Uruchamiane potencjały...

Awatar użytkownika
Glorian
Administrator
Posty: 1643
Rejestracja: 07 mar 2016, 11:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: Glorian » 27 sie 2017, 12:44

ZbyniuRoksana pisze:Na tym polega pułapka...gdy coś czujemy, bywa, że stwierdzamy, że plan fizyczny jest zbyt prymitywny, by w nim być i marnować czas na zwyczajne ziemskie życie...

Masz rację to się zdarza ale...
... z doświadczenia wiem, że można się "domedytować" takiego stanu świadomości, że "emocjonalna mega jakość istnienia/zwał jak zwał" promieniuje na zwykłe codzienne życie. Wtedy priorytety się zmieniają. Raj jest wtedy tu i teraz i nie ma potrzeby tęsknić do medytacji czy przejścia na drugą stronę. <serducho> <aniołek> <radocha_wielu> <zakochany>

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1347
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...Beyond

Postautor: ZbyniuRoksana » 27 sie 2017, 17:50

Magia jak również ezoteryka czy religie mają swój próg poznania. Doznajemy pewnych szczególnych wrażeń, odczuć a nawet łączności z wyższymi bytami czy z innymi przestrzeniami. Jednak jest pewien próg, poza który możliwości się zawężają, odczucia również, choć patrząc z zewnątrz na osoby, które praktykują to czy owo, można wpaść w zachwyt nad ich możliwościami, zdolnościami. Ale to jednak tylko możliwości.... Permanentne dobro nie potrzebuje niczego prócz łączności z Górą, która jeśli dopuści kogoś z nas do najwyższych afirmacji (zasłużymy sobie własną postawą) to wszelkie dotychczasowe przeżycia i możliwości bledną, stają się niczym szczególnym. Cóż, to już afirmowanie poza jakimkolwiek dogmatem, wyznaniem które są nawet wskazane dla osób utkwionych w systemie. To afirmacja szczerej i bezgranicznej wiary w siebie jako istoty boskiej w ludzkiej postaci i ku Źródłu będącemu najwyższym wyrazem wyłącznie pozytywnych emanacji. To otwarcie się na wewnętrzną wiedzę, która zacznie przez nas przepływać z czasem w sposób naturalny, bezwiedny. To bycie poza tym wszystkim, czym jesteśmy w systemie, tzn. poza oceną, formą, osądem, emocją itp. Bycie jedynie obserwatorem i przykładem, dokąd zmierzać i kim być dla siebie, bliźniego, matki ziemi i Źródła. Każda możliwość wyjścia z przysłowiowej ciemności, systemu i innych przygniatających nas sytuacji jest wskazana i pozytywna, bo nas budzi z letargu lub dziwnych uwikłanych historii do bardziej radosnych, czystszych przestrzeni.
Uzależnienie od czegoś? jest jedynie doświadczeniem. To tylko sytuacja do przejścia, do przerobienia i sam fakt, iż sam jesteś świadomy danej sytuacji to jakby początek drogi wyjścia z niej. Nie ma jedynej słusznej drogi, jedynej metody a i ja nie mogę wpływać na twoje bezpośrednie postępowanie czy decyzje, gdyż mi po prostu nie wolno. To tzw. etyka duchowa, w której nie można sugestią wpływać na daną osobę, co bezwiednie czynią chociażby wróżki czy wiedźmy.
Cóż, może na przykładzie mojego TV. Miałem tzw. kablówkę z 150 programami telewizyjnymi (typowy zjadacz czasu). Zrezygnowałem z usług kablowego operatora i zostałem na lodzie bez kanałów telewizyjnych. Owszem, zamocowałem antenę na zewnątrz, by mieć dostęp do naziemnych stacji telewizyjnych, ale od kilku miesięcy jakoś nie mogę zamontować kabla by połączyć z telewizorem i jakoś mi to nie przeszkadza. Postawiłem się w pewnym sensie w sytuacji patowej i w to mi graj. Gdy coś wyjątkowo ciekawego bywa w TV, zawsze pozostaje net. Dla Ciebie net to okno na świat i uzależnienie, które zawsze trudno w sobie stłumić, zakopać. Zawsze można podjąć radykalny krok lub stopniowo pozbywać się ciągotek do wirtualnego świata gry. To świat tak skonstruowany, by dostarczać co róż nowych bodźców, nowych wyzwań, by grający był ciągle pod presją sprostania owym nowym wyzwaniom. Znasz problem, znajdziesz z niego wyjście jak nie za pierwszym razem, to za którymś i tak się uda. To jak z nałogowymi palaczami. Rzucają, wracają do nałogu i tak dalej...ja jestem świadomy, w jaki sposób gry przyciągają graczy, dlatego nigdy nie dałem się wciągnąć, no chyba poza obudzeni.info :)

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1347
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 27 sie 2017, 17:58

Masz rację to się zdarza ale...
... z doświadczenia wiem, że można się "domedytować" takiego stanu świadomości, że "emocjonalna mega jakość istnienia/zwał jak zwał" promieniuje na zwykłe codzienne życie. Wtedy priorytety się zmieniają. Raj jest wtedy tu i teraz i nie ma potrzeby tęsknić do medytacji czy przejścia na drugą stronę. <serducho> <aniołek> <radocha_wielu> <zakochany>[/quote]

Racja! Połączenie naszego doczesnego życia z tym duchowym daje całość odczuć i nie ma wtedy znaczenie, czy medytujesz, czy uskuteczniasz coś innego, gdyż współgranie obydwóch rzeczywistości dopełnia nasze jestestwo w tym, co mamy w sobie. <okok> :) <brawo>

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1347
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 16 wrz 2017, 17:20

Ormus – reaktywacja. Jakiś czas temu opisywałem (viewtopic.php?f=157&t=1697&p=9582#p9582) moje bezpośrednie odczucia po zażyciu ormusu polskiej produkcji, zakupionego z oficjalnej sprzedaży przez zarejestrowanego wytwórcę. Wnioski były takie a nie inne z mojego doświadczenia. Zasadność używania tego typu specyfików pozostała niejednoznaczna. Wiem za to, że sięganie po tego typu produkty, gdy samemu się w sposób naturalny szybko wzrasta, może przynieść zgoła odmienny, odwrotny skutek. Jednak ten ormus, który sam „smakowałem” miał również podane dawkowanie dla roślin. Aby nie zmarnować to coś, co sporo kosztowało, postanowiłem wypróbować na roślinach i przekonać się o ewentualnych efektach. Efekty jednak okazały się zaskakujące i nad wyraz widoczne.
Przy przygotowaniu podłoża i zasianiu różnych warzyw, należało rozpuścić pewną małą ilość ormusu w odpowiedniej ilości wody i podlać. Następne podlewanie z ormusem powinno się dokonać po określonym czasie podczas wzrostu roślin. Ze względu na ograniczony czas (praca) dopiero na początku lata podjechałem do rodziców, którzy maja duży ogród z warzywami i poczyniłem zgodnie z opisem rozcieńczenie i jednorazowo podlałem warzywa i kwiaty. Mój tatko marudził, kręcił głową z niezadowolenia, mama z większym dystansem podeszła do moich czynności. Byłem przekonany, że pojedyncze jednorazowe podlanie z dawkowaniem na „oko” pozostanie jedynie zabawnym epizodem, a tak się nie stało.
Rośliny pobierają energię z ziemi i słońca do wzrostu i w zależności od pogodowych kaprysów natury, plony bywają różne. Po zastosowaniu ormusa chociażby jednorazowo, plony są większe i bardziej dorodne bez względu na pogodę (pomijaj ekstremalną suszę). Życiodajna energia ziemi, wody i słońca jest wystarczająca, by konkretne rośliny zasilić tak, by miały możliwość odpowiedniego wzrostu. Ormus jako skondensowana energia zawarta w jednoatomowych cząsteczkach, które bardzo szybko wibrują (poruszają się) jest jakby dodatkowym, naturalnym dopalaczem dającym jeszcze więcej energii roślinom do wzrostu. Skumulowanie energii natury z energia ormusa jest zaskakujące i bywa, że kłopotliwe. Na zdjęciach poniżej czerwone buraczki, które wielkością przypominają buraki cukrowe. Fajnie, bo większe i zdrowsze plony, ale rozmiar tych warzyw jest kłopotliwy np. przy wekowaniu a właściwie braku możliwości włożenia w całości kilku ogórków do słoika itp. Ten sam problem z gotowaniem w całości. Za to do sałatek, przetworzenia są wręcz idealne. Zdrowe i wyjątkowo soczyste. Za to kwiaty w ogrodzie przerosły same siebie, wprowadzając moja mamę w zachwyt. W planach było podlanie trawnika (ok. 800 m2). Biorąc jednak pod uwagę powierzchnię trawnika i jego kłopotliwe koszenie co dwa tygodnie, po zastosowaniu ormusa mielibyśmy zapewne spory problem . Naturalny kompost, ormus, ziemia i słońce dają ogromne możliwości wzrastania roślinom. Większe zbiory bez sztucznych nawozów i oprysków, które swoja soczystością i głębia smaku biją na głowę to, co możemy kupić w wszędobylskich marketach. A w nich jedynie żywność przemysłowo (szprycowana) produkowana. Moja córka bez mojej wiedzy też wypróbowała ormus na niektórych roślinkach doniczkowych. Tej opcji jednak nie polecam, gdyż co kilka miesięcy trzeba by było kupować coraz to większe doniczki, bo przyrost jest bardzo szybki. W przyszłym roku zgodnie z zalecanym dawkowaniem, zasilę nasiona warzyw w ziemi, by cieszyć oko bogactwem naturalnego warzywnika. Co najważniejsze, zwiększone plony nie odbijają się na kondycji gleby, jak to bywa w przypadku szkodliwych nawozów o wysokim stężeniu chemicznych odczynników.
Załączniki
Czerwone buraczki.jpg
Czerwone buraczki.jpg (686.33 KiB) Przejrzano 648 razy
Kwiatki ogrodowe.jpg
Kwiatki ogrodowe.jpg (892.99 KiB) Przejrzano 648 razy
Naszprycowana roślinka doniczkowa.jpg
Naszprycowana roślinka doniczkowa.jpg (520.49 KiB) Przejrzano 648 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1347
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Cz. I - Duchowość a ezoteryka

Postautor: ZbyniuRoksana » 21 wrz 2017, 21:15

Duchowość a świat ezoteryki...w ezoteryce jest fajnie, gdyż w miarę szybko, namacalnie można poczuć, doświadczyć pewnych możliwości. Przy niektórych filmikach na YouTube czy stronkach internetowych niektórych znanych osób parających się ezoteryką, można wybrać i zakupić kurs ”wahadełkowania” I stopnia, II stopnia itd. Dzięki tym kursom nabędziemy wprawy w posługiwaniu się wahadełkiem, dzięki któremu otrzymamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania o teraźniejszość i przyszłość w obrębie naszej przestrzeni... I działa! Dzieje się! Potrafię się w to bawić! Lecimy jak natchnieni na kolejne kurso-warsztaty sowicie je opłacając z własnej kieszeni. Doskonalimy technikę i umiejętności jednocześnie grzęźniemy w pośrednich klimatach głębiej i głębiej, nie mając świadomości, że w pewnym momencie osiągniemy efekt ściany, której już w tym poznanym klimacie - nie przeskoczymy. I co dalej?
W subtelnych, duchowych wysokich wibracjach możesz wziąć w dłoń cokolwiek; klucze podczepione do „smyczy”, kawałek śruby czy gwoździa na sznurku, czy chociażby ładowarkę do telefonu komórkowego (sam sprawdziłem – działa), by móc osiągnąć takie same rezultaty. Bez kupowania kursów, specjalnie dopasowanych rodzajów wahadełek do konkretnej osoby, a raczej konkretnego użytkownika. Powiem więcej, siłą własnej woli, subtelnej energii można wprowadzać takie przybory w dowolny ruch, zatrzymywać i zmieniać kierunek obracania się. Właściwie każdy dowolny ruch i kierunek, który można zauważyć u adepta bawiącego się takim gadżetem da się odwzorować. Pomijam temat radiestetów, którzy za pomocą przyrządów dokonują konkretnych czynności jak szukanie cieków wodnych itp. działań z pożytkiem dla innych. Zatem można na subtelnym etapie rozwoju bez wysiłku uzyskać takie same wskazania jak u ezoteryków. Można też uzyskać takie wyniki, jakie nam będą odpowiadały, ale o tym będzie wiedziała wyłącznie ta osoba, mająca w sobie wystarczająco wysoką energetykę, by osiągnąć odpowiedzi według własnego widzimisię. Tylko po co!
Zdaję sobie sprawę, że są osoby uskuteczniające tego rodzaju praktyki po odbytych kursach, które czytają ten tekst i mogą poczuć się niefajnie tym, jak traktuję takowe działania. Nie oceniam, tylko pokazuję na przykładach swoje spostrzeżenia wyniesione z realnych sytuacji, które miały miejsce. Mogę z łatwością udowodnić swoje wywody.
Osoba będąca umocowana w duchowości (chodzi o poziom wibracji energii, jaką emanuje) zadając codziennie to samo zapytanie przez kilka dni, otrzyma różne odpowiedzi zarówno pozytywne jak i negatywne poprzez używane wahadełko. Dlaczego? Bo energie podpinające się pod taki gadżet są przeciętnej a nawet niskiej wibracji. Piszę o wibracji, gdyż wszystko co nas otacza (energia, przedmioty, rzeczy) wibruje. Czym wyższa wibracja, tym subtelniejsza w niej energia. Energia o pięknej emanacji, wysoko wibrująca nigdy nie zniży się, nie będzie zainteresowania, nie będzie tracić czasu na współdziałanie z gadżetem wykonanym ludzką ręką, by właściciel owego gadżetu miał możliwość uzyskania cennych informacji. Owszem, uzyska jakieś tam odpowiedzi, ale adekwatne do tego poziomu, w którym sam przebywa, którym emanuje. To błędne koło. Sam z ciekawości pytając o dom lub jakieś inne dobra materialne czy emocjonalne zdarzenia, otrzymywałem odpowiedzi na tak. Gdy zapytania sięgnęły szczytnych celów jak ochronę własnej istoty u Źródła, szczegóły rozwoju duchowego, odpowiedzi stały się negatywne, bo to za wysokie progi dla energii wspomagających wahadełko.
Wiem, że mam mocną, twardą wręcz ochronę. Dlatego mogłem np. zaszaleć z Ormusem, po którym gwałtownie zjechałem mentalnie i fizycznie. Jednak, gdy Ormus dalej mnie wciągał w swoją przestrzeń, mogłem przy koncentracji własnego umysłu i energii pozbyć się tej niewspółgrającej ze mną energii, która próbowała mną zawładnąć. Cóż by się stało, gdybym nie miał tak szerokiej ochrony?
Umiejętność bujania z łatwością w innych przestrzeniach, chociażby w medytacji bez utrwalonej ochrony (pewności ochrony własnej strefy fizyczności, mentalnej, duchowej) może mieć nieprzyjemny posmak. Będąc w takim „odlotowym” stanie używając wahadełka i pytając o cokolwiek, możemy nieopacznie ściągnąć do tego przedmiotu nawet demoniczną energię. Znam osobiście osobę, która takowych nieprzyjemnych wrażeń doświadczyła. Poczuła wręcz bardzo ciężką, niską energię tak mocno, że od razu zapaliła się czerwona lampka z napisem – stop! To tylko konkretny przypadek osoby wyczuwającą każdą wibrację. Cóż mogą odczuwać osoby, gdy całą swoją nadzieję, ufność i energię pokładają w takie przedmioty, a nie mają tak naprawdę żadnego zabezpieczenia prócz chciejstwa wejścia w posiadanie pewnych umiejętności. To brak świadomości i wyobraźni. Również tych, którzy promują takie praktyki. Zabawa takimi przedmiotami, nie wspominając o tablicach w formie gry do wywoływania duchów, które na zachodzie można kupić w oficjalnym obiegu, mogą mieć tragiczne następstwa.
Idą nowe czasy, mimowolnie większość z nas wzrasta, a szeroko pojęta ezoteryka zaczyna tracić rację bytu. To krąg energii, w którym się zostaje, bo pozwala na szybkie namacalne efekty, wciągając nas coraz bardziej i przejmując nad nami kontrolę. Poza tym ten światek goni za poklaskiem i pieniędzmi, gdyż szeroko pojmowana ezoteryka jest źródłem dobrych dochodów, utrzymania, a popularność i efektywność w promocji gadżetów i pseudo-warsztatów daje konkretne materialne profity. Gdzie w tym wszystkim miejsce na miłość, dobro i dbanie o szczęśliwy rozwój bliźnich?
Karty tarota, ostatnio znów modne i używane przez jedną z osób z opisywanego środowiska do opiniowania teraźniejszości, przyszłości i spraw osobistych. Ten sam schemat działania jak przy wahadłach. Niektóre obrazki na tych kartach samą formą wizualną (treścią i emanującą z niej energią) odrzucają osoby odczuwające energię. Jaką mogą posiadać w sobie energię osoby, które z pasją używają takich kart? Zabawa tymi specyficznymi kartami bywa równie niebezpieczna, zwłaszcza u osób nieświadomych ewentualnych konsekwencji. Autentyczny przykład – młoda kobieta, studentka kupiła sobie tarota, bo koleżanka takie ma i się sprawdzają. Postanowiła za ich pomocą dowiedzieć się o swojej teraźniejszości i przyszłości. Pojawiające się odpowiedzi były trafne. Można pójść o krok dalej i wciągnąć w tę zabawę rodzinę, przyjaciół i znajomych. U nich również trafność odpowiedzi była zaskakująca. Można pójść jeszcze dalej...imprezy z alkoholem i innymi używkami, luz, dobra zabawa i karty tarota. Stawianie tarota po spożyciu wina było idealnym połączeniem do jeszcze trafniejszych i dokładniejszych odpowiedzi. Można pójść jeszcze dalej? Można. Stawianie tarota z obowiązkowo wcześniej wypitym przysłowiowym kieliszkiem wina, stało się standardowym działaniem opisywanej dziewczyny. Z biegiem czasu przyjaciele, znajomi zaczęli zauważać, iż owa młoda kobieta popadła w uzależnienie od tej praktyki, która zaczynała mieć negatywny wpływ na jej zachowanie i osobowość. Najpierw delikatną perswazją, później już stanowczo się domagali, by odpuściła sobie tą zabawę, która wymknęła się jej spod kontroli. Nie słuchała twierdząc – że nad wszystkim panuje. Finał tej zabawy? Długi, przymusowy pobyt w zakładzie psychiatrycznym. Potem wypis do domu z koniecznością brania bardzo silnych leków uspakajających i ciągły 24-godzinny dozór w domu. Można poszaleć? Zawsze można. Sęk w tym, że owe karty nigdy nie wspomniały o takiej przyszłości tej osobie, która w nie wierzyła, bo to właśnie poziom ezoteryki, choć w ekstremalnym wydaniu. Wcześniej czy później w tych klimatach dochodzimy do progu, poza którym nie ma już nic obiecującego co nosi znamiona piękna pod każdą postacią.
W rozwoju duchowym zaś, nie ma żadnych granic poznania. To niekończąca się wycieczka ku Górze. Wybór jak zawsze należy do was. Można liznąć, poczuć każdy temat, by się przekonać, jak smakuje. Ale delektować się bez obaw można jedynie w pełnej duchowości, w emanacji Góry z pożytkiem dla własnego jestestwa, a poprzez siebie na tych, którym taka droga odpowiada, stając się jednocześnie nietykalnymi dla wszelkich przejawów chciejstwa i przysłowiowego zła.
Załączniki
Ezoteryka.jpg
Ezoteryka.jpg (752.12 KiB) Przejrzano 604 razy
Ostatnio zmieniony 24 wrz 2017, 11:31 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
SunLight
Współtwórca
Posty: 24
Rejestracja: 22 lip 2016, 19:47

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: SunLight » 24 wrz 2017, 0:09

Ezoteryka bywa często wejściem w ogólnie pojęty świat ducha. Tak było w moim przypadku. Kiedyś kupiłem sobie runy, ale tylko po to, żeby na podwórku szpanować jakie to mam fajne runy i mieć większą imersję zabaw, w które graliśmy. Kula ognia, lub piorun kulisty nie jest tak fajny kiedy nie masz bajeranckiej runy z allegro :d. Zapomniałem o tej zabawce i wgłębiając się w wiedzę ezoteryczną natrafiłem na wahadełka. Bliska osoba z mojej rodziny się tym "bawiła" i również mi kupiła po tym jak wyraziłem zainteresowanie. Na początku używałem tego do wielu różnych rzeczy i chyba nawet działało, bo napełniałem je wielką wiarą w to, iż ten kawałek metalu działa. Później dokupiłem jakieś kolejne plansze i "potężniejsze" wahadło. Znudziło mi się, bo tylko raz udało mi się dzięki niemu wejść w trans i przesiąknięty całym tym natłokiem zaklęć uważałem, je (wahadła) za coś dla początkujących.

Później niby czytałem o jakiś systemach magicznych, ale ledwie parę razy wykonałem którąś z tych durnot bardziej z ciekawości. W końcu nawet tam się doczytałem: Rytuał sam w sobie nie ma żadnej mocy, a służy do wzmocnienia pewnego stanu w osobie, która go wykonuje, bo to ledwie spektakl dla naszej duszy, wykonującej cały ten teatrzyk... W końcu to ona ma moc, a nie kawałki materii z sklepu dla wróżów po 9,99 w przecenie :P. Prawdziwe "czary" zaczęły się kiedy napotkałem afirmacje. Dzięki nim mogłem wpłynąć na swoją podświadomość, zrelaksować swoje ciało, a nawet zwiększyć szansę na trafienie na rzadki przedmiot w grze online :P (o dziwo działało nigdy takie fajne rzeczy same z siebie nie wylatywały :d). Później wchodziłem w coraz bardziej głębsze transy/medytacje itd. Pojawiło się coraz więcej przeżyć, zmiany w postrzeganiu świata. Teraz chyba doszedłem do skraju tej dróżki, bo wiele rzeczy ustało i wszystko teraz dzieje się na bardziej subtelnych przestrzeniach. Ledwie je dopiero dostrzegam te małe iskierki, a one mogą rozpalić wielki płomień. Jeszcze nie uformowałem swojej świadomości do postrzegania rzeczywistości na tym poziomie. O wiele głębsze zrozumienie całości i często się w tym gubię/ rozpaczam z tego powodu, ale niestety (właśnie stety :D) cały czas coś wewnętrznie każe mi iść na przód. Nawet jeżeli te kroczki są bardzo małe.

Przyszedł czas kiedy muszę zacząć rozwijać się na większej ilości pół niż tylko postrzeganie. Trzeba zadbać o swój fizyczny byt, formę ciała, prezentowanie się w społeczeństwie. Często mnie te myśli pochłaniają bez reszty i zapominam z czego ty wynika. Nie posiadania 10 domów, a do tego żebym miał grupkę przyjaciół/ znajomych, z którymi mogę spędzić czas, swoje 4 ściany i talerz z ciepłym jedzeniem. Może to być duży dom, czy grupka przyjaciół, ale to jest tylko punkt/ krok, a nie cel sam w sobie. Załatwiając takie proste rzeczy możemy spokojniej się rozwijać, bo nas już nie kłopoczą. Może i można żyć w lesie nie mając nic, a posiadając jednocześnie wszystko tylko ile tak otwartych istot żyje :d W życiu istoty będącej trochę bardziej przyziemną musi istnieć zdrowy balans (to moja opinia :d). Tak, żeby nie zaniedbać żadnego aspektu życia duchowego i fizycznego. Wiele osób myśli, że kupi oczyszczanie za XXX zł i będzie okej... Nie będzie... Jeżeli samemu się nie posprząta w swojej strefie emocjonalnej samie siebie skazujemy na cierpienie, a jak jesteśmy bardziej otwarci na świat duchowy to więcej tałatajstwa przyjdzie w nasze progi.Nie mówiąc, ze te osoby często nie przyjmują pomocy z zewnątrz.

Droga do "sukcesu" bywa różna. Niektórzy popatrzą na świat i się od razu "oświecą" i zrozumieją o co chodzi na tej planecie, a inni będą szukać całe życie, aż w końcu zrozumieją, że szukali wszędzie tylko nie w sobie. Tak jak ja ostatnio szukałem szeroko pojętego światła/ Boga tylko nie w sobie... "Pomóżcie mi się rozświetlić/ wypełnić miłościom" prosiłem, zapominając, że te wartości zawsze były i są gdzieś we mnie czasem pod warstwą kurzu, ale nadal istnieją :D Nie ma nic wspanialszego jak jasny umysł i pewne serce pełne lekkości i ciepła.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1347
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 01 paź 2017, 10:45

SunLight swoją historią świetnie się wpisał w mój artykuł. Rozwój nie jedno ma imię i bywa, że drogą do niego może być również na krótkim etapie ezoteryka. Sam już jest o wiele dalej i zaczyna odkrywać bardziej subtelne klimaty. Zachęcam do zostawiania swoich spostrzeżeń na temat rozwoju duchowego, gdyż ja tylko ogólnie opisuję co nie co, a konkretne doświadczenia zawsze dopełniają daną treść. Dzięki SunLight <okok>

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1347
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Cz. II - Duchowość a używki

Postautor: ZbyniuRoksana » 01 paź 2017, 10:50

Duchowość a świat używek...wszelkiego typu używki zdecydowanie zaniżają naszą energetykę . Uzależniają i trzymają nas z dala od subtelnego piękna. Jednak ułatwiają czasem kontakt i umożliwiają w nas poprzez niewspółgrające ze Źródłem „siły” doświadczanie pewnych bodźców, przestrzeni. Mieszanka używek i niskiej energii czającej się dookoła nas i próbujące się często podczepić w formie bytów czy demonicznych istot, również do pewnego momentu mogą nas wspomagać, choć o tym możemy nie mieć bladego pojęcia. Niestety, taka pomoc kończy się nieciekawymi konsekwencjami wyłącznie dla osoby, która w takie połączenia wchodzi i nie ma tu znaczenia, czy świadomie czy nie. Rezultat zawsze jest taki sam – opłakany. Dla osoby ciągłe idąca ścieżką wzrastania, każda używka, nawet w małej ilości jest zatrzymaniem, postojem, pauzą w rozwoju. Czy nas na to stać?
Jako dzieci, lubiliśmy układać domki z dużej ilości kart. Wiemy, ile trzeba było wykazać cierpliwości i dokładności, by taki domek solidnie wyglądał. Jeden nieopaczny ruch, nieuwaga i cała misterna choć krucha budowla rozsypywała się do samej podstawy. Spożywając trunki z zawartością alkoholu, zwłaszcza jednorazowo i w dużej ilości dokonujemy na własne życzenie takiego samego rozpadu spójności naszej fizyczności i energetyki. Rozsypujemy się, a proces odbudowania nie trwa kilka godzin czy dni. Może trwać dłużej, znacznie dłużej.
Wierzący w Boga poprzez religię idzie do komunii jako oczyszczony. Wychodzi z świątyni zadowolony z siebie. Po drodze w ciągu tygodnia pracy może picie w robocie, na imprezie do oporu, wulgaryzmy itd...i cóż z tego. Wystarczy spowiedź, udawana skrucha i problem rozwiązany. Znów czysty, rozgrzeszony może udawać przykładnego wierzącego. W duchowości takie postępowanie nie ma racji bytu. Wiedzą o tym zwłaszcza te osoby, które są uzależnione nie tylko od używek. Duchowość to brak uzależnienia od czegokolwiek a zarazem cieszenie się każdym przejawem miłych doświadczeń zarówno w sferze fizycznej jak i mentalno-duchowej. To ciągły nieprzerwany wzrost w każdym aspekcie życia (nie mylić z umiejętnościami, możliwościami, o których przede wszystkim marzymy). Taki wzrost nawet u osoby o bardzo pięknej, ciepłej energetyce może ulec znacznemu spowolnieniu, nawet zatrzymaniu przez używki, ale też przez zbytnie chcenie, pragnienie czegoś wyjątkowego. W ezoteryce to standard, że rozwijamy przede wszystkim różne zdolności. Pomagają nam w tym praktyki, magia, rytuały i bywa, że alkohol pod różną postacią. Całość przez krótki czas może nawet współgrać dla naszej radości do momentu, gdy zaczynamy tracić nad całością kontrolę. Zawsze ją utracimy, gdyż w używkach jak i w niektórych ezoterycznych praktykach prym wiodą niskie jak nie bardzo niskie energie dające nam na początku przysłowiowy „papierek lakmusowy” na zachętę, by z czasem odebrać nam o wiele więcej. Bywa, że odbywa się to niepostrzeżenie, gdy dana osoba zaczyna władać coraz większa paletą zdolności nie będąc świadomą, iż realizowane pragnienia są pod kontrolą tych sił, które jej to umożliwiają. Niektóre osoby znane z YouTube są przeświadczone o swoich ponad naturalnych zdolnościach i panowaniu nad nimi. Czy aby tak jest na pewno? Niekiedy zapłata musi być natychmiastowa za bawienie się czymś wyjątkowym w obrębie niskich wibracji, o czym pisałem w poprzednim poście. Ale to i tak były wersje mimo wszystko optymistyczne. W duchowości próbowanie czegokolwiek niespójnego z wzrastającą w nas energią (np. mój Ormus) od razu wychodzi na jaw – bokiem. Oddziaływanie niewspółgrających wibracji zawsze wywołuje natychmiastowy alarm w nas samych. W niższych rejestrach nic takiego się nie dzieje i w tym jest podstępny haczyk, w który wpada bezwiednie spora ilość osób. Dlatego tak nieprzychylnie me nastawienie do tych, którzy zachęcają do praktyk będących w pewnym sensie pułapką dla nich samych. Wszelkiego typu używki wspomagają ten proces wpadania w przestrzeń, w której zawsze znajdziemy ograniczenia i odczuwanie połowicznych emocji.
Zapewne was mocno zdziwię, wspominając tu o mięsie będącym w pewnym sensie również używką. Cały przemysł i otoczka tego biznesu przy cichej aprobacie środowisk medycznych i nie tylko, zachęca do jego spożywania a powodujące automatyczne spadanie w niskie wibracje nie mającą nic wspólnego z subtelnymi energiami. W końcu spożywamy trupy bezbronnych braci mniejszych w postaci zwierząt, zwłaszcza tych masowo hodowanych w ekstremalnych warunkach dla nich samych, by mogły zaspakajać potrzeby przemysłu spożywczego, który nam oferuje mięsne smakołyki. Z pozycji powiedzmy istot na wyższym etapie rozwoju duchowego, tak naprawdę jesteśmy barbarzyńcami. Gwałcimy w ten sposób podstawowe prawa Matki Natury i własne zdrowie.
Jeszcze z lepszych czasów jednej z osób udzielających się w necie usłyszałem znamienne zdanie – jeśli chcesz dostać się do tzw. wymiaru 5D, należy zrezygnować ze spożywania mięsa, które hamuje twój rozwój. Ma to sens i przybijam tu przysłowiową piątkę. To niezaprzeczalny fakt. Mięso jest bez smaku, ale system poprzez przemysł żywnościowy z tej trupiej masy wytwarza frykasy, w których ludzka społeczność się smakuje. Dlatego to prawdziwie zaprogramowana subtelna aczkolwiek pospolita używka, trzymająca większość społeczeństwa z dala od bardziej wzniosłych uczuć. Wszystko co degraduje nasze ciała, wpływa na nie negatywnie jest potencjalną używką. Używką, która jest podstawowym czynnikiem rozsypywania naszej naturalnej spójności ciała i ducha, byśmy mogli być łatwą bezwładną masą, którą można w łatwy sposób kontrolować. Papierosy, alkohol, pornografia, mięsożerstwo i wszelkiego typu zachowania jak wulgarność, chamskość itp. trzymają nas z dala od zdrowia fizycznego jak i psychicznego. Brak spójności wewnątrz nas nie sprzyja naszemu zdrowiu i rozwojowi. Raczej rozstrojowi naszego ciała i braku spokoju i wyciszenia, by móc sensownie i twórczo myśleć i działać.
Spójność naszego jestestwa jest nośnikiem zdrowia, dobrego samopoczucia, humoru, które to nakręcają nas do wszechstronnego rozwoju bo mamy ku temu energię z możnością jej przekształcania w coraz bardziej subtelne rejony poznawania i odczuwania.
Do tej pory nie wspominałem o narkotykach, bo to śmierć z opóźnionym zapłonem. Narkotyki i dopalacze niszczą nasz mózg przez odcinanie dopływu życiodajnego tlenu do komórek mózgowych, które obumierają gdy w tym czasie osoba po zażyciu takowego specyfiku odczuwa narkotyczny trans. Przedawkowanie powodujące śmierć jest następstwem szybko powiększających się martwych obszarów mózgu, który z czasem nie ma już czym odczuwać cokolwiek. To również zaprogramowana destrukcja. Czy tu można wspominać o jakiejkolwiek pozytywnej energii? Nawet wtedy, gdy uzależniona osoba wyjdzie ze szponów narkotycznego nałogu, nie będzie już miała możliwości odczuwania pełnego wachlarzu emocji z powodu obumarłych dużych obszarów mózgu w wyniku zażywania narkotyków, dopalaczy. Owe martwe obszary mózgu na zawsze pozostaną martwe, gdyż komórki mózgowe nie regenerują się. Ale przecież mamy wolna wolę i możemy z niej korzystać jak nam się podoba.
Kiedy osiągniemy całkowitą niezależność od systemu i jego pułapek? Wtedy, gdy uświadomimy sobie, że pomaganie sobie, własnemu zdrowiu, bliźnim i emanowanie wyłącznie pozytywnymi afirmacjami powoduje, iż stajemy się nie czuli na zachęty-pułapki współczesnego systemu, dogmatu i pośrednich emocji zawartych w wyżej opisanych czynnikach.
Załączniki
używki.jpg
używki.jpg (393.51 KiB) Przejrzano 500 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1347
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Cz. III - Duchowość a wiara

Postautor: ZbyniuRoksana » 04 paź 2017, 19:08

Duchowość a świat wiary...nie za bardzo da się połączyć wewnętrznej duchowości w nas ze światem religii. Wiem, że te stwierdzenie dla wielu osób, może być co najmniej kontrowersyjne a nawet szokujące, ale religie ze swoimi dogmatami w znaczących sposób hamują nasz wewnętrzny rozwój. Wierzący nie powinien myśleć! Wierzący ma bezgranicznie ufać religii i ich przedstawicielom. Nakazom i zakazom z niej wynikających, by móc przez nie ewentualnie dostąpić chwały bożej. Ma postępować według ściśle wyznaczonych reguł, mieć ciągłe poczucie winy, małości swojego istnienia wobec religii karmiącej jedynie słuszną prawdą i jedyną słuszną drogą postępowania. A podobno mamy wolny wybór, by móc bez ograniczeń rozwijać się lub iść w destrukcję. I tu instytucja kościelna jest przydatna dla destrukcyjnych istot, które nie mają w sobie dość siły i woli, wyobraźni i samostanowienia, by podołać życiu w wzrastaniu ku dobru i miłości. Jednostki idące ścieżką destrukcji poprzez niszczenie siebie i najbliższego otoczenia (alkohol, narkotyki, niskie instynkty, brak szacunku do bliźnich) instytucja zwana kościołem jak najbardziej wskazana, choć sama w sobie ma swoje ograniczenia, bo działa na systemowych rozwiązaniach. Jednak nie ma całkowicie złych jak i idealnych rozwiązań w naszej fizycznej przestrzeni. Zatem, każdy człowiek ma wybór, ową wolną wolę. Gdy nie lubimy z niej korzystać, gdy chcemy z wygody być prowadzeni za rękę, świat wiary w religię i ich świątynie z kapłanami, jest jakimś pośrednim rozwiązaniem. Bywa, iż jedynym sensownym. Zawsze to lepsze od pójścia samopas w nicość. Nakazy i zakazy w takich przypadkach są zbawienne dla tych, by czuć coś więcej, niż pochwałę drugiego człowieka – kapłana.
Samoświadomość jest zagrożeniem dla instytucji kościelnych. Człowiek, który zaczyna się zastanawiać nad swoim życiem, jego sensem jest potencjalnym zagrożeniem, trutką wśród niesfornej masy wiernych, będącymi często niezbyt przykładnymi wyznawcami praw danej religii. To jednak nie ma znaczenia. Znaczenie ma wyłącznie możliwość sprawowania kontroli nad życiem wiernych. Rzadko się wspomina, jak trzeba żyć, by dostąpić światłości. Częściej a właściwie przy każdej sposobności wiernym uzmysławia się, jacy są słabi, niestabilni i niegodni najwyższego majestatu. Większość znanych modlitw w swoich wersach zawiera sformułowania; jam nie godzien, jam winny, jam grzeszny itd. Bezwiedne wypowiadanie takich sformułowań od dzieciństwa utrwala w podświadomości obraz naszej marności nad marnościami wobec duchownych, instytucji kościelnych, religii i ich dogmatów. Stwórca jest jedynie straszakiem, by wiernych trzymać od niego z dala, gdyż tylko dana (słuszna) wiara, kościół czy dogmat może nam gdzieś w dalekiej, nieokreślonej przyszłości utorować drogę do Stwórcy. Brzmi sensownie i nawet posiada znamiona logiki. Tylko, że sami w sobie posiadamy cząstkę Stwórcy, dzięki której jesteśmy nie tylko fizyczną masą złożoną z różnorakich narządów, ale mamy w sobie ową iskierkę Źródła, która od naszych narodzin tli się i cierpliwie czeka, by rozbłysnąć pełnią barw dla naszej radości i radości bliźnich, by dawać im przykład. Aby inni mogli korzystać z naszej szczęśliwości, bo ona jest również dla bliźnich, by sami mogli wzrastać i odkrywać w sobie swoją prywatna boskość i doskonałość w swojej niedoskonałości. Wiarą w siebie, w bliźnich, dzięki której sami stajemy się podobni do emanacji Źródła (Boga). Stwórca podobno wszystko widzi i słyszy. Tak też zapisano w księgach wielu religii. Jeżeli tak jest w istocie, to właściwie On sam jest naszym sumieniem a jednocześnie nagrodą. Nie potrzebni nam pośrednicy w łączności z Górą, gdyż sami pośrednicy są tylko ludźmi złożonymi z zalet i wad, jak my sami i nic więcej. Nie szata zdobi człowieka a to, co w sobie skrywa. Osobiście niczego się nie obawiam, gdyż udało mi się wyjść z tego mentalnego kręgu ciągłej zależności od innych. Mam wolną wolę i korzystam z niej w sposób konstruktywny, pozytywny. Częściej wychodzi mi to na dobre, z rzadka gorzej, ale to tylko doświadczanie, które ma nas wzbogacać, byśmy mogli wzrastać ku najwyższym afirmacjom.
Doświadczenia kształtują sens naszej bytności tu na ziemi. Nie nakazy i zakazy czy ślepa wiara. Naszą wiarą jest zaufanie sobie, własnej istocie, duszy, która również chce pewne cele tu w ziemskiej rzeczywistości osiągnąć, a przede wszystkim Źródłu! Mając ufność w siłę, która jest wyrozumiałością, cierpliwością, ochroną w nas, bo na stałe jesteśmy połączeni z Górą...to czego się bać?! Chyba wyłącznie braku własnej wiary w siebie, w własną indywidualną doskonałość bez względu na to, co inni o nas twierdzą i osobiste, stałe, nierozerwalne połączenie z Źródłem.
Religia nakazuje nam wierzyć, iż kiedyś zasłużymy na przychylność Boga. Karmi nas niepewną przyszłością, a życie toczy się teraz! W tej chwili! Co teraz tworzymy i o czym myśli my – tworzy naszą przestrzeń i przyszłość. Instytucje karzące nam wierzyć w świetlaną lecz niepewną przyszłość (ze względu na nasze niegodne postępowanie), tak naprawdę utrzymują nas w ciągłej niepewności, w stanie zawieszenia. Bujamy w obłokach, bo mamy czas, bo na łożu śmierci dostąpimy za pośrednictwem kościoła, do którego przynależymy w ramach tradycji (bo tak wypada) zjednoczenia z Bogiem. To są mrzonki. Systemowe mrzonki, by utrzymać nas w ciągłej niepewności, by podcinać naszą osobistą wiarę, którą mamy w sobie poprzez owe bezpośrednie choć często zawieszone połączenie z Stwórcą.
Samoświadomość jest zagrożeniem dla religii, która traci kontrolę nad tak przebudzoną jednostką ludzką. Nie da się kierować, nie da się omamić, gdy zaczynamy samodzielnie myśleć, postrzegać i odczuwać to, co jest w naszej naturze naturalne. Czuć boską cząstkę w sobie, która nam gwarantuje bezpośrednie połączenie, porozumienie i czucie emanacji Boga, Stwórcy, Źródła (jak kto woli). Nazwa nie ma znaczenia, liczy się sama świadomość....życie toczy się tu i teraz – nie w przeszłości i w przyszłości. Każda myśl, gest, dokonany czyn tu i teraz jest energią, która tworzy nas nieskończenie wiele razy na nowo - tu i teraz.
W duchowości nie bujamy w obłokach, nie szukamy frykasów, zdolności i pochwały. W duchowości kreujemy siebie w każdej sekundzie na nowo, na lepsze, na coraz mocniejsze połączenie ze Źródłem i jego mocą w nas, która rośnie, jeśli sami jesteśmy tego faktu świadomi. Nikt za nas nie kupi nam biletu do raju. Sami tworzymy ten raj już teraz, tu! by w radości dotknąć, poczuć coś jeszcze piękniejszego i wspanialszego dzięki temu, co teraz tworzymy.
Załączniki
Wierzenia.jpg
Wierzenia.jpg (55.37 KiB) Przejrzano 452 razy
Ostatnio zmieniony 11 paź 2017, 8:30 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1347
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Cz. IV - Duchowość a odczuwanie

Postautor: ZbyniuRoksana » 10 paź 2017, 10:49

Duchowość a odczuwanie...piszę ten post w pracy, gdyż mogę sobie na to pozwolić. Jedynym dyskomfortem tej czynności jest zasmarkany i przytkany nos w klimatach około-grypowych. W trosce o mój stan zdrowia, zaproponowano mi herbatę z mocnym wkładem (też na to mogę sobie nieoficjalnie pozwolić) i wyraziłem zgodę, choć nie spożywam od dłuższego czasu alkoholi pod żadną postacią. Ale to stare przyzwyczajenie, zatem po dwóch łykach wzmocnionej herbaty wewnątrz mnie nastał „bulgot” energetyczny, nie współgrający ze mną. Wylałem herbatę. Nad wyraz mocno poczułem energię spirytusu jakże odmienną od tej, w której dobrze się czuję. To też rozwój duchowy. To zwielokrotnione odczuwanie siebie, bliźnich otoczenia i ich energii. W rozwoju po drodze przestaje nam smakować mięso pod wszelaką postacią. Odpadają po kolei niskie „instynkty”, które w naszym wnętrzu gdzieś tam zawsze drzemią, ale do czasu. Używki wszelkiego typu, ale też przyjaciele, znajomi, krewni, którym dobrze jest w tym, czym są, bez zadawania zbędnych pytań, tym bardziej jakichkolwiek działań. Takie są konsekwencje świadomego wzrastania. Czy na pewno pozytywne?
Z początku wydawać by się mogło, że głupotą jest pozbywanie się niektórych przyjemności i przyzwyczajeń, tak wrosłych w nas przez systemowe wartości. Wartościowe dla systemu czy dogmatu, w którym jesteśmy zwyczajnym pionkiem, uwiązanym w sieć zależności, upodobań i przyzwyczajeń, z którymi nam tak dobrze i bezpiecznie. Z jednej strony fajnie móc odczuwać to, co nam znane od zawsze. Z drugiej strony, zaczyna nam czegoś brakować, jakby szerszego kontekstu istnienia. Niby zaczynamy powoli inaczej postrzegać, myśleć i czynić, ale dalej wracamy do znanych nam klimatów z przeszłości. To jakby stan zawieszenia, zapętlenia się w własnej, prywatnej przestrzeni i w myślach. Jednak coś zaczyna być i dziać się inaczej, ale to coś bywa za mało namacalne, by prawdziwie poczuć i najlepiej dotknąć i odczuć dogłębnie. Jeśli bezpośrednio nie odczuwamy, nie czujemy, nie powinno mieć racji bytu. To trudny etap nijakości. Zaczynamy bujać w obłokach, jak fajnie by było robić i doświadczać to co np. jest udziałem Arona. Mieć wreszcie zdolności, fruwania w przestrzeni i tym podobne chciejstwa.
Cierpliwość – to klucz do poszerzonego rozwoju. Ogromna cierpliwości i wewnętrzny spokój. Nie raz wspominałem, iż jesteśmy indywidualnymi i niepowtarzalnymi istotami o wyjątkowych cechach własnej duszy, umysłu i ciała. Jeżeli tak, to po co usilnie fiksować i pragnąć za wszelką cenę tego, co innym jest po prostu przypisane. Chciejstwo, niecierpliwość jest niską wibracją, tak samo jak rozdmuchane „ego” i czysty, wyrafinowany egoizm. Powtórzę – cierpliwość i ufność ku Źródłu! Sami powinniśmy dać sobie przyzwolenie na ciągły rozwój w każdym kierunku, gdy to czujemy całym sobą. Warto wykazać się ciągłą, niezmienną, pozytywną intencją (ciągłą chęcią wzrastania), która jako trwała myślowa sugestia staje się tą energią, wprawianą w ruch i działanie. Działanie zaś to też wzrastanie. Łatwiej mają osoby, które za dotychczasowego życia na ziemi mieli naturalną możliwość opuszczania ciała, śnienia, stanów medytacyjnych...bo mieli okazję już coś niezwykłego odczuwać. Przeto mają pojęcie, jakieś skrawki doświadczeń i odczuć z stamtąd wyniosłych. Ale owe uaktywnione zdolności (każdy z nas je w sobie posiada) również mogą być hamulcem w poszerzaniu swojego rozwoju. Cóż, wygląda na to, że nie istnieje jedna, słuszna droga. Każdy z nas musi ją sam odnaleźć, poczuć, doświadczyć i nieustannie rozwijać.
W duchowości z biegiem czasu fajnie jest to, że nasz poziom odczuwania nieustannie wzrasta i zaczyna zaskakiwać zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Niskie energie (wibracje) najmocniej odczuwamy, ale pewność ochrony i łączności z Źródłem powoduje, że z czasem uczymy się przyjmować takie niskie odczucia z coraz większym spokojem. To, co jest mi dane czasem w teraźniejszości doświadczać, kiedyś mogłoby się skończyć przysłowiowym stanem przedzawałowym. Taki jest poziom odczuć przy wzrastającej w nas energii. Duchowość to ciągłe wyzwanie w tworzeniu siebie na nowo, poprzez odblokowywane w sobie możliwości, które akurat dla nas są najbardziej przydatne a raczej przypisane. Ciągłe, mozolne poszerzanie własnej percepcji, a przez to przestrzeni, którą możemy odczuwać. Bywa, że w niej możemy odlecieć, zachłysnąć się, popaść w stan euforii (Glorian coś o tym wie) tylko po to, by móc to wszystko ogarnąć, odczuć i iść dalej, bo to wyłącznie kolejne doświadczenie, kolejny etap bez ograniczeń w poznawaniu. Nie ma ograniczeń, ale są blokady, byśmy nieprzygotowani, za szybko nie popłynęli za daleko, gdyż moglibyśmy sobie samym i innym narobić kłopotów. Zaszkodzić. By nasz umysł i ciało z nadmiaru wrażeń nie oszalały.
Miałem przez ułamek chwili możność odczucia najczystszych wibracji – są nie do zniesienia. To jak włożyć dłoń w płomień ogniska na mrozie i poczuć przyjemne ciepło, które po chwili skończyłoby się nieodwracalnymi poparzeniami. Moje wrażenie było podobne, ale zwielokrotnione w odczuciu. Dano mi do zrozumienia, jak daleko jestem od tak chcianej i oczekiwanej przestrzeni, o której marzyłem! Przestałem marzyć. Teraz staram się iść indywidualnym rytmem rozwoju coraz wyżej i wyżej, by mieć sposobność dotykania przestrzeni nie mających kresu poznania. Rozwój z pozycji duchowości jest bezkresny, bez ograniczeń. Jakichkolwiek ograniczeń pod warunkiem, że z pozycji dobra i miłości. Z pozycji wyłącznie pozytywnych intencji, gdyż tylko takie gwarantują wspinanie się po drabinie ku Górze z pełnym pakietem bezpieczeństwa ze strony Źródła. Inaczej się nie da. Nikt samopas do Góry nie pofrunie, choć w dól jak najbardziej – można też bez ograniczeń.
Nasze intencje są nie do ukrycia, to też ubieramy się w jedynie pozytywne emocje i nimi emanujemy albo dajmy sobie spokój. To nie zabawa, w której możemy np. przechytrzyć system, wprowadzić go w błąd, nagiąć go. Da się, bo sam tak czynię, gdyż nie jestem dla owego systemu otwartą księgą, z której można przeczytać moje myśli. Jednak dla Źródła jesteśmy przezroczyści. Nic nie możemy ukryć, zakamuflować. Albo szczera otwartość naszych myśli i intencji, albo poprzestaniemy jedynie na jakiś tam umiejętnościach, by móc połechtać swoje ego i wywierać wrażenie na otoczeniu. Każdy z nas sam sobie powinien odpowiedzieć, ku komu lub czemu chce podążać. Mnie się ostatnio udaje, choć droga wyboista, przez to w coraz większym zrozumieniu poznaję odpowiedzi na wyżej postawione zapytania, jednocześnie mając w sobie coraz większy wewnętrzny spokój, którego każdemu z was życzę.

Po drodze uaktywnia się odczuwanie energii innych osób, zwłaszcza w środkach komunikacji (samolot, pociąg, autobus). Osoba o niskich wibracjach choć zewnętrznie wyglądającą milo i kulturalnie... możemy przy niej odczuć dyskomfort podczas podróży. Wystarczy skupiona, szczera intencja o słup, promień światła z Góry pełny pozytywnych wibracji (spokoju, wyciszenia, radości, miłości, dobroci, pokoju) by móc poczuć wewnętrzny spokój i nietykalność na niesympatyczną obok nas energię nie współgrające z Źródłem. Rozświetlamy naszą intencją, afirmacją przestrzeń w koło nas z pożytkiem również dla innych.
Czucie przestrzeni (pomieszczenia w budynkach, wolnej przestrzeni na świeżym powietrzu), w której w przeszłości zdarzyły się tragiczne wydarzenia (krzywdy nie tylko za czasów wojny) lub infekcji danej przestrzeni przez energie demoniczne. Nie uciekamy, zachowując spokój i tradycyjnie w wewnętrznym skupieniu myśli afirmujemy do Źródła o ów piękny, czysty promień światła. Gdy czujemy się na silach, możemy intencją za pośrednictwem wszystkich cudownych, wysoko wibracyjnych istot (aniołowie, Źródło) oczyścić teren z emanującej tragedii zła wobec bliźnich poza daną przestrzeń do Matki Ziemi w celu jej utylizacji. Świat subtelnych, pełnych światła istot duchowych zawsze nam pomoże, ale to my musimy wykazać intencję, by owe wysoko wibracyjne energie mogły nas wspomóc. Zawsze potrzebna jest przyczyna czyli intencja, by powstał skutek w postaci oczyszczenia przestrzeni przy aktywnej pomocy sił wyższych.
Oglądamy różne osoby udzielające się w necie i zarzucające nas cennymi info, byśmy byli pod wrażeniem lub uskuteczniali te działania, które informujący tak bardzo chcieliby nas zarazić, byśmy je „tylko” wypróbowali. W dobrej wierze przystajemy na pewne działania z ich strony ale do czasu. Uaktywnienie w sobie czucia energii natychmiast nas informuje, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Mówiący do nas emanuje konkretną energią i nie trzeba danej osoby wy-wachadełkować, by mieć pojęcie, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. W duchowości natychmiast wyłapuje się różnicę między tym, co nam się przedstawia, sprzedaje a tym, co tkwi w wnętrzu danej osoby. Zaskoczę was, większość rozmija się tym co przedstawia a tym, jak myślą i jak chcą być postrzegani. Wielu chce błyszczeć i nie jest to jeszcze oznaką niskich wibracji ale też nie wysokich. Powiedzmy – neutralnych. To już nie kwestia doszukiwania się konkretnych treści w zalewie informacyjnego szumu z ich strony. To kwestia odczuwania danej osoby energetycznie, podskórnie. Odczucie albo nas przybliża do danej osoby, przez to do jej treści, albo nie tracimy czasu na doszukiwanie się esencji w szumie medialnym niewspółgrającym z osobą, która daną treścią próbuje nas zainteresować, zauroczyć.
Odczuwanie budzi się w naszym wnętrzu. Po prostu czujemy.
Załączniki
Czucie.jpg
Czucie.jpg (57.14 KiB) Przejrzano 403 razy


Wróć do „Cel”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość