoby, przez wejście w jej energię.

W sytuacji, która jest dla mnie czymś nowym, choć nie zawsze komfortowym warto zachować spokój i pewność siebie i własnych zmysłów. Irytacja czy poddenerwowanie jedynie zasila to coś, co jest obok lub już w nas, w naszej energii. Trzeba było działać, zanim pojawiłaby się na mnie „gęsia skórka”. Spokojnie odłożyłem komórkę, wyciszyłem umysł i poprosiłem Źródło o pomoc (słup światła) pełen miłości i dobroci, by przeze mnie rozlał się na cały przedział z intencją wypchania poza wagon wszelkich energii niewspółgrających z emanacją Źródła i jej utylizację do Matki Ziemi. Szczerze, nie wiem, czy ma afirmacja trwała 1 minutę czy 5-8 minut. Przy takim działaniu czasu się nie odczuwa i nie jest on istotny. Podczas takiej afirmacji (skupieniu uwagi) na jej początku, dalej słyszałem nienaturalne nieartykułowane dźwięki (kto miał okazje usłyszeć taką złośliwą energię wie, jak trudno się wtedy skoncentrować) próbujące zagłuszyć mój wewnętrzny spokój i sprowokować mój umysł do niepokoju lub szaleństwa...podstawą jest spokój, ów brak jakichkolwiek myśli poza tą jedyną wiodącą, która ma mieć określony kierunek do realizacji pozytywnego finału.
To było w pewnym sensie nowe wyzwanie, które przyjąłem na klatę z zaliczeniem :) Każde takie wyzwanie to przede wszystkim wzrastanie i zacieśnianie jedności z Źródłem. Najpiękniejszą chwilą była cisza, która się pojawiła po wypchaniu z wagonu opisywanej energii. Tak naprawdę, przez dłuższą chwilę nic nie słyszałem, zwłaszcza z realnej przestrzeni. To jakby moment zawieszenia, oczyszczenia oraz wyciszenia siebie samego z powstałego napięcia. Powrót do realu nastąpił łagodnie i naturalnie.


Dla mnie owe doświadczenie było ciekawe, tym bardziej, że zdarzyło się pierwszy raz. Lubię doświadczać i nie mam obaw, bo Góra czuwa i wiem, iż u niej zawsze znajdę pomoc, gdy będę miał do czynienia z czymkolwiek, co nosi znamiona negatywu, niskich wibracji. Źródło jest naszym uziemieniem od niewspółgrających z nami energiami, dlatego do znudzenia powtarzam o mentalnej więzi z Górą. To przekonanie, pewność i nienaruszalność tej łączności mająca swoje odzwierciedlenie w własnym sercu, umyśle, postępowaniu i wierze.
Dalsza podróż przebiegła bez jakichkolwiek niespodzianek. Nie dociekam, skąd to licho się wzięło. Cieszę się, że zostało zutylizowane. Mógłby to być jakiś złośliwy podczep pod osobę z przedziału i cieszę się, że nie tylko ja go wyczułem.
Takowe komplikacje i przygody są częścią rozwoju. Wzrastanie powoduje większą wrażliwość na zewnętrzne bodźce nie tylko z naszej fizycznej przestrzeni, ale również branie odpowiedzialności za ową przestrzeń, którą bardziej czujemy od przysłowiowego zjadacza chleba. Gdzie drwa rąbią, tam lecą i wióry. Po prostu poezja życia <yahoo>
Załączniki
Kadr z filmu Demon.jpg
Kadr z filmu Demon.jpg (78.55 KiB) Przejrzano 1129 razy
Ostatnio zmieniony 05 lut 2018, 17:50 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Beyond
Aktywny Forumowicz
Posty: 87
Rejestracja: 31 mar 2016, 16:47

Re: Doświadczanie emocji...

Postautor: Beyond » 06 wrz 2017, 22:51

ZbyniuRoksana pisze:CZUCIE

Usiadłem w przedziale wagonu dalekobieżnej kolejki elektrycznej, która miała ok. 10 minut zapasu do planowanego odjazdu. W bezprzedziałowym wagonie dosiadały się pojedyncze osoby. Po 2-3 minutach od posadzenia własnego zadka na siedzeniu i przeglądaniu wiadomości w telefonie przed lekturą interesującej książki, po mojej lewej stronie (siedziałem od strony przejścia) zaczęły dochodzić do mnie dźwięki przypominające pomrukiwanie, przejadanie i nieartykułowane odgłosy jakby z jamy ustnej o wyjątkowo niesympatycznym wydźwięku. Nie odrywając wzroku od telefonu (na nie znane nigdy nie należy gwałtownie reagować) zastanawiając się w miarę spokojnie nad lokalizacja tych dźwięków. Wywnioskowałem tylko po słuchu, że za moimi plecami będzie podróżować osoba wydająca z siebie owe dźwięki. Czasem zdarza się, że obok nas może podróżować osoba np. z niesprawnością umysłową, której towarzyszy opiekun czy rodzina i która w ten specyficzny sposób komunikuje się lub to zwyczajne odruchy, nad którymi nie panuje. Ok. Dalej przeglądałem wiadomości i niestety, „te” dźwięki stawały się coraz bardziej wyraziste, nachalne z tyłu mojego lewego ucha. To już stawało się mocno nieprzyjemne. Wręcz natarczywe! Co ciekawe, nikt z współpasażerów nie czuł i nie słyszał (prawie nikt), gdyż osoby postronne dalej zajmowały się sobą. Postanowiłem wstać, odwrócić się i potwierdzić swoje logiczne wytłumaczenie tego, co niby słyszałem. Odwracając się, popadłem w zdziwienie, gdyż siedziała tam tylko jedna młoda kobieta, która w tym samym czasie zrobiła to samo w moim kierunku. Przez moment nasze spojrzenia się wymownie spotkały i dotarło do mnie, że to nie zwidy, że to nie moje zmyślone fanaberie.
Dźwięki jednak coraz bardziej złowrogo się nasilały i zaczynały być jeszcze bardziej natrętne i pewne siebie.


W jednym z filmików Aron wspominał, że istnieją byty, które podczepiają się pod wybrane osoby, by w ten sposób móc egzystować w naszej przestrzeni. Często tak się dzieje w centrach handlowych, w których osobiście czuję się źle bez afirmacji ochrony z Góry. W takich pasażach handlowych najczęściej skupia się takowa energia bytów czy nawet istot demonicznych. W sieci pojawiają się nagrania z monitoringu, jak ciemne smugi (zauważalne przez obiektyw kamerek) przeskakują z jednej osoby na druga. Bywa, że taka osoba jest nieświadoma takiego zdarzenia. Bywa, że byt jest tak silny, że zmienia nawet sposób poruszania się i zachowania tej osoby, przez wejście w jej energię.

W sytuacji, która jest dla mnie czymś nowym, choć nie zawsze komfortowym warto zachować spokój i pewność siebie i własnych zmysłów. Irytacja czy poddenerwowanie jedynie zasila to coś, co jest obok lub już w nas, w naszej energii. Trzeba było działać, zanim pojawiłaby się na mnie „gęsia skórka”. Spokojnie odłożyłem komórkę, wyciszyłem umysł i poprosiłem Źródło o pomoc (słup światła) pełen miłości i dobroci, by przeze mnie rozlał się na cały przedział z intencją wypchania poza wagon wszelkich energii niewspółgrających z emanacją Źródła i jej utylizację do Matki Ziemi. Szczerze, nie wiem, czy ma afirmacja trwała 1 minutę czy 5-8 minut. Przy takim działaniu czasu się nie odczuwa i nie jest on istotny. Podczas takiej afirmacji (skupieniu uwagi) na jej początku, dalej słyszałem nienaturalne nieartykułowane dźwięki (kto miał okazje usłyszeć taką złośliwą energię wie, jak trudno się wtedy skoncentrować) próbujące zagłuszyć mój wewnętrzny spokój i sprowokować mój umysł do niepokoju lub szaleństwa...podstawą jest spokój, ów brak jakichkolwiek myśli poza tą jedyna wiodącą, która ma mieć określony kierunek do realizacji pozytywnego finału.
To było w pewnym sensie nowe wyzwanie, które przyjąłem na klatę z zaliczeniem :) Każde takie wyzwanie to przede wszystkim wzrastanie i zacieśnianie jedności z Źródłem. Najpiękniejszą chwilą była cisza, która się pojawiła po wypchaniu z wagonu opisywanej energii. Tak naprawdę, przez dłuższą chwilę nic nie słyszałem, zwłaszcza z realnej przestrzeni. To jakby moment zawieszenia, oczyszczenia oraz wyciszenia siebie samego z powstałego napięcia. Powrót do realu nastąpił łagodnie i naturalnie.


Dla mnie owe doświadczenie było ciekawe, tym bardziej, że zdarzyło się pierwszy raz. Lubię doświadczać i nie mam obaw, bo Góra czuwa i wiem, iż u niej zawsze znajdę pomoc, gdy będę miał do czynienia z czymkolwiek, co nosi znamiona negatywu, niskich wibracji. Źródło jest naszym uziemieniem od niewspółgrających z nami energiami, dlatego do znudzenia powtarzam o mentalnej więzi z Górą. To przekonanie, pewność i nienaruszalność tej łączności mająca swoje odzwierciedlenie w własnym sercu, umyśle, postępowaniu i wierze.
Dalsza podróż przebiegła bez jakichkolwiek niespodzianek. Nie dociekam, skąd to licho się wzięło. Cieszę się, że zostało zutylizowane. Mógłby to być jakiś złośliwy podczep pod osobę z przedziału i cieszę się, że nie tylko ja go wyczułem.
Takowe komplikacje i przygody są częścią rozwoju. Wzrastanie powoduje większą wrażliwość na zewnętrzne bodźce nie tylko z naszej fizycznej przestrzeni, ale również branie odpowiedzialności za ową przestrzeń, którą bardziej czujemy od przysłowiowego zjadacza chleba. Gdzie drwa rąbią, tam lecą i wióry. Po prostu poezja życia <yahoo>

Można rzec że dokonałeś egzorcyzmu <zdziwiony>
Dzięki za historię, zapisałem sobie twoją afirmację, mam nadzieję że nie posądzisz mnie o naruszenie praw autorskich. ;))

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1364
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Doświadczanie emocji...

Postautor: ZbyniuRoksana » 08 wrz 2017, 9:05

Spoko Beyond. Wszelkie moje przemyślenia zawarte w treściach na forum, należą do ogółu i bez problemów możesz kopiować i wrzucać gdzie chcesz i kiedy chcesz. Jeżeli moje spostrzeżenia dają czytającym powód do własnych przemyśleń czy porównań, to się cieszę :)


Wróć do „Lepsza wizja niż telewizja”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron