Uruchamiane potencjały...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1370
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 23 lut 2017, 12:42

Energie mniej lub bardziej subtelne, wyraziste czy skondensowane dosłownie nas otaczają. Żyjemy wśród nich nieustannie i przeważnie nieświadomie w ich zasięgu przebywamy i zarazem ich doświadczamy. Delektując się typowym schematem życia w systemie na zasadzie praca-dom-kościół mamy dobrze, gdyż nasze otoczenie jest tak skonfigurowane, abyśmy byli nastawieni wyłącznie na pokusę życia doczesnego, proponowanego nam okrojonego życia tam u góry, przy okazji obłędnie i niestrudzenie dążąc do spełnienia się poprzez status dóbr materialnych, mnóstwa znajomych na Facebooku czy uroczej partnerki, przystojnego partnera. Takie zapatrywania na życie są bezpieczne, bo oferuje nam dość pospolite odczucia, które dają nam bezpieczeństwo i z tym nam po prostu dobrze. Sytuacja zaczyna się komplikować, gdy zaczynamy wymykać się zastałemu systemowi, instytucjom podpowiadającym nam co dla nas dobre a co złe. System zaczyna wbijać w nas szpilki, byśmy wrócili na stare z góry ustalone ścieżki postępowania i życia. Jednak rozwój duchowy to też nie bajka, ale za to dająca niespotykaną frajdę w przełamywaniu barier i schematów. W końcu wypadamy z zastałego rytmu życia i tu niespodzianka – zaczynamy odczuwać ten stan rzeczy jak i te odmienne własnym ciałem, własną energią. Bywa to ciekawe doświadczenie pod warunkiem, iż jest przyjemne, sympatyczne zwłaszcza dla nas. Podróżowałem ostatnio w pociągu przez całą Polskę i dwa kraje europejskie. Podróż, jak podróż, wielogodzinna prawie na całej trasie bez współpasażerów w przedziale. Jednakże po drodze wszedł do przedziału mężczyzna, który się nawet słownie nie przywitał i usiadł obok mnie. Te osoby, które wyczulone są na subtelne energie od razu wyczują z kim tak naprawdę mają do czynienia. Gdy się nonszalancko rozsiadł to prawie natychmiast poczułem mocny ucisk na klatkę piersiową. Młoda odczuwa inaczej – mniej lub bardziej intensywnym bólem głowy. Cóż pozostało? Oczyszczać się poprzez Źródło i ściągać na cały przedział energię niwelującą tą niską. Na szczęście, ta osoba może z półtorej godziny zabawiła w przedziale, bo jechała na krótkiej trasie. To jakby ta mniej ciekawa strona bycia bardziej wyczulonym...rozwój nie zawsze niesie za sobą frykasy ale również podstawia kaktusy czasem o bardzo ostrych kolcach, ale to już inny temat. Doznania nie zawsze bywają jednoznaczne, gdy nie mamy możliwości ich skonfrontowania z innymi osobami. Gdy taka możliwość się pojawia to naprawdę robi się ciekawie. Zwiedzając stolicę danego kraju umiejscowioną wśród otaczających gór i miłym towarzystwie dwóch bardzo bliskich mi osób (przy okazji o jeszcze wyższym stopniu odczuwania) bywaliśmy tu i tam, by przyglądać się architekturze, choć zdecydowanie ciekawszy był wszędobylski koloryt różnych nacji z całego świata i niebywała kultura tamtejszych mieszkańców względem innych np. jadących metrem, robiących zakupy czy pytających o drogę. W każdym zwiedzaniu bezwiednie wpada się na perełki dawnej architektury w postaci budowli sakralnych. Nie przepadam za obiektami zwanymi kościołami, gdyż ich przyciężkawe, przytłaczające wnętrza mające podkreślać naszą małość wobec tej instytucji (nie wobec Źródła) i nie zawsze miewają ciekawą energię. Byłem zaskoczony, gdy będąc w jednym z dwóch takowych głównych budowli na starówce, nic nie czułem, czyli jakby neutral w odczuciach, co mnie nawet zaskoczyło! Ale to byłoby zbyt piękne by było prawdziwe. Przy wyjściu z kościoła, pod chórem z lewej strony istnieje kamienna komnata bez drzwi, w której widnieje ponad 2-metrowej rozmiarów figura Maryi. Osoby mi towarzyszące zatrzymały się w progu wejścia do tego pomieszczenia i rozglądając się - zawróciły. Zaciekawiło mnie to i sam podchodząc od razu wyczułem, iż coś jest nie tak. Przy wejściu czułem duży niepokój, jednak bywam przekorny i dociekliwy, więc wszedłem do środka, gdzie obok wymienionej figury było kilka ławek do modlitwy. Poczułem bardzo mocny ucisk na klatkę piersiową, jakby atak kogoś lub czegoś na to, że panoszę się w tym pomieszczeniu z własną energią i że jestem tu niepożądaną osobą. Wychodząc zrozumiałem, że te pomieszczenie jest zainfekowane przez bardzo mocną energię, którą jakby przyciąga, przywłaszcza sobie energie od niczego nie świadomych osób, które szczerze modlą się do Maryi. Nie znaczy to, że wszędzie jest tak samo. Chciałbym tylko zauważyć, że niską energię można spotkać wszędzie, nawet w miejscach z przekonania mających być jedynie nam przychylnymi, przyjaznymi. Tu nie ma podziału czy rozróżnienia ale tylko wtedy, gdy tkwimy w zrębach systemu. Energia jest potęgą, jej czucie jeszcze większym bonusem od Źródła choć czasami oznaczona bólem, którego nie da się opisać.
Załączniki
Energia.jpg
Energia.jpg (132.07 KiB) Przejrzano 1313 razy
Ostatnio zmieniony 12 mar 2017, 9:26 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1370
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 02 mar 2017, 10:12

Czemu piszę o czakrach i meridianach? A czemu zamiast chemii coraz częściej stosuje się preparaty ziołowe? Bo są naturalne, nie powodują skutków ubocznych i działają w zgodzie z naturą. Z akupunkturą, masażami jest podobnie. Odblokowują centra energetyczne, zatory subtelnej energii w naszych ciałach, by organizm mógł swobodnie dysponować własną wewnętrzna energią. Brak naturalnego przepływu owej życiodajnej energii powoduje schorzenia, bóle i większe komplikacje zdrowotne. Czakry, meridiany to autostrada i drogi dla naszej subtelnej życiodajnej energii, o której często nie mamy pojęcia do czasu, gdy zaczyna ten subtelny świat w nas szwankować. Warto zatem mieć ogólne pojęcie o czymś, co znane jest już tysiące lat a udoskonalone w starożytnych chinach i nie tylko. Nasza fizyczność nie składa się wyłącznie z fizycznego mięsa zwanego z grubsza tkaną...ale również z ducha, który poprzez nasze ciało zarządza subtelną energią powstrzymującą nas w dobrej kondycji fizycznej i nie tylko, choć z reguły robimy wiele by tak nie było. Niektórzy mieszają ten temat z ezoteryką co mnie zaskakuje i dziwi a tym bardziej ''ich'' krytyka. Krytykować zawsze łatwo, bo to nic nie kosztuje. Napisanie czegoś sensownego, co może dać impuls do zastanowienia się osobie, która to coś czyta, tym bardziej rozjaśnić jej umysł czy wręcz pomóc, to już o wiele trudniejsza bajka. Dlatego warto czasem ważyć swoje słowa, nie rzucając w świat swoje frustracje w zaciętych komentarzach, które poza irytacją nic nie wnoszą. Odnoszę wrażenie, że kilka osób z łatwą umiejętnością do nadmiernego filozofowania i tylko filozofowania nie za bardzo umiało przekazać inne treści poza wytykaniem czy dawaniem pstryczka w nos...innym treściom. Szkoda tym bardziej, iż jest ich coraz mniej, gdyż konstruktywna krytyka jest w cenie, gdy poparta jest argumentami. Czasem owych argumentów brakowało to też i kilku osób już tu prawie nie widuję. Szkoda, bo we wszystkim jest rozwój, nawet w negowaniu...Gdyż zawsze można przejść do bardziej ciekawych konkluzji poza krytyką, bo to też rozwój. Ze swojej strony wiem, iż każde ciekawe naturalne, bezinwazyjne metody mogące poprawić nasze funkcjonowanie są warte zauważenia. Oczywiście, nie każdy na daną możliwość poprawy własnego samopoczucia czy zdrowia będzie reagował tak samo, bywa, że wcale ale jeżeli mamy do dyspozycji naturalne sposoby poprawy własnego życia to powinniśmy się nimi zainteresować – począwszy od żywienia, zdrowego sposobu bycia i podobnego sposobu w zachowywaniu zdrowia.
Załączniki
energia-w-ciele1.jpg
energia-w-ciele1.jpg (47.46 KiB) Przejrzano 1269 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1370
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 12 mar 2017, 10:11

Emocje...potrafią dziurawić nasz spokój ducha. Jeżeli to są emocje podszyte radością, miłym doznaniem, wspaniałym odczuciem to wzrastamy. Zjazdy emocjonalne, chwiejność własnej niekontrolowanej natury bywa odpychająca, ganiąca i wyrządzająca najwięcej szkody – bo wtedy się tak naprawdę nie rozwijamy, choć jesteśmy niezmiennie przekonani, że tak jest, że pomimo rozdygotania ''posuwamy'' nasze życie ku rozwojowi. Ale jest to pozorny rozwój, który nic nie wnosi poza naszym błędnym przekonaniem, iż jest dobrze. Wzrastanie naszego jestestwa odbywa się wyłącznie przy zachowaniu tzw. spokoju ducha i ciała. Ducha, gdy ciągle niezmiennie i wytrwale dążymy do poznawania siebie samego i otaczającej nas rzeczywistości, każdego dnia od nowa jakby z coraz wyższego pułapu myśli, doświadczenia i odczuwania. Ciała, gdy o nie dbamy, kochamy i dostarczamy wzniosłych, namiętnych odczuć. Bieganie maratonów w zmiennych nastrojach może i bywa pobudzające, niestety nie tak wspaniałe, jak byśmy myśleli. Umiejętność rozdzielania pewnych sytuacji, spostrzeżeń od gradu wybuchu niekontrolowanych emocji wymaga koncentracji, mocnej woli i przekonania, że po prostu inaczej do niczego nie dojdziemy lawirując pośród wielości różnorakich myśli bez prawdziwej myśli. Sam się jeszcze czasem na tym łapię, ale to wytężona praca by móc z czasem zauważać swoje osobiste emocje i ukierunkowywać je w jedynie pozytywne rejony. Emocje mają nas wspomagać w przeżywaniu i doświadczaniu wspaniałości, cudowności różnorakich wrażeń, by tym samym móc owe wspaniałości okazywać innym dzieląc się nimi z radością jednocześnie zarażając nimi bliźnich. To pokazywanie na przykładzie nas samych, jak nasza emocjonalność może być naszym hendykapem w tworzeniu własnej indywidualnej przyszłości poprzez teraźniejszość, którą się tu i teraz otaczamy. Czym się otaczamy, to tym samym przyciągamy. Mamy zatem ciągły wybór, gdzie i dokąd podążać w pojedynkę czy przy udziale podobnie emanujących osób. Emocje są naszym zapisem naszych wszelkich doznań w naszej duszy. Wyłącznie emocje ''tam'' zostają zapisane. Ja świadomie chcę ''tam'' zapisywać wyłącznie wspaniałości bez ciągnięcia za sobą frustracji i rozedrgania, jakie odpowiadają systemowi, który każdą istotę próbuje zaciągnąć do owego braku wyciszenia i spokoju nie będące moim własnym prywatnym udziałem, wytworem, doświadczeniem i przekonaniem. Przekonaniem jest samoświadomość własnego postępowania i jego wpływu na innych.
Załączniki
regulacja-emocji-polusmiech-dlonie-dobrej-woli.jpg
regulacja-emocji-polusmiech-dlonie-dobrej-woli.jpg (137.72 KiB) Przejrzano 1210 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1370
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 29 mar 2017, 9:07

Wizja lepsza niż telewizja? Czym jest owa wizja? Świadomym snem, w którym bierzemy aktywny udział, zmieniając zarazem jego rzeczywistość? Śnienie? Obrazy i sytuacje zastane po wyjściu z ciała? A może wrażenia zaistniałe podczas medytacji?
Jedno jest pewne – gdy coś, co nam się przydarzy w ramach tzw. wizji potrafimy przedstawić innym, opisać, porównać z czymkolwiek z naszej rzeczywistości, to tak naprawdę zaczynamy dopiero bawić się w piaskownicy jak małe dziecko, które raduje zabawa piaskiem. Zdaję sobie sprawę, iż takie doświadczanie czegoś nieznanego, niezwykłego potrafi dać nam kopa, nakręcić i wzmóc poczucie własnej wartości w rozwoju, ale w jakim rozwoju...
Staramy się zmieniać, doświadczać siebie samych, czuć własne przemiany a z czasem i odczuwać owe wizje. Mówię o odczuwaniu w emocjach a nie tylko o widzeniu przelatujących obrazów lub w nich uczestniczeniu. Zdarza się nam od czasu do czasu takowe doświadczenie (bywa, że częściej) i co zrozumiałe, wciąga nas do dalszych odczuć i doświadczania więcej i więcej. To teraz ukażę ten temat z innej perspektywy, kosmicznej perspektywy.
Jesteście istotą, która w stan medytacji potrafi wchodzić na zawołanie. Czekając w kolejce do lekarza specjalisty, jadąc autobusem lub metrem, słuchając radia albo będąc na nudnym wykładzie na uniwerku. Medytacja jest waszym chlebem powszednim, to chciałoby się wam opisywać własne odczucia? Odczucia, gdyż przy takiej intensywności wszystko wyraża się wyłącznie w przeżywanych emocjach, których nie znajdziemy w naszej ziemskiej perspektywie. Naturalna codzienność takich zdarzeń bywa tak intensywna, że powinno się być bardzo mocno uziemionym w realnym życiu. W każdym innym przypadku można skręcić (odlecieć) jak narkoman biorący coraz większe dawki środków halucynogennych by móc jak najwięcej odczuwać. Fajna perspektywa. Fajna, ale wymagająca ogromu własnej żelaznej dyscypliny, bo tak naprawdę w takim bezpośredni odczuwaniu innych przestrzeni, jedną nogą jesteśmy cały czas w kosmosie a drugą w realnym życiu. Dlatego też min. opisuję temat czakr, gdyż czakra korony odpowiada za nasze indywidualne otwarcie na ten subtelny wszechświat wrażeń a czakra podstawy za twarde uziemienie w normalnym życiu. Trzeba mieć za co jeść, by móc bujać w obłokach. Niestety, póki co, jesteśmy uzależnieni w jakimś tam stopniu od systemu, to też trzeba jakoś egzystować w tej fizycznej przestrzeni. Utrzymanie względnej równowagi pomiędzy tak diametralnie różnymi przestrzeniami wymaga kontroli w odwzorowanej aktywności wyżej wymienionych subtelnych energii (czakr) powyżej 90% ich aktywności, by móc normalnie funkcjonować. Zresztą, przy tak subtelnych poziomach odczuwania możemy sami oglądać koloryt owych subtelnych centr energetycznych w nas i widzieć ich poziom pobudzenia lub stagnacji czy przyblokowania. Ale to już odrębny temat.
Naturalność tak swobodnych i odmiennych stanów świadomości na jawie skutkuje tym, że jadąc pociągiem w stanie medytacji spokojnie możemy ''ją'' zawiesić na czas kontroli biletów, pilnej rozmowy telefonicznej itp. przypadkach, by bez problemu wejść z powrotem w daną, przerwaną medytację (wizję). To ciągły, permanentny stan bycia tu i tam jednocześnie lub osobno. Stan, który zmienia nasze spostrzeganie i funkcjonowanie w ziemskiej trójwymiarowej przestrzeni. Zmienia osobowość, odczuwanie i nastrój ciągłej swobody i radości bez względu na to, co system nam serwuje, rzuca pod nogi by nas sprowadzić do parteru, do roli pionka w zastygłym systemie.
Odmienne stany świadomości zmieniają naszą emocjonalność. Diametralnie odmieniają nasze życie. Coś nie coś o tym już wiecie. Wzrastając, tracicie wielu dotychczasowych znajomych, przestaje kręcić was główny zjadacz czasu – telewizja, tym bardziej niskie emocje i płytkie doznania. Bycie jedną nogą cały czas w emanacji subtelnych wrażeń wyższego rzędu wywróci i będzie wywracać wasz świat do góry nogami ale w sensie pozytywnym, choć nie każdy na takową odmianę jest gotowy i nie zawsze będzie z niej zadowolony. Dosłownie!
W kilku znamiennych przykładach można ująć to, co czeka tych, którzy zarażą się owym ''kosmosem'', owym odczuwaniem z poziomu nie tylko naszych głównych fizycznych zmysłów ale przede wszystkim z poziomu czucia wszechobecnej i wszechogarniającej nas różnorakiej energii. Subtelnej, eterycznej energii.
Odczuwanie tych subtelnych emanacji nie pozwala na dopuszczanie w nasze bezpośrednie otoczenie osób z rozchwianą energetyką (emocjami, nieprzychylnością, złośliwością, niechęcią, kłamliwością w mowie i uczynkach itp.) bez względu na to czy to wieloletnie znajomości, sympatie, rodzinne pokrewieństwo czy współpracownicy w firmie.
Nie będziecie oglądać filmów fabularnych, zwłaszcza amerykańskiej sieczki, gdyż w grze aktorów nie ma emocji z których wypływa taka czy inna energia. Aktor tylko udaje mniej lub bardziej doskonale emocje odgrywając ''je'' niejako mniej lub bardziej profesjonalnie. Będzie mieli odczucie, jakbyście oglądali kiepską produkcję filmową z amatorami z ulicznej łapanki, bo bez prawdziwych emocji, które są esencją życia.
Nie będziecie chodzić do muzeum, w których z obrazów najczęściej emanuje mętlik energetyczny, jaki często wynika z usposobienia wielu artystów (zmienność ich nastrojów) powoduje odwzorowanie tych emocji w ich dziełach.
Nie będzie was kręcić wielkomiejski szum i jego atrakcje, gdyż tam najbardziej doskwiera tzw. świadomość społeczna o niezmiernie niskich emocjach. Za to wreszcie dostrzeżecie prawdziwy urok natury, piękna naszej przyrody, na łonie której zawsze naładujemy własne akumulatory jedynie słuszną energią Matki Ziemi.
Nie zwrócicie uwagi na osoby, które nie potrafią być szczere, empatyczne, radosne. Ich udziałem nie jest bezwzględna miłość i dobro, zatem nie będą dla was otoczeniem wartym zainteresowania.
Nie dla was blichtr kluczyków od luksusowego auta trzymane w dłoni jako symbol luksusu, statusu i powodzenia. Luksusowego domu, dopasowanego stroju za kilkanaście tysięcy złotych, gdy w sercu pustka i pycha.
Nie przeczytacie , nie wysłuchacie tego, co inni o was napiszą, powiedzą gdy owe treści podszyte są złością, nieprzychylnością, chęcią dopieczenia zamiast konstruktywnej krytyki z argumentami napisanymi, wypowiedzianymi prosto od serca. Nie z pozycji rozumu, z przyziemnych płytkich emocji.
Takowe energie już was nie dosięgną, nie zatrzymają ani na chwilę, gdy je wyczujecie. Zatrzymacie się wyłącznie przy treściach i sytuacjach (również tych niepochlebnych) ale wynikających z dobroci, z szczerej pomocy i zwyczajnej serdecznej przychylności. Wyłącznie dobro, miłość, szczerość i jawność własnego postępowania wobec innych stanowić powinno o waszym priorytecie w życiu prywatnym i osobistym. A zapewniam, że to piękny stan dający jeszcze więcej radości niż nawet najlepsza wizja bez telewizji. Bo to prawdziwy kosmos, którego cząstką jesteśmy, a tylko nieliczni umieją to czuć, być w tym.
Załączniki
Wizje.jpg
Wizje.jpg (63.34 KiB) Przejrzano 1157 razy
Ostatnio zmieniony 30 mar 2017, 17:41 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 4 razy.

Awatar użytkownika
edyta
Złoty Użytkownik
Posty: 1033
Rejestracja: 24 lis 2016, 22:00

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: edyta » 29 mar 2017, 11:49

Cóż zdecydowanie często nie rezonuję z tym co masz do "powiedzenia"i pewnie ty z moimi tekstami tez...dla mnie za dużo tu poczucia "rozkazu"
Dziękuję Ci Tato i wiem to na pewno przez cały czas czuwasz nade mną.Boże dziękuję za cud życia, w którym biorę udział .


Ufaj Bogu..
-proś o cud...

Awatar użytkownika
michu60
Współtwórca
Posty: 111
Rejestracja: 15 maja 2016, 20:53
Lokalizacja: Wrocław
Kontaktowanie:

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: michu60 » 29 mar 2017, 21:22

Zbyniu, piękna kwintesencja podejścia do rozwoju duchowego ;)
<lubie_to>
Każdej istocie odwiedzającej to forum przekazuję promyk energii Źródła prosto z serca, abyśmy razem szli w prawdzie i budowali Nowy Świat ;)

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1370
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 03 kwie 2017, 12:15

Przebywanie poza ciałem bywa ciekawie, choć za pierwszym razem owe doświadczenie potrafi mocno zaskoczyć, gdy mamy sposobność spojrzenia na własne fizyczne ciało z poziomu ciała eterycznego. Spoglądasz, gdy to ''coś'' śpi i zdajesz sobie sprawę – że to Ty! Najczęściej takie spotkanie z samym sobą ma wymiar tak ogromnego potencjału emocjonalnego (zaskoczenia, zaszokowania), że z reguły od razu cofa nas z powrotem do owego fizycznego ciała z natychmiastowym wybudzeniem w połączeniu z dalszym zaskoczeniem z tak osobliwego przeżycia. Może to trwać dłuższą chwilę, może to się również objawić w formie natychmiastowego intensywnego spocenia się (reakcja organizmu na takie doświadczenie) co niewątpliwie łączy się z wstaniem z łózka, wejściem pod prysznic, zmianą odzieży czy pościeli, gdy śpimy np. nago.
Powoli do nas dociera, że mieliśmy okazję zobaczyć własne ciało nie jako odbicie w lustrze, ale tak na żywo, jak widzą nas inni. Ta perspektywa bywa zaskakująca i jednak dość kuriozalna w swoim wyrazie, tym bardziej spoglądając na to ''coś'' śpiące sobie smacznie oczyma świadomości w połączeniu z ciałem eterycznym. Przy okazji, nasze ciało eteryczne (duchowe) posiada najrzadszą strukturę atomową w przeciwieństwie do najgęstszej struktury atomowej naszej fizyczności. A to ważna cecha, o której napiszę w dalszej części moich spostrzeżeń.
Przy takim doznaniu dociera do nas, jak jesteśmy mocno ograniczeni w naszej fizycznej powłoce, o którą z takim nieraz namaszczeniem dbamy, by była atrakcyjna wizualnie a zarazem powabna. Tracimy mnóstwo energii i środków finansowych na tą wizualność nie mając świadomości, iż ta właśnie wizualność (fizyczność) jest dla nas totalnym ograniczeniem, w pewnym sensie więzieniem. Ale jeśli ją mamy, to nie znaczy, by przestać o nią dbać. Wystarczy wykazać jedynie zdrowy rozsądek w podejściu do naszej fizyczności, do utrzymywania jej na normalnym, niewydumanym a realnym poziomie - bo pięknu naszej fizyczności w sukurs idzie nasze pozytywne, pełne radości nastawienie do świata. Sympatyczne pełne dobrych afirmacji i emanacji wypływających z nas nigdy nie dorówna nawet najlepsza kosmetyka, która tylko ukrywa niedoskonałości często związane ze stresem, negatywnymi emocjami itp. sytuacjami w życiu prywatnym i zawodowym. Owe uwiązanie w ciele spowodowane jest faktem, iż do wykonania jakiejś czynności potrzebujemy energii w postaci ruchu. Chcąc wstać z fotela, musimy wykonać ruch, wielość ruchów to zmęczenie, które doprowadza do momentu, gdy musimy odpocząć, złapać chwilę oddechu. W ciele eterycznym ten prozaiczny problem znika. Po prostu nie istnieje. Chcąc wykonać cokolwiek, wystarczy myśl zwaną intencją, która natychmiast uruchamia działanie. Masz ochotę wykonać fikołka w powietrzu i nim taka myśl się całkowicie dokona, następuje natychmiastowy skutek bez wysiłku, zmęczenia nie wspominając o frajdzie z odczucia totalnej swobody (braku ciążenia itp.) i możliwości ograniczonych wyłącznie przez ukształtowanie naszych myśli z poziomu naszej ziemskiej rzeczywistości. Problemem jest pozbycie się nawyków i sposobu myślenia i postrzegania wyniesione z naszej fizyczności i umiejętnego przestawienia się na postrzeganie za pomocą intencji. Tak, intencji, gdyż każda myśl w tamtej przestrzeni jest zarazem natychmiastowym działaniem! O czym nie można zapominać. Ale to tylko kwestia wprawy.
Czy takie fruwanie w przestrzeni jest bezpieczne? Odpowiedź jest niejednoznaczna. Na pewno medytacja i podróże w niej zaistniałe są najbezpieczniejszą formą poznawania nieznanego, gdyż podróżuje tylko nasza umownie ujmując – świadomość, bez ciała energetycznego, które jest wyjątkowo wysokim potencjałem energetycznym. Ten potencjał energii bywa, że przyciąga w innych przestrzeniach byty, które chętnie by się zaopiekowały naszą energią (przejęły). Wychodząc z ciała zabieramy z sobą zarówno świadomość jak i ciało energetyczne, które jest połączone umownie jedynie tzw. nitką energetyczną z ciałem fizycznym. W czasie śmierci, ta więź ulega zerwaniu, odłączeniu. Ciało fizyczne wtedy staje się jedynie kawałkiem mięsa bez energii ducha. Czyli z punktu widzenia energii, jest niczym, nie istnieje w świecie energii a wyłącznie w świecie fizycznym jako rozkładająca się ''padlina''. Brzmi dość wulgarnie, ale tak po prostu jest. Taka jest twarda rzeczywistość.
Wychodzimy z ciała i co dalej! Hmmm...to kwestia wyobraźni, wiedzy na ten temat i etykiety, która również ''tam'' obowiązuje.
Wyobraźmy sobie, że potrafimy w ten sposób poznawać wszechświat. Możemy też poznawać w ten sposób nasz świat. Mieszkamy chociażby w bloku, za ścianą urodziwa sąsiadka czy sąsiad a my w ciele eterycznym złożonym z tak rzadkiego skupiska atomów możemy przepływać przez ściany niezauważenie...lub za pomocą intencji zwyczajnie przeskoczyć do pomieszczenia owej atrakcyjnej osoby. To tylko taka możliwość, z której możemy skorzystać. Na szczęście etykieta i tu obowiązuje w takiej formie, że osoby posiadające taką zdolność ''fruwania'' nie mają tak płytkich intencji, takich zapatrywań bo sięgają dalej, innych przestrzeni, bardziej wzniosłych emocji. Aby w tych przestrzeniach się poruszać, musimy mieć poukładane życie emocjonalne, pozamykane wszelkie zadawnione sprawy by poprzez emocje nie miały na nas wpływu. Każda emocja, zwłaszcza negatywna zabierana w eteryczne przestrzenie przyciąga do nas energie, które nam nie sprzyjają i wtedy mogą zaistniej nieprzewidziane problemy. Nie będę o nich pisał, gdyż to bardzo złożony problem. Staram się tylko zaznaczyć ten temat, by nieco naświetlić aspekt samego fruwania z własną energią w innych przestrzeniach.
Można i inaczej. Wychodząc z ciała, możemy dla własnego udokumentowania tego, co się dzieje za waszą przyczyną i za pomocą intencji pojawić się na osiedlowym parkingu i na najbrudniejszym aucie zostawić swój znak, tak jak się pisze palcem po przybrudzonej masce samochodu. Rano idąc na spacer z czworonożnym pupilem podejść do tego auta i przekonać się osobiście, że ów znak naprawdę zostawiliśmy podczas podróżny na parking. Lecz takie działanie wymaga już skupienia energii na owym wirtualnym palcu. Możemy zwiedzić nasz świat bez biletu za pomocą samej intencji. Chcemy znaleźć się w Egipcie pod piramidami? Cóż, intencja i następuje przeskok. Fruwanie w naszej przestrzeni jest w miarę bezpieczne i lajtowe. Zapuszczanie się do innych wymiarów, warstw przestrzeni to już bajka innego kalibru, bo wszechświat jest zbudowany z warstw jak cebula, a ich odkrywanie to już nie zabawa, to wytężona, wysublimowana praca nad sobą, by tam zaistnieć, by być tam dopuszczonym.

PS: dla tych, co twierdzą, że popisuję się wyłącznie wiedzą informuję, iż moje pierwsze spotkanie z innym wymiarem poza ciałem odbyło się 36 lat temu, a i tak łączność z Źródłem jest i pozostanie dla mnie priorytetem!
Załączniki
Poza ciałem...jpg
Poza ciałem...jpg (58.83 KiB) Przejrzano 1081 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1370
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 11 kwie 2017, 9:42

Złoty czas na ziemi...brzmi dumnie, tylko czasem tyle sprzecznych informacji się pojawia ten temat, jak będzie wspaniale! Będziemy opływać w życie płynące mlekiem i miodem, pełną duchowością, nieograniczonymi możliwościami (potencjałami), jednością z Matką Ziemią itp. fantastyczne opowieści, które czasem nijak mają się do owej przyszłej rzeczywistości. Hmmm...naprawdę dane to będzie nielicznym, by mogli swoim przykładem wpływać na otoczenie. Owszem, życie w takiej wspaniałości pełnej wzajemnej miłości, troski, przychylności i tym podobnym klimatom nie pojawi się z dnia na dzień, jak za działaniem czarodziejskiej różdżki. Tak się stanie wyłącznie wtedy, gdy sami będziemy o tym przekonani i gdy zaczniemy najpierw od siebie. Bo dzięki naszej zmianie w nas, naszej inwencji i konsekwencji w postępowaniu mamy możność wpływania na otoczenie. Bo to kwestia energii – czym emanujesz, to inni odbierają często nieświadomie i z czasem sami zaczynają się zastanawiać, co się z nimi dzieje. Najlepszym przykładem jest najbliższa rodzina. Wzrastając, pozbywając się niskich przywarów trawiących nas w doczesnym życiu, często nieświadomie oddziaływujemy na najbliższych. Jedni wcześniej zaczynają trochę inaczej myśleć, postrzegać świat, reagować na innych, drudzy potrzebują więcej czasu i przestrzeni do zmiany siebie i samorealizacji siebie poprzez innych. Gdy wzrastamy, to świadomie lub podświadomie nasza energia z nas wypływająco oddziałuje na bliskich. Czym wyższy stan tzw. uduchowienia, tym bardziej zaskakujące zachowania jesteśmy w stanie zauważyć przy osobach bliskich naszemu sercu z poziomu pokrewieństwa. Nie mam tu na myśli partnera, partnerki, gdyż to osobny temat, bardziej prywatny i osobisty i tu trudniej jakby spasować wspólne spostrzeganie i emanacje w tym samym kierunku rozwoju osobistego i duchowego. Jeśli jednak ''dwoje'' nadaje na tych samych emanacjach (energii) to zaczyna się istny kosmos w postrzeganiu, czuciu i odczuwaniu siebie nawzajem. To poziom, w którym nic nie jest stanie zakłócić naszej wspólnej energii. To lepsze od narkotyków, dopalaczy i całej wspaniałości oferowanej nam przez system z czasem stający się dla nas czymś drugorzędnym, a jednocześnie poprzez własna energetykę sami dostosowujemy ten system do własnych potrzeb (nie ma lepszego afrodyzjaka jak kreowanie własnej przestrzeni w 100%). Tylko jak zacząć i czym się kierować, gdy słyszymy wokół o wyścigu do tzw. 5-tej gęstości by tam być, do czucia, czarowania własnymi możliwości, mądrzenia się wiedzą przeczytaną, wysłuchaną i innymi podobnymi fanaberiami. Wszystko jest ważne, ale nie zastąpi nas samych i uruchamiana w nas naszej wewnętrznej wiedzy, czucia czy postrzegania i emanowania jedynie pozytywnymi wartościami.
Idąc ostatnio chodnikiem zauważyłem matkę z dzieckiem siedzącym w wózku spacerowym, które było specyficzne z urody, jakby z jakiegoś zaburzenia genetycznego zapewne jeszcze w łonie mamy. Trzymała owa mała istotka w dłoni palmę taką z suszonych kwiatków (tradycja niedzieli palmowej) machając nią na wszystkie strony tak uradowane, szczęśliwe, że we mnie radość dziecka się udzieliła. To był piękny widok, gdyż nie zauważyłem jego jakiejś specyficznej ułomności (piszę o niej, by zobrazować te zdarzenie), tylko tą nieopisana radość z bawienia się czymś, co właściwie raz do roku dziecko ma możliwość mieć w dłoni. I mnie olśniło! Dosłownie!
Gdy spoglądamy na małe dzieci w piaskownicy, które z brutalną szczerością wyrażają swój zachwyt, radość (bywa, że złość) to czynią to w sposób naturalny, bezwiedny, bez manipulacji, bez zastanowienia czy tak wypada czy nie. Są naturalne do czasu pójścia do przedszkola. Tam powoli zaczyna się mielenie ich umysłów do poziomu obowiązujących norm, praktyk czy zachowań choć dalej są naturalne, szczęśliwe, radosne. Czemu my tacy nie jesteśmy?! Nie jesteśmy, gdyż ten etap naszych trosk i zakłamania zaczyna się w szkole podstawowej. Ja jestem ładna, ty brzydki. Ja mam to, ty nie masz nic. Ja jestem mądra, ty głupi. To czas klasyfikowania, ustawiania w szeregu, by w dorosłe życie wnieść ze sobą kompleksy, zahamowania i bolączki wyniesione z młodości, na których żeruje system, w którym żyjemy. A co by się stało, gdybyśmy zachowali naszą dziecinną radość, ufność, naturalną emocjonalność (nie tą udawaną). Jaki ten świat byłby odmienny! Nie na darmo się powiada, że gdy zabijemy w sobie dziecko, to zabijamy siebie w swojej niby dorosłości, gdy np. nie umiemy, nie potrafimy wejść w zabawę z maluchem z jego poziomu rozumowania, radości, wygłupu i beztroski. Jak nie umiemy, to nas nie ma. Istnieje tylko zewnętrza powłoka, maska z pustką w środku.
Złoty wiek to zachowanie naszej naturalności z dzieciństwa. Ten pozytywnej naturalności. Tą cechę nabywają z powrotem ci, którzy się budzą, wzrastają. Nic złego ich nie dosięga, gdyż ewentualne zło, kłody rzucane pod nogi są wyłącznie nauką, czymś do przerobienia by stać się jeszcze lepszym, by emanować jeszcze większym dobrem, miłością i troską o innych. Zaczynają żyć w ciągłej szczęśliwości bez względu na sytuację i nie są podatni na zachowania, które innym mogą sprawić przykrość, zdołować czy w skrajnych wypadkach wpłynąć na psychikę. Moje dziecko we mnie ma się coraz lepiej, żyje własnym życiem, nabiera wiatru w żagle i za nic ma komentarze innych, gdy jest wraz ze mną szczęśliwe, zadowolone, że znowu mogło się przebudzić. Gdy widzę radosne, uchachane dziecko, to już jemu nie zazdroszczę, gdyż powoli sam osiągam ten stan jako permanentny. To taki mój prywatny wkład w złoty wiek na ziemi.
Załączniki
Radość.jpg
Radość.jpg (137.16 KiB) Przejrzano 1002 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1370
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 04 maja 2017, 19:46

Opowieści o mocy...tak jej poszukujemy, tak pragniemy ''ją'' czuć i być ''nią'' wyróżnionym spośród tłumu otaczającej nijakości. Kiedyś czytałem min. książkę ''Opowieści o mocy'' i inne pozycje Castanedy, gdzie pokazywane były możliwości ciała wynikające z posiadania owej mocy, jej nabierania, doświadczania przy pomocy środków umożliwiających jej poczucie, poprzez ułożenie sobie sprzymierzeńca, by działał dla nas poprzez konfrontację z nim i jego pokonanie, i wreszcie przez tworzenie własnych amuletów zabezpieczających przed innymi mocami, aby czuć się bezpiecznie zarówno w naszej trójwymiarowej rzeczywistości jak i stanach poza naszą percepcją. Chłonąłem owe opowieści, które były dla mnie nowością, działały na wyobraźnię, włączały schemat myślowy w postaci – ja też tak chcę! Hmmm, dzisiaj z dystansem patrzę na treść, która kiedyś wywierała na mnie takie wrażenie, gdyż było to coś nowego, nieznanego i na swój sposób fascynującego. I jak owa moc ma się do duchowości. Ano tak, że obydwa te tematy są sztucznie powiązane ze sobą w jedność, choć tak naprawdę są kompletnie odmienne, jakby z innego poziomu odczuwania i bycia w nich. Moc daje możliwości, często pozornie nie osiągalne dla przeciętnego śmiertelnika. Na przykład w postaci lewitowania (fruwania) z ciałem fizycznym, siłą pozwalającą samodzielnie przestawiać, przerzucać kamienne głazy w inne miejsce, który swoją wagą są nie do ruszenia nawet przez kilkunastu zdrowych silnych śmiertelników i tym podobne bardziej szokujące i niebezpieczne działania wynikające z tej mocy o której nie powinno się wspominać, o których nie mówi się i nie pisze, gdyż były by zbyt szokujące.
Fajnie o zdobywaniu mocy pisze ''jaKrzyś'' i mogę się z tą drogą zgodzić lub nie, ale szanuję wybór takowej ścieżki rozwoju i szczerość w opisywaniu wrażeń jak i wątpliwości z tym rozwojem związanych. Nie mnie oceniać, ale rozwój kojarzy mi się z pewnością w postępowaniu, bez obawy iż taka a nie inna ścieżka rozwoju jest słuszna, że jesteśmy o niej w 100% przekonani, pewni. Co się dzieje, gdy podczas obrania dla siebie konkretnej ścieżki wzrastania pojawiają się wątpliwości, gdy już w danej praktyce tkwimy po uszy? Wtedy może zdarzyć się wszystko i nie koniecznie muszą to być wyłącznie pozytywne doznania, przeżycia. Mogą pojawić się niespodziewane kłopoty i w tym momencie możemy zostać na lodzie z tym nierozwiązywalnym fantem.
Jaka jest zatem różnica w uskutecznianiu konkretnej praktyki a wejściem w tzw. duchowość? Diametralna! Podam to na konkretnym przykładzie. JaKrzyś praktykuje kilka lat swoją drogę rozwoju i przez ten czas nie pozbył się obaw i niepewności co do oczekiwań i skutków tejże drogi. Jest to niebezpieczny aspekt, gdyż można poprzez swoją niepewność utracić kontrolę nad tym, co dzieje się z ciałem i poszerzającą się percepcją. Niepewność a tym bardziej utrata kontroli nad praktykowaniem konkretnej techniki (zwał jak zwał) może doprowadzić do poważnych kłopotów, których praktykujący nie może przewidzieć a tym bardziej przygotować się na nie. Z mocą nie ma żartów, gdyż brak panowania nad nią zawsze obraca się przeciwko praktykującemu. Tu nie ma miejsca na słabość ciała, myśli i konsekwencji w postępowaniu. Specjalnie jeszcze nie wspominam o duchowości. Być w mocy i jednocześnie zaopatrzonym w dodatkowe osobiste gadżety dla własnego bezpieczeństwa, to jednocześnie nieświadome potwierdzanie poczucia braku owego bezpieczeństwa. Jesteśmy tak naprawdę w ciągłej niepewności, o której nie może być mowy przy wzrastaniu. To fundament rozwoju, niezachwiana pewność w wybranej drodze poparta pełną ochroną z góry. Z samej góry. W rozwoju duchowym nie ma miejsca na półśrodki, na drogę na skróty dzięki pewnym specyfikom czy uskutecznianiu metod wymyślonych i wypraktykowanych przez ludzką mądrość osób uważających się za światłych, propagujących efekty wynikające z tej a nie innej drogi. W rozwoju duchowym nie ma efektów. Nie ma spektakularnych możliwości. Jest systematyczne wzrastanie uaktywniające w nas z czasem potencjały, które posiada każdy z nas, ale nie każdy z nas może w nich zasmakować. To kwestia czystości serca i myśli. Czym wyższa bezinteresowna afirmacja, czym wyższe poziomy poznania wewnętrznej wiedzy przy pomocy duchowych opiekunów, tym większy przysłowiowy ''dupochron'' od przykrych niespodzianek, które nie mają szans się pojawić, gdy chroni nas góra – czyli permanentne dobro, które jest nietykalne przez niskie afirmacje, tym bardziej zło, bo przecież chronią nas duchowe istoty współgrające w emanacją Źródła. Ile trwa rozwój duchowy? Trwa bez końca. Znam osobę, która po półrocznym otwarciu się na Źródło (poprzez medytację a raczej zatrzymanie natłoku myśli), ma bezpośredni z nim kontakt, naturalną łatwość rozmowy z istotami duchowymi w każdej chwili, bez względu na to gdzie jest. Otoczenie nawet nie domyśla się, w jakich rejonach ma możność przebywać...i ciągle się uczy, ciągle uzyskuje podpowiedzi do własnego rozwoju, do drogi, która jest jej dana. Posiada taki pakiet bezpieczeństwa dzięki osobistemu opiekunowi i istotom duchowym, że czuje nad sobą i swoim postępowaniem pełną ochronę. Chyba dobrze wiemy, cóż znaczy, gdy mamy 100% pewność bezpieczeństwa zarówno ciała duchowego jak i fizycznego. Zatem mamy wybór. Każdy wybór to rozwój, ale nie każdy wybór daje taką satysfakcję i pewność jak duchowość z pozycji serca i miłości.
Załączniki
Moc.jpg
Moc.jpg (426.36 KiB) Przejrzano 894 razy
Ostatnio zmieniony 23 maja 2017, 16:57 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
edyta
Złoty Użytkownik
Posty: 1033
Rejestracja: 24 lis 2016, 22:00

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: edyta » 04 maja 2017, 21:24

Jak to czytałam zobaczyłam fioletowa kropkę nad tekstem fajnie ze tu jesteśmy wlasciwie istotami duchowymi bardziej niż fizycznymi :)
Dziękuję Ci Tato i wiem to na pewno przez cały czas czuwasz nade mną.Boże dziękuję za cud życia, w którym biorę udział .


Ufaj Bogu..
-proś o cud...


Wróć do „Cel”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości