Uruchamiane potencjały...

Awatar użytkownika
edyta
Złoty Użytkownik
Posty: 1033
Rejestracja: 24 lis 2016, 22:00

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: edyta » 07 lip 2017, 10:28

Dokładnie tak jest .mnie po prostu ciemność czy nieświadomość przestała irytować i jakoś zawsze staram się pamiętać że gdzieś tam w każdym świeci słoneczko i nawet jeśli na tym świadomym poziomie nie jest zawsze tak jakbym chciała to wiem ze przebywanie z kimś ma też ten drugi poziom którego nie widać i który po prostu robi swoje.
Dziękuję Ci Tato i wiem to na pewno przez cały czas czuwasz nade mną.Boże dziękuję za cud życia, w którym biorę udział .


Ufaj Bogu..
-proś o cud...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1346
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 17 lip 2017, 18:47

Czy można „przegiąć” z rozwojem duchowym?
W życiu doczesnym czeka na nas wiele pokus. Jeśli którąś z nich zapragniemy, poczujemy...potrafimy w „nią” brnąć bez opamiętania. Czy w odczuwaniu nowych emocji z pogranicza duchowości również możemy przesadzić, pójść na całość kosztem własnego prywatnego życia (przestrzeni) i najbliższego otoczenia? Możemy, ale nie za wiele pozytywnego z tego wyniknie w dłuższym okresie życia. Grozi nam katastrofa w tym ziemskim wymiarze. Prawdziwa katastrofa! Dlatego tak ważne jest umiejętność rozdzielania świata fizycznego od tego bardziej subtelnego.
Rozwój duchowy zawsze wpływa na zmianę naszego istnienia tu i teraz w tej ziemskiej egzystencji. Ale nie powinien „tą” przestrzenią zawładnąć, gdyż rozwijamy owy kosmos w nas kosztem teraźniejszości życia, w którym ciągle czegoś nowego doświadczamy, przerabiamy. Odcinamy się od esencji emocjonalnych doświadczeń tu w realu, preferując coraz bardziej emocje z nie zawsze do końca określonej przestrzeni bardziej subtelnych energii, nie zawsze dla nas do końca zrozumiałych. Po prostu możemy siebie samych wylać razem z wodą z kąpieli, po której bywamy zrelaksowani.
Mam świadomość, jakich wspaniałych emocji można doświadczyć poza naszą doczesnością, lecz my tu mamy się realizować! Wzbogacać siebie i bliźnich dzięki poszerzającym się w nas horyzontem myślowym we współdziałaniu z naszą pogłębiającą się duchowością. Żadne popadanie w skrajności nie przysłuży się nam pozytywnie. Cóż, gdy w pewnym nieuchwytnym momencie odczucia z „stamtąd” nie da się już porównać z niczym obecnym w naszym prozaicznym życiu – to najprostszej „je” sobie odpuścić, wdepnąć bez ograniczeń w tamten wszechświat nieograniczonych doznań, emocji i dojść do wniosku, że nie chcę tu dalej być, przebywać w tym niezwykle prymitywnej fizyczności i jej ograniczonej emocjonalności.
Fajnie. Problem w tym, że tu i teraz mamy pewne „klimaty” do przetrawienia, doświadczenia i ich i tak nie unikniemy. Nie schowamy się przed nimi. Więc jedynie twarde postanowienie, że tu już się nie pojawimy w następnym życiu, nie dokończa może się ziścić.
Dosięgając emocji, które w ziemskiej śmiertelnej rzeczywistości nie dane nam przeżywać czy też doświadczać, lub odczuwać w bardzo ograniczonym zakresie (formie), popadamy jakby w trans, narkotyczny wręcz trans. Kręci nas coraz bardziej, coraz mocniej, aż dochodzimy do niebezpiecznej granicy, poza którą nasze ciało fizyczne staje się dla nas ciężarem, przeszkodą. Życie, w którym mieliśmy się odnaleźć staje się jeszcze większą przeszkodą i czekamy wyłącznie na to, by stąd zniknąć i nigdy tu nie powrócić. Przy takim stanie myśli, czasem przeistaczających się w czyny, psujemy sobie międzyludzkie relacje w przeświadczeniu, że bliźni już nie zasługują na naszą uwagę, gdyż sami przebywamy w rejonach, w których ludziom się nie śni.
To też kim właściwie się stajemy myśląc w ten sposób? Napiszę wprost – duchowym zombi, ukierunkowanym jedynie na wszechświat wspaniałych doznań poza tym własnym, w którym obecnie przebywamy. Z jednej strony nieustannie brniemy w kosmos, z drugiej strony ziemski żywot zaczynamy marnować z zatrważającą szybkością – bo to kiepski świat, pełen niegodziwości, podłości i marnych emocji. Ale ten świat umożliwia nam odpracowanie emocji, które dusza w nas pragnie poczuć i doświadczyć oraz daje nam sposobność wchodzenia w światy nieograniczonych doznać. Utrzymanie równowagi tych jakże odmiennych przestrzeni dopiero daje nam kompletny pakiet odczuć i doznań. Osiągamy pełną paletę doświadczeń, która o dziwo jest trudniejsza do realizacji niż samo bujanie w obłokach subtelnych zaświatów. Przekładanie zainteresowania wyłącznie na owe subtelne wymiary to tak naprawdę niekończące się chciejstwo, czysty egoizm kosztem towarzyszącego nam przychylnego otoczenia. To jakby zafiksowanie w nowej palecie odczuć, które nas kręcą jak małe dziecko, mające możność pobawienia się nową zabawką.
Duchowość to wspaniały świat odczuć i doznań, ale również świat poszerzonej percepcji, którą możemy z powodzeniem dla nas samych i nie tylko, wykorzystać - byśmy nie tylko sami zyskali (choć to priorytet) ale za naszym przykładem, inni również mogli poczuć namacalnie coś więcej niż codzienną doczesność, którą na swój sposób równie jest intrygująca i interesująca choć często tego nie zauważamy. Nie zauważamy, że nie znamy jutra, przyszłości, którą kreujemy dniem dzisiejszym wpływając na taką a nie inną przyszłość. Zafiksowanie, skoncentrowanie się tylko na jednym elemencie bytu nigdy nie da pożądanej przyszłości.
Wpadnięcie w duchowość na zasadzie – interesuje mnie wyłącznie plan duchowy – powoduje powolne niszczenie tego, co już osiągnęliśmy w tym wcieleniu podczas naszej teraźniejszej ziemskiej egzystencji. Zaprzepaszczamy trud, jaki w tą teraźniejszość włożyliśmy (często nieświadomie), i utratę nawet tych pozytywnych emocji, których dostarczaliśmy bliźnim i sobie samym. To nie duchowość. To niekontrolowany odjazd w jednym wybujałym kierunku, bez chęci objęcia życia jako całości.
Załączniki
Odjazd.jpg
Odjazd.jpg (43.57 KiB) Przejrzano 1077 razy

Awatar użytkownika
Bbard
Sympatyk Forum
Posty: 28
Rejestracja: 29 wrz 2016, 20:39
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: Bbard » 21 lip 2017, 16:07

Bardzo mądry tekst. Zgadzam się z Tobą. Można medytować całą dobę, tam się rozpływając, ale należy pamiętać, iż w ten sposób prędzej czy później umrze się z pragnienia czy z głodu.

Super tekst i przemyślenia.
Jesteś piękną miłością, więc by ją poczuć, zobaczyć, wystarczy zatrzymać się i spojrzeć na siebie.
Życzę Ci szczęścia. <zakochany>

Zapraszam na bloga:https://duchoswiaty.blogspot.com/
Mój kanał YT:https://www.youtube.com/channel/UCXQvKWRnrlJqDM05SQQLE-w

Awatar użytkownika
edyta
Złoty Użytkownik
Posty: 1033
Rejestracja: 24 lis 2016, 22:00

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: edyta » 24 lip 2017, 12:11

Brawo :) świetny tekst zwięźle prosto i jakże trafnie. Można całe dnie napełniać się światłem miłością itp można czuć ze jest się tymi wartościami coraz bardziej i głębiej podczas gdy coraz bardziej irytują nas nawet ci najbliżsi na których do tej pory patrzył o się normalnie.a cierpliwość znika wraz ze wzrostem chęci naprawiania każdej napotkane osoby lub dostosowywania ich do nas samych lub co gorsza -izolacji. Gdzie w tedy jest cierpliwość uśmiech pogoda itp? Nie wiem ale wtedy więcej znajduje je w psychiatryku niż w świecie realnym
Dziękuję Ci Tato i wiem to na pewno przez cały czas czuwasz nade mną.Boże dziękuję za cud życia, w którym biorę udział .


Ufaj Bogu..
-proś o cud...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1346
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 01 sie 2017, 9:07

Praktyki medytacyjne...mają nam ułatwić i przyspieszyć możliwość wchodzenia w inne przestrzenie, by doświadczać nieznanych emocji i zdarzeń. By po przez owe doznania rozwijać się, doskonalić siebie i swój warsztat. Tak bywa w teorii, która powinna się przerodzić w naturalną praktykę (a tak naprawdę – naturalną zdolność zapadania w medytacje bez względu na miejsce i czas).
Ostatnio przebywając w miłym towarzystwie na zewnątrz kafejki, przez przypadek miałem sposobność poznać osobę, która przechodząc obok ogródka kafejki, została poproszona do naszego stolika i przestawiona mi jako przyjacielska dusza osoby, z którą spędzałem miło wolny czas w kawiarnianym ogródku. Przywitałem się i usiedliśmy. Owa osoba została poproszona o to, co chce zamówić. Piwo – odpowiedziała, choć w tym lokalu trunków wyskokowych nie podawano. Zatem otrzymała sok robiony na miejscu i słodkości w postaci ciacha z truskawkami. Niby nic dziwnego, jednak osoba z 15-letnim stażem w uskutecznianiu praktyki medytacji tybetańskiej, lubiąca trunki z procentami trochę mnie zdziwiła.
Z krótkiej rozmowy dowiedziałem się, iż owa metoda medytacji tybetańskiej tak naprawdę jest odmianą, uskutecznianą w Japonii. Z grubsza polega na medytacji z otwartymi oczami. Ot, taka specyfika wymyślona przez kogoś i powielana przez innych. To dość hardcorowa odmiana medytacji, gdyż miewają w pewnych odstępach czasu mitingi medytacyjne (z mistrzami z różnych stron świata biegłych w tej metodzie czy praktyce) trwające bez przerwy przez kilka dni z przerwą wyłącznie na posiłek i krótki relaks. Nie zgłębiałem tematu, gdyż nie o to chodzi, a raczej o spostrzeżenia wynikłe z krótkiej, kilkunastominutowej konwersacji w wspólnym gronie. Hmm, było ciekawie i zaskakująco zarówno dla osoby, której towarzyszyłem, jak i mnie. Mniej zaskakujące dla osoby z takowym stażem...
Dla osób żyjących w zwyczajnej rzeczywistości spotkanie kogoś tak niespotykanej miłej naturze, zapewne jawiła by się jako wyciszona, spokojna, pełna niewymuszonego ciepła i miłego usposobienia. Zewnętrznie owszem, uroczy widok. Zewnętrznie...ale zwykle istotną rolę grają niezauważalne szczegóły, które wyłapują osoby czujące coś więcej niż wizualną powierzchowność. Otóż, miałem przyjemność przywitać się z opisywaną osobą dwa razy. Za pierwszym razem bezwiednie. Za drugim jakby bardziej serdecznie, ale ta serdeczność wynikała z faktu, że poprzez dotyk owa osoba chciała mnie sprawdzić energetycznie i wywnioskować, z kim ma do czynienia. Przyznaje, że mnie ten „zabieg” w głębi duszy rozbawił, choć nie dałem zewnętrznie tego poznać po sobie. Ok, rozpoczeliśmy konwersację o „tej” praktykowanej technice medytacji, szkole a raczej domu medytacji, gdzie na stałe przebywa, medytuje, je i śpi oraz ogólną rozmowę.
Muszę przyznać, iż czasami miewam ochotę niedbale podkręcić rozmowę, by się przekonać, czy zewnętrzny obraz wyciszenia i ciepła danej osoby jest jej stałym elementem osobowości czy tylko zewnętrznym blichtrem. Po tylu latach właściwie powinno się być z natury ciepłą i pozytywnie emocjonalną istotą nie reagującą na trudne zapytania, która na zamówienie może wchodzić w stany z pogranicza i wtedy, gdy tego faktycznie potrzebuje. W rozmowie dowiedziałem się, że medytacje uskuteczniają w stałych godzinach jak również w konkretnych z góry ustalonych formach. Zauważyłem skromnie, że tak naprawdę żyją w schemacie, który zabija swobodną kreatywność jak i indywidualność. Moje spokojne stwierdzenie napotkało na opór, na nieprzychylny komentarz w stylu – to nie prawda! To była emocjonalna odpowiedź, jakby nie pasująca do zewnętrznego wyciszenia i błogiego spokoju. Zmienił się natychmiast temat, a ja spokojnie siedząc i przytakując, skupiłem się bezwiednie na odczuciu (energii), które mnie dosięgało ze strony tak biegłej w medytacji osobowości. Jakże było moje zaskoczenie, gdy odczucie nie było zbyt pozytywne. Wyczułem energetyczny dyskomfort, który w ogóle nie powinien mieć miejsca a jednak. Poczułem smutek, jakby osobistą porażkę tej osoby z obranej drogi. To się wyczuwało, i to mocno. Jakby rozdroże, jakby zatrzymanie w miejscu, kręcenia się w kółko w tej medytacyjnej metodzie, z której jakby już nic więcej nie daje się wyciągnąć, poznać, doświadczyć. Pomyślałem sobie, że to podobne „utknięcie”, jak co niektórych osób w ezoteryce. Szczerze, zrobiło mi się smutno, gdyż świadomość znalezienia się na rozdrożu, zwłaszcza po tylu latach nie bywa mile w odczuciu.
Po kilkunastu minutach i pożegnaniu z tak zewnętrznie ciepłą osobą, mieliśmy naprawdę mieszane odczucia. Nie negatywne, a raczej pełne troski i szczerego współczucia. Oczywiście, to tylko subiektywne odczucia, gdyż dana osoba po prostu w tym konkretnym czasie mogła przechodzić niewspółgrające z nią samą emocje. Lecz nasz smutek wynikał z faktu, że problem ma głębszą podstawę, wręcz fundamentalną. Czasem bywa tak, że w radosnym nastroju obieramy jakiś konkretny kierunek działań ku rozwojowi i całą swoją uwagę skupiamy wyłącznie na tym jednym kierunku, nie zauważając po drodze innych możliwości, chociażby takich, które by nas dopełniały w tym, co uskuteczniamy. Nasze zaparcie i pewność tej a nie innej możliwości rozwoju tak naprawdę mocno nas ogranicza. Może doprowadzić do tzw. ściany, poza którą już nic więcej nie będzie nam dane osiągnąć. Będziemy jedynie wtórnie krążyć w kółko.
Każda istota ludzka jest indywidualną, niepowtarzalna jednostką, i inaczej odbiera bodźce i na nie reaguje. Skupianie się wyłącznie na czymś konkretnym, zamiast w szerszym kontekście próbować się odnaleźć i poznawać nieznane, daje nam możność jakby szerszego spektrum możliwości rozwoju, więcej dróg by w końcu odnaleźć tą, która dla naszej indywidualnej osobowości staje się najbardziej ciekawą inspirującą i efektywną. Dlatego też ciągle do znudzenia powtarzam, że poznawanie to nie chciejstwo, nachalne pożądanie takich czy innych możliwości, a wyłącznie wyciszenie umysłu od zbędnego natłoku myśli. Góra wie, w czym nam byłoby najlepiej się delektować. Brak chcenia w połączeniu z wyciszeniem umysłu (braku ciągłego natłoku myśli) po prostu uaktywnia nas w sposób naturalny percepcję na energie, które w szarej rzeczywistości nie odczuwamy i bywa, że nie mamy o nich bladego pojęcia. Człowiek w współczesnym świecie jednak jest wyjątkowo niecierpliwy. Nauczony, że szybko, tu i teraz chce mieć to co pragnie. Takie nastawienie działa w świecie fizycznego materializmu. W duchowości nie działa w ogóle. Pozostaje nam wybór. Albo uzbroimy się w cierpliwość i ufność ku Źródłu, które czując nasze często niezdarne wysiłki, wcześniej czy później nam wynagrodzi nasz trud, gdy sami będziemy przeświadczeni, iż chcemy iść drogą szczerości i miłości do wszystkich bez względu na podstawy, z jakimi mamy do czynienia u bliźnich, gdyż takie nastawienie jest podstawą duchowego rozwoju. Albo łapiemy się każdej możliwości poznania, która będzie nam przynosić pewną dozę satysfakcji, lecz będzie to tylko połowiczny sukces bez możności poczucia własnej nieograniczoności.
Załączniki
medytacja 5.jpg
medytacja 5.jpg (75.82 KiB) Przejrzano 616 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1346
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 23 sie 2017, 21:30

Upiększona rzeczywistość a rzeczywistość realna, namacalna...iluzja życia jest naszym chlebem powszednim, gdyż cały czas zmyślny system utrzymuje nas w przekonaniu, że to co nas otacza i co jest dla nas najlepsze, tak naprawdę sprzyja samemu systemowi zwanym ustrojem politycznym, dogmatem religijnym, wiarą w religię i w wszechobecny materializm jako najważniejszy afrodyzjak dla sensu naszego istnienia, dla sensu naszego życia.
Osoby przebudzające się, wychodzące z zrębów otaczających nas systemowych kleszczy, osoby uwolnione zwane uduchowionymi, czasem oświeconymi przestają żyć w ogólnie przyjętej iluzji, gdyż swoim postępowaniem, swoją przestrzenią życiową, energią, dobrocią i naturalną miłością przestają pasować do tak ładnie ułożonej iluzji i tym bardziej bywają zauważane jako nietypowe, niepasujące zjawisko nie mieszczące się w typowym społecznym standardzie. Ale są i takie istoty, które wywołują wokół swojej osoby upiększoną wizję siebie samych, by osoby postronne utwierdzały się w przekonaniu, iż ta sztucznie upiększoną rzeczywistość uważać za tą godną zainteresowania, za porządną, za oczekiwaną i prawdziwą. Kilka dni temu miałem możność osobiście doświadczyć (dane mi to było) w sposób bezpośredni, różnicę między zmanipulowanym wizerunkiem a tym upiększonym w sztuczny sposób obrazem rzeczywistości a jego prawdziwą realna perspektywą, nie mającą nic wspólnego z tą sprzedawaną, pijarowską.
Cóż, przekaz internetowy często nie odzwierciedla odczuć przy bezpośrednim kontakcie, jeśli osoba usilnie upiększająca swój wizerunek jest nieświadoma, że w realnej rzeczywistości może być zweryfikowana na żywo.
Wracając pociągiem z aktywnego urlopowego wypoczynku (z rowerami) miałem wyjątkową okazję zobaczyć i poczuć klimat pewnej wizualnie atrakcyjnej młodej kobiety (takowe określenia w komentarzach pod filmikami) o czarnych włosach i równie ciemnym stroju (czarna skóra). Siedząc w przedziale przy drzwiach na korytarz i czytając interesującą książkę, nie skupiałem się na zewnętrznej przestrzeni wokół mnie. Pociąg zatrzymał się na jakiejś stacji i do przedziału, w którym czytałem weszła wyżej opisana młoda kobieta. Właściwie wśliznęła się niepostrzeżenie, przysiadając na skraju środkowego siedzenia po przeciwnej stronie. Zastanawiający był fakt, że wchodząc nie odezwała się (nie przywitała proforma), tylko od razu usiadła bokiem w kierunku okna nie zwracając zupełnie uwagi na współpasażerów w liczbie 3 osób. Zachowanie dość osobliwe, bo z reguły lubimy się zorientować, kto będzie nam współtowarzyszyć w podróży i jakby z automatu lustrujemy przedział. Zaskakujące było to, że przechodząc obok mnie, pochłoniętego treścią czytanej książki, katem oka zauważyłem tylko ciemną smugę (jak bardzo ciemna chmura na niebie) przesuwającą się przy mnie. Nie widziałem ani osoby ani fragmentu garderoby. Nic fizycznego, namacalnego! Jedynie ciemną gęsta smugę bez określonego koloru. Zdziwiłem się bardzo i podnosząc wzrok znad książki, dopiero w tej chwili zauważyłem tą fizyczna istotę w ładnym kobiecym opakowaniu, która wizualnie istniała a zarazem jej tak naprawdę nie odczuwałem, jakby był to jedynie mechaniczny robot w ludzkiej powłoce. Jednocześnie była, ale starała się być niezauważalna, niedostępna i nie zaczepiana choćby wzrokiem, nie wspominając o rozmowie. Wystarczyło jednak tylko jedno spojrzenie by się zorientować, z kim tak naprawdę mam do czynienia zarówno od strony emanowanej energii jak i wizualnej. Wstałem niedbale, wychodząc z przedziału na korytarz z komórką, by wysłać sms-a do mojej córki, która siedziała prawie wizawi opisywanej osoby, zadając jej pytanie – czy poznaje ową osobę udzielającą się na YouTube? Podając jednocześnie dwuczłonowego nicka używanego przez tą osobę. Odpowiedź przyszła błyskawicznie – tatko sobie żarty stroi? Odpisałem, by w komórce poszukała jakikolwiek filmik z jej udziałem i skonfrontowała wizualnie z osobą w naszym przedziale. Odpowiedź – to ona! Nawet identyczny makijaż! Bingo! Trafienie w przysłowiową dziesiątkę. Namacalna możliwość porównania osoby z filmików z realnym bytem okazała się diametralnie różna, wręcz zupełnie odmienna. Od dawna wiedziałem, iż treści mające pomagać oglądającym z przyjemnością tą Panią, chłonąc wiedzę w pełni ufając tym przekazom medialnym, nie są świadomi, że usłyszane treści nie wynikają z wnętrza przekazującej osoby, nie są od serca a służą do konkretnych celów nie zawsze tych najpozytywniejszych.
Osoby uduchowione, pogodzone z własnym jestestwem i współgrające z otaczającą ich przestrzenią i Źródłem, emanujące naturalnym ciepłem „uprzejmością” i zwyczajną, niewymuszoną kulturą wobec bliźnich, wyczuwamy na odległość. Odczuwają takową empatię nawet ci, co utknęli bardzo mocno w systemie, schemacie doczesnego życia. Dysonans między tą osobowością w przedziale wagonu a tą z filmików jeszcze bardziej się pogłębia poprzez konfrontację odczuć, energii i zwyczajnej obserwacji na żywo. A opisuję jedynie swoje odczucia, obserwację pozbawioną oceny. Nie jestem od cenzurowania kogokolwiek. Opisując z grubsza sytuację wynikłą z własnego konkretnego doświadczenia, pokazuję tylko, co w życiu nas spotyka i jak często wyobrażenia bywają dalekie od tych, realnych, chcianych a nie zawsze tak uroczych.
Umiejętność perfekcyjnego lawirowania słowem, mową ciała i w jakimś stopniu energią, która na jakimś tam pośrednim etapie rozwoju można odpowiednio ukierunkowywać, utrzymując w ten sposób sztuczne zainteresowanie, ciągłe zainteresowanie słuchaczy jest wyłącznie czystym, egoistycznym interesem takowej osoby. Dając coś złudnego bliźnim, tak naprawdę jedynie korzysta na owej manipulacji, na energii osób, zwłaszcza tych, którzy otrzymują od tej osobowości darmowe gadżety lub za niewielką opłatą.
Czy istota obudzona pełna miłości, dobra i wiary potrzebuje jakichkolwiek gadżetów do własnego, indywidualnego rozwoju?
Byłem kiedyś na spotkaniu a właściwie prelekcji, która prowadziła niewiasta, nie szukająca rozgłosu, poklasku i zachwytu, tylko przekazywała konkretne informacje z pogranicza świata żywych i zmarłych dla dobra bliźnich. Otrzymała taka łączność, dar po przejściu tzw. śmierci klinicznej. Dużo widziała, czuła i przede wszystkim pomagała od serca ludziom, bezpośrednio, pośrednio i przekazywała informacje, w jakich sytuacjach można się znaleźć na styku z światem duchowym, ale tym negatywnym. Nie opowiadała o zaklęciach, o ściąganiu bogactwa do siebie, partnera, partnerki za pomocą pewnych możliwości ezoterycznych, tylko o zagrożeniach wynikających z niewiedzy, z łatwowierności i ślepej wiary w słowa pewnych osób mających się za kogoś wyjątkowego. Uczyła rozgraniczania pewnych sfer od prywatnego życia i nie dopuszczania do niego osób o nie do końca znanych czy wyczuwanych intencjach. Nie wspominam o możliwości otrzymywania podarunków materialnych od zmaterializowanych duchów czy demonów, co wiąże się jednoznacznie z poważnymi kłopotami. To trudne tematy wiejące czasem grozą tak samo jak opisywana osoba, która w swojej grupie uskutecznia wymianę chociażby energii i jest to skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie, którego osobiście należy unikać.
Osoba emanująca ciepłym naturalnym wnętrzem nie dba, nie stara się o rozgłos, o podziwianie, o krąg zachwyconych i zaślepionych słuchaczy. Osoba ufająca sobie i sile wyższej nie czuje zagrożenia, nie wpada w irytację, nie obgaduje, nie prześwietla innych, gdyż jest istotą pogodzoną z swoją fizycznością, duchowością, własnym wnętrzem i własną duszą.
Szczerze – nie trzeba być wyjątkowo „rozgarniętym” by zauważyć, zwłaszcza po długim słuchaniu czy oglądaniu tej lub innej osoby, co sobą reprezentuje. Język ciała, mowy i „ego” dostatecznie zdradzają, z kim tak naprawdę mamy do czynienia, choć czasami bywa kamuflowany z niezłym skutkiem. Jednakże emocje zawsze są zauważane i wyczuwane nawet pobieżnie. Można z poszczególnych filmików konkretnej osoby zauważyć zarówno wzrost lub zjazd emocjonalny, irytacje, rozbawienie itp. odczucia. Człowiek jest tak dalece skomplikowaną istotą, że podlega na dłuższej przestrzeni czasu nieuniknionym zmianom. Do kogo lub czego można porównać osobę, która wypowiada się bez emocji, w sposób sztuczny artykułuje poszczególne słowa i zdania. Pokazuje swoją niezmienność w mowie ciała i słowa? Nasuwa się na myśl sztuczna inteligencja, choć zdaję sobie sprawę, że to tylko skrót myślowy. Ale brak zmienności nastroju, chwili słabości itp. cech zauważanych chociażby w nas samych nie jest zastanawiające? Hmmm...gdy mamy do czynienia z istotą w dobrze skrojonej, atrakcyjnej na swój sposób zewnętrznej powłoce ludzkiej, to zawsze będzie przyciągać naszą powierzchowną uwagę. Czy warto jednak skupiać swoją energię na niewspółgrającej energii płynącej z filmików, pod którymi istnieje wiele komentarzy zapatrzonych w ten wyuczony, dopieszczony wizerunek? Ale to tylko moja subiektywna obserwacja.
Załączniki
Istota w ludzkim ciele.jpg
Istota w ludzkim ciele.jpg (71.36 KiB) Przejrzano 527 razy

Awatar użytkownika
Beyond
Aktywny Forumowicz
Posty: 86
Rejestracja: 31 mar 2016, 16:47

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: Beyond » 25 sie 2017, 19:23

ZbyniuRoksana pisze:Czy można „przegiąć” z rozwojem duchowym?
W życiu doczesnym czeka na nas wiele pokus. Jeśli którąś z nich zapragniemy, poczujemy...potrafimy w „nią” brnąć bez opamiętania. Czy w odczuwaniu nowych emocji z pogranicza duchowości również możemy przesadzić, pójść na całość kosztem własnego prywatnego życia (przestrzeni) i najbliższego otoczenia? Możemy, ale nie za wiele pozytywnego z tego wyniknie w dłuższym okresie życia. Grozi nam katastrofa w tym ziemskim wymiarze. Prawdziwa katastrofa! Dlatego tak ważne jest umiejętność rozdzielania świata fizycznego od tego bardziej subtelnego.
Rozwój duchowy zawsze wpływa na zmianę naszego istnienia tu i teraz w tej ziemskiej egzystencji. Ale nie powinien „tą” przestrzenią zawładnąć, gdyż rozwijamy owy kosmos w nas kosztem teraźniejszości życia, w którym ciągle czegoś nowego doświadczamy, przerabiamy. Odcinamy się od esencji emocjonalnych doświadczeń tu w realu, preferując coraz bardziej emocje z nie zawsze do końca określonej przestrzeni bardziej subtelnych energii, nie zawsze dla nas do końca zrozumiałych. Po prostu możemy siebie samych wylać razem z wodą z kąpieli, po której bywamy zrelaksowani.
Mam świadomość, jakich wspaniałych emocji można doświadczyć poza naszą doczesnością, lecz my tu mamy się realizować! Wzbogacać siebie i bliźnich dzięki poszerzającym się w nas horyzontem myślowym we współdziałaniu z naszą pogłębiającą się duchowością. Żadne popadanie w skrajności nie przysłuży się nam pozytywnie. Cóż, gdy w pewnym nieuchwytnym momencie odczucia z „stamtąd” nie da się już porównać z niczym obecnym w naszym prozaicznym życiu – to najprostszej „je” sobie odpuścić, wdepnąć bez ograniczeń w tamten wszechświat nieograniczonych doznań, emocji i dojść do wniosku, że nie chcę tu dalej być, przebywać w tym niezwykle prymitywnej fizyczności i jej ograniczonej emocjonalności.
Fajnie. Problem w tym, że tu i teraz mamy pewne „klimaty” do przetrawienia, doświadczenia i ich i tak nie unikniemy. Nie schowamy się przed nimi. Więc jedynie twarde postanowienie, że tu już się nie pojawimy w następnym życiu, nie dokończa może się ziścić.
Dosięgając emocji, które w ziemskiej śmiertelnej rzeczywistości nie dane nam przeżywać czy też doświadczać, lub odczuwać w bardzo ograniczonym zakresie (formie), popadamy jakby w trans, narkotyczny wręcz trans. Kręci nas coraz bardziej, coraz mocniej, aż dochodzimy do niebezpiecznej granicy, poza którą nasze ciało fizyczne staje się dla nas ciężarem, przeszkodą. Życie, w którym mieliśmy się odnaleźć staje się jeszcze większą przeszkodą i czekamy wyłącznie na to, by stąd zniknąć i nigdy tu nie powrócić. Przy takim stanie myśli, czasem przeistaczających się w czyny, psujemy sobie międzyludzkie relacje w przeświadczeniu, że bliźni już nie zasługują na naszą uwagę, gdyż sami przebywamy w rejonach, w których ludziom się nie śni.
To też kim właściwie się stajemy myśląc w ten sposób? Napiszę wprost – duchowym zombi, ukierunkowanym jedynie na wszechświat wspaniałych doznań poza tym własnym, w którym obecnie przebywamy. Z jednej strony nieustannie brniemy w kosmos, z drugiej strony ziemski żywot zaczynamy marnować z zatrważającą szybkością – bo to kiepski świat, pełen niegodziwości, podłości i marnych emocji. Ale ten świat umożliwia nam odpracowanie emocji, które dusza w nas pragnie poczuć i doświadczyć oraz daje nam sposobność wchodzenia w światy nieograniczonych doznać. Utrzymanie równowagi tych jakże odmiennych przestrzeni dopiero daje nam kompletny pakiet odczuć i doznań. Osiągamy pełną paletę doświadczeń, która o dziwo jest trudniejsza do realizacji niż samo bujanie w obłokach subtelnych zaświatów. Przekładanie zainteresowania wyłącznie na owe subtelne wymiary to tak naprawdę niekończące się chciejstwo, czysty egoizm kosztem towarzyszącego nam przychylnego otoczenia. To jakby zafiksowanie w nowej palecie odczuć, które nas kręcą jak małe dziecko, mające możność pobawienia się nową zabawką.
Duchowość to wspaniały świat odczuć i doznań, ale również świat poszerzonej percepcji, którą możemy z powodzeniem dla nas samych i nie tylko, wykorzystać - byśmy nie tylko sami zyskali (choć to priorytet) ale za naszym przykładem, inni również mogli poczuć namacalnie coś więcej niż codzienną doczesność, którą na swój sposób równie jest intrygująca i interesująca choć często tego nie zauważamy. Nie zauważamy, że nie znamy jutra, przyszłości, którą kreujemy dniem dzisiejszym wpływając na taką a nie inną przyszłość. Zafiksowanie, skoncentrowanie się tylko na jednym elemencie bytu nigdy nie da pożądanej przyszłości.
Wpadnięcie w duchowość na zasadzie – interesuje mnie wyłącznie plan duchowy – powoduje powolne niszczenie tego, co już osiągnęliśmy w tym wcieleniu podczas naszej teraźniejszej ziemskiej egzystencji. Zaprzepaszczamy trud, jaki w tą teraźniejszość włożyliśmy (często nieświadomie), i utratę nawet tych pozytywnych emocji, których dostarczaliśmy bliźnim i sobie samym. To nie duchowość. To niekontrolowany odjazd w jednym wybujałym kierunku, bez chęci objęcia życia jako całości.

U mnie rozwój duchowy doprowadził do dwóch głębszych doświadczeń, po których chciałem opuścić ten świat. Moja podświadomość podpowiada mi że zarówno demony jak i anioły powstrzymują mnie przed rozwojem duchowym bym pozostał na planie fizycznym jak najdłużej. Czy jestem aż tak ważny by mnie pilnowano?

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1346
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 26 sie 2017, 8:54

Na tym polega pułapka...gdy coś czujemy, bywa, że stwierdzamy, że plan fizyczny jest zbyt prymitywny, by w nim być i marnować czas na zwyczajne ziemskie życie. Sęk w tym, iż owe zwyczajne ziemskie życie jest naszym uziemieniem, przeciwwagą dla rozwoju duchowego. Znam przypadek, gdzie rozwój innych percepcji był tak niesamowity i szybki, że można było dostać zawrotu głowy.. W takim przypadku następuje klasyczne zakręcenie polegające na coraz większej obojętności do sfery fizycznej, w której tu i teraz istniejemy. Pojawia się zobojętnienie na wszystko co ziemskie, począwszy od odczuć po osoby, z którymi nas łączą więzi rodzinne, przyjacielskie czy miłosne (intymne). To niebezpieczny zakręt, gdyż wkrada się w taką osobę zobojętnienie na realną rzeczywistość, bo ta oczekiwana i odczuwana gdzieś tam w innych płaszczyznach jest o wiele atrakcyjniejsza. To jak zachłyśnięcie się czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Tutaj też takie odczucia miewały niektóre osoby. Cóż, ziemskie odczucia bywają równie ciekawe, ale by je w pełni ogarnąć i prawdziwie odczuć, trzeba się rozwijać właśnie duchowo. Rozwój duchowy dopełnia naszą realność życia - nigdy odwrotnie!
PS: a Góra pilnuje Ciebie, byś nie zszedł na manowce, nie zagubił z nadmiaru wrażeń :]

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1346
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Wiedźma...

Postautor: ZbyniuRoksana » 26 sie 2017, 15:34

Wiedźma....któż to jest? Zanim obejrzysz jakikolwiek filmik sygnowany przez wiedźmę, a tym bardziej uwierzyć w to co mówi, to proponuję poniższy filmik o osobie, która w tym ugrzęzła. Szczera duchowość nie potrzebuje gadżetów i magii, bo opiera się na wierze w Źródło. Jeżeli ktoś z czegoś nieciekawego się wydostaje i w tym udział ma jakaś religia czy wyznanie, to chyba chodzi o sam fakt przebudzenia, zmienienia własnego życia na dobre, pełne miłości. Duchowość zaś, to emanowanie wyłącznie dobrocią i miłością, do której nie da się doczepić jakiejkolwiek religii czy dogmatu, gdyż jest zbędnym balastem przy bezpośrednim połączeniu z Górą.
Załączniki
wiedźma.jpg
wiedźma.jpg (441.21 KiB) Przejrzano 475 razy
Ostatnio zmieniony 02 paź 2017, 17:26 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 5 razy.

Awatar użytkownika
Beyond
Aktywny Forumowicz
Posty: 86
Rejestracja: 31 mar 2016, 16:47

Re: Wiedźma...

Postautor: Beyond » 26 sie 2017, 18:54

ZbyniuRoksana pisze:Wiedźma....któż to jest? Zanim obejrzysz jakikolwiek filmik sygnowany przez wiedźmę, a tym bardziej uwierzyć w to co mówi, to proponuję poniższy filmik o osobie, która w tym ugrzęzła. WARTO!
https://www.youtube.com/watch?v=ByEYRvOBKb4

Czy na pewno wszystko co oferuje "magia" jest złe? Co prawda nie praktykuję żadnej magii, ograniczam się jedynie do czytania na przeróżne tematy, ale ciężko byłoby mi porzucić to wszystko, w tym buddyzm i zwrócić się nie tyle do Jezusa, co do kościoła katolickiego. Kościół nie akceptuje innych ścieżek rozwoju, wbrew pozorom nie dąży ku ekumenizmowi, ku tolerancji wobec innych religii. Liczy się kasa i klapki na oczach. Takie jest przynajmniej moje zdanie.
ZbyniuRoksana, jak uwolnić się od uzależnienia? Jestem uzależniony od gry komputerowej i poświęcam jej swój wolny czas. Wolałbym go spędzić inaczej, ale gdy nie gram to mimo wszystko myślę o grze i czuję tak jakby "ciąg", tak jakby chęć zagrania. Co robić?


Wróć do „Cel”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron