Doświadczanie emocji...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1348
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Joachim M Werdin - cele życia.

Postautor: ZbyniuRoksana » 24 mar 2018, 15:26

CELE ŻYCIA



LUŹNE ROZMOWY CZ. IX - trochę inne spojrzenie na duchowość


Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1348
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Joachim M Werdin - czym my właściwie jesteśmy?

Postautor: ZbyniuRoksana » 29 kwie 2018, 15:42

CZYM MY WŁAŚCIWIE JESTEŚMY?



LUŹNE ROZMOWY CZ. X - trochę inne spojrzenie na duchowość


Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1348
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Mentalny trening

Postautor: ZbyniuRoksana » 10 maja 2018, 18:05

MENTALNY TRENING

Nie zdajemy sobie sprawy, jak często nasze konkretne myśli mają na nas wpływ, a zwłaszcza na nasze otoczenie, które jest kreowane z energii, którą emanujemy poprzez myśli. Często mentalnie jesteśmy porozbijani i nie mamy jakby spójności w tym, co chcemy zrobić, czym emanować i do czego dążyć. Niezauważamy, że największym wrogiem dla siebie jesteśmy my sami, gdy brak nam pewności, wiary we własne siły i fajną, kreowaną świetlaną przyszłość.
Zatem sami siebie ograniczamy, choć nasze możliwości są nieograniczone, lecz tłamszone przez umysł i współczesny system, w którym tkwimy z reguły biernie, choć lepiej jest, gdy czynnie na niego możemy wpływać w taki sposób, by sprzyjał nam , bliźnim i otaczającej naturze. Nigdy odwrotnie.

Zastanawiając się nad jakimś tematem, czy szerszym kontekstem bycia tu na ziemi, bywa, że poprzez emocje pokazywana jest mi ta, nieskażona alternatywna rzeczywistość, która powinna być tą realną, w której obecnie istniejemy. Niestety, „ta” obecna jest mocno niedoskonała i tak ułożona, byśmy pozostali jak najdłużej w prozie systemowego życia. Dlatego doświadczyłem czegoś, co powinno być standardem tu, choć brzmi to trochę jak absurdalne wywody neurotyka.
Przed moimi oczami pojawiło się pasmo zieleni nieco odmiennej do naszej, leśnej. To był wydzielony (prostokąt) kilkuset metrowy pas drzew ciągnących się pod sporą, lecz łagodną górkę. Tą odmiennością było to, że drzewa rosły w poziomie, z głównymi pniami położonymi na ziemi, a z nich wyrastającymi konarami ku niebu. Było to takie specyficzne, lecz przejrzyste kłębowisko konarów, ale bezlistnych. Dlaczego akurat tam się znalazłem? Otóż, ciekawi mnie wspinaczka skałkowa, która wymaga niezwykłe elastycznej tężyzny fizycznej, skupienia i koordynacji ruchów. I ku mojemu zdziwieniu, na tym pasmie zieleni, osoby trenowały uchwyty i siłę wśród konarów, systematycznie wspinając się w górę, bez dotykania stopami do podłoża. Od razu nasunęło mi się skojarzenie małpiarni w Zoo, ale w ludzkim wykonaniu (bez urazy). Bardziej doświadczeni przemykali na co najmniej kilku metrach, inni tuż nad ziemią. Spoglądałem z zaciekawieniem, w jaki sposób to czynią, gdy obok mnie stanęła osoba, pytając mnie, czy sam nie chciałbym spróbować? Wyraziłem chęć, więc dostałem odpowiedni ubiór z osprzętem i po prostu ruszyłem w busz.


Osobiście, uwielbiam góry, gdyż uczą pokory i rozsądku w planowaniu, działaniu i samym wspinaniu się (lub chodzeniu po szlakach). Pokonuje się wielogodzinne przejścia, by móc przez chwilę poczuć się, jak na czubku świata. Zdarzyło mi się raz, gdy stojąc na szczycie, metr poniżej były widoczne tylko chmury, a wyżej piękne promienie słońca. Poczułem się jak w przysłowiowym niebie. Miałem ochotę skoczyć w te chmury, jak z trampoliny do wody. Dziwne, ale w pamięci pozostaje emocja związana z tym widokiem na samej górze, a trudy wejścia jak i zejście są jakby tylko dodatkiem, ciekawym tematem do rozmów o bezsensowności tej pasji, która przyciąga zwłaszcza dzięki nieskażonej naturze. Tam czuje się ową, nierozerwalną łączność z Matką Ziemią, tak nam brakującej w cywilizowanym, zurbanizowanym świecie.

Pokryłem dłonie białym proszkiem i ruszyłem naprzód. Pierwszy chwyt i uczucie lekkości, jakbym to robił od wielu lat. I tu niespodzianka, czym me myśli przy tym wspinaniu były lżejsze, pozytywne (w stylu, jestem w stanie sobie spokojnie poradzić), tym owe specyficzne przemieszczanie się stawało się coraz łatwiejsze. Energia moich myśli bezpośrednio przekładała się na jakość i łatwość pokonywania trasy. Kątem oka widziałem, jak inni zatrzymywali się i patrzyli z niedowierzaniem na to, co ja wyprawiam, a ja robiłem tylko swoje w takiej pewności własnych umiejętności, że wyglądałem, jakbym miał zwinność małpy.
W połowie trasy, pokusiłem się o coraz bardziej wymyślne chwyty i przejścia. To była zabawa z moimi myślami, gdyż pewność danej myśli od razu przekładała się na tamtejszą fizyczną przestrzeń. Kontrola myśli powodowała zwiększoną kontrolę ruchów. To taka bezpośrednia nauka przekazywania energii myśli na daną rzeczywistość. Przed tzw. metą na górze pokusiłem się o specyficzny, kontrolowany przeskok całym ciałem na inny konar, jednak wbrew fizycznemu przyciąganiu i to tyłem, co wprawiło w zdumienie osoby na samej górze. Sprawiłem sobie tym samym ogromną radość, która doprowadziła do jeszcze ciekawszych odczuć.


W alternatywnych rzeczywistościach pewne przykłady są mi podawane w taki sposób, by moja umiejętność rozumowania potrafiła sobie z daną treścią (przeżyciami, emocjami) poradzić. Większość doświadczeń jest odwzorowanych na przykładzie moich byłych czy obecnych zainteresowań, bo wtedy bardziej wyrazista jest skala porównawcza pomiędzy tym, co umownie potrafimy, a tym, co byśmy potrafili uwalniając swój umysł i wewnętrzną energię w nas.

Podeszła do mnie młoda para, dając mi do zrozumienia, że moje umiejętności wykraczają poza ich możliwości, dlatego chcieliby mi pokazać coś równie osobliwego, a zarazem ciekawego. Przystałem na ta propozycję i nastąpił szybki przeskok (mnie z tą parą) do dużej sali ćwiczeń, wyłożonej matami. Jak się okazało, była tam bardzo zaawansowana nie tylko technicznie, mała grupa osób, doskonaląca się w konkretnych wschodnich sztukach walk, wymieniając się zarówno w pokazywaniu swojego potencjału czysto technicznego, jak i we współgraniu z potencjałem duchowym. Znalazłem się jednym słowem w niesamowitym otoczeniu niezwykle ciepłych, empatycznych osób, wspierających się w swojej pasji, która nie miała już nic wspólnego z czystym, ciężkim, fizycznym treningiem.
Przestawiono mnie tej zacnej grupie osób obojga płci, po czym pokazano nagranie z moimi wygibasami w lesie, nie mając świadomości, iż byłem nagrywany. Po obejrzeniu najciekawszych fragmentów pojawił się ściszony „szelest” wymiany komentarzy w tej grupie. Wywołałem jednak pewnego rodzaju podziw wśród zgromadzonych, zatem zaprosili mnie do wspólnej rozmowy. Na pytanie - jak potrafię wykonywać tak przeczące prawom fizyki ewolucje? - odpowiedziałem, że wspomagam się energią myśli, co wprawiło ich w mocne zdziwienie. Ale nie wiedzieli, że ja właściwie w tamtej przestrzeni byłem bardziej duchowo niż fizycznie, stąd miałem tak mocne przełożenie energii z myśli na czyny. Dalej rozmowa potoczyła się w kierunku, w jaki oni sposób spostrzegają energię i jak ją potrafią wykorzystać.


Osoby, które po wyjściu z ciała, czy w chwili śmierci, doświadczają lekkości, ale są również na początku - w pewnym sensie - niezdarni, niezgrabni. Dzieje się tak, gdyż „tam” wszelkie działania są wykonywane jedynie za pomocą intencji (myśli). W naszym świecie trzeba wykonać wiele czynności, by coś zrobić, czy gdzieś pojechać. Tam wystarczy myśl, owa intencja i występuje natychmiastowy skutek. Gdyby nas tam wpuścić bez przygotowania z naszymi rozdygotanymi, zmiennymi jak karuzela myślami, to narobilibyśmy sobie tylko biedy. Postrzegano by nas jako przedszkolaków, dopiero uczących się życia. Dlatego też, po drugiej stronie, gdy zejdziemy z tego padołu, będą czekać na nas krewni, z którymi łączyły nas pozytywne więzi na ziemi, aby ułatwić nam w pierwszych chwilach poruszanie się w tamtejszej, duchowej przestrzeni.

W międzyczasie zaczęło być jeszcze ciekawiej, gdyż z uprzejmości grona, w którym się zalazłem, poszczególne osoby pokazywały mi swoje umiejętności. Nie da się w dwóch zdaniach opisać tego, co widziałem, ale szczerze szczęka mi opadła z wrażenia. Najciekawsze jednak było na końcu. Najbardziej zaawansowana osoba i w pewnym sensie nieformalny guru (chwalebny przykład) tej grupy pokazał współgranie perfekcyjnej techniki z mocą, która w nim rozkwitła.
Mianowicie, biorąc krótki rozbieg po macie, wbiegł na ścianę na wysokości 3-4 metrów, gdyż sala miała jeszcze wyżej dach, na tej wysokości odbił się, wykonując kontrolowaną przewrotkę z jednoczesnym opadaniem. Jednakże czym bliżej był podłoża, tym jego ciało poruszało się wolniej, jakby pod spodem miał hamującą poduszkę energetyczną. Fajny pokaz, dłonią pokazałem wyraz szacunku dla umiejętności. Następnie powtórzył tą samą czynność, ale jakby przykleił się do gładkiej ściany, jakby miał na dłoniach i stopach jakiś super klej. Po pewnej chwili swobodnie odepchnął się od ściany i równie swobodnie opadł z tym samym wyhamowaniem, co wcześniej. Tym razem mój wyraz zdziwienia chyba zrobił na nich wrażenie. Zapytano mnie, czy przy użyciu własnej energii byłbym wstanie wykonać podobny pokaz. Szczerze, myśląc po naszemu, zwątpiłem, ale od razu w pamięci pojawił mi się obraz wygibasów wśród zalesionej górki. Wystarczyło zatem tylko przenieść to, czym się tak popisałem, na matę w sali, w której się znalazłem. Wyraziłem zgodę, czym zupełnie zaskoczyłem forum, bo okazało się, że zadane pytanie było w pewnym sensie pytaniem retorycznym. Ok. Powiedziało się „a”, trzeba powiedzieć i „b”.


Na tak nietypowym, realnym przykładzie pokazano mi bezpośrednio, jak możemy kreować własną przestrzeń fizyczną za pomocą pozytywnych myśli. Oczywiście ten przykład jest ekstremalny - i o to chodziło, gdyż ciągła koncentracja myśli na danej czynności, gdy jest pozytywna, przynosi z czasem pozytywne rozwiązania. Przy wzrastaniu w nas energii ten czas diametralnie się skraca. Negatywne myśli rozbijają naszą przestrzeń. Mamy wolną wolę, to też w sposób kreatywny próbujmy przynajmniej ją czuć i wykorzystywać.

Stanąłem przy ścianie, dotknąłem jej - jakby nie wierząc, że ona fizycznie istnieje - i poczułem opór na dłoni. Zrozumiałem, że odczucia są ewidentnie realne, to też trzeba było się naprawdę skupić. Dano mi czas niezbędny do prób. Pierwsza próba to odbicie z maty, odbicie od ściany i swobodne lądowanie. Zaskoczyło mnie, że wykonałem to bez zbędnego wysiłku, ale nie podpaliłem się, że mogę wszystko. Druga próba na większej wysokości, ale opadłem już wolniej, bo tak założyłem. Trzecia próba, to pełna próba kopiująca wyczyn guru. Jedyna różnica polegała na tym, że moje wyhamowanie nastąpiło tuż nad matą. Wow! Mój umysł szalał z radości, przy okazji widząc zdziwienie na twarzach zgromadzonej grupy. Zrozumiałem w jednej chwili, że całkowity stan skupienia i kierowania myślami bezpośrednio miało wpływ na moje działania.
Guru był mocno zaintrygowany tym, co uczyniłem, to też pokazał mi jeszcze trudniejszą „sztuczkę”. Wbiegł na ścianę i po niej na sufit sali, na którym zawisł przyczepiony dłońmi i stopami do gładkiego sufitu. Wyglądało to tak, jak pająk w domu spoglądający na otoczenie z sufitu. To było coś! Oniemiałem, wlepiając wzrok w Guru, który po chwili opadł na nogi przede mną. Uśmiechnął się łagodnie do mnie, pytając w myślach, czy pokuszę się zrobić to samo. Tym razem się zastanawiałem, czy warto. Wyczuł moją niepewność, dlatego zaproponował mi, bym najpierw spróbował na ścianie ten element zatrzymania. Przystałem na to tym bardziej, że gwarantował mi osobiście asekurację. Nie pozostało mi nic innego jak spróbować zawisnąć na ścianie – zrobiłem tak metr nad matą. Rozbawiło to serdecznie obserwujących, ale w pocieszny, pozytywny sposób. Odkleiłem się od ściany, cofnąłem na kilka kroków i zrobiłem to samo na suficie. Perspektywa spoglądania na zdziwione twarze z góry była dla mnie wyjątkową nagrodą. Poczułem się trochę jak pająk, ale nie próbowałem przejść się po suficie (znowu zadziałał ziemski sposób myślenia), więc spokojnie opadłem na dół, wyhamowując po swojemu przed samą matą. Rozejrzałem się dookoła i zapytałem, czy są jeszcze jakieś pytania? Nastąpiło ogólne rozbawienie i ciekawostka, nikt mi nie zazdrościł mojego wyczynu, tylko każdy gratulował mi odwagi i tak wyjątkowych możliwości...
Załączniki
Moc.jpg
Moc.jpg (63.98 KiB) Przejrzano 143 razy


Wróć do „Lepsza wizja niż telewizja”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości