Uruchamiane potencjały...

Awatar użytkownika
Glorian
Administrator
Posty: 1643
Rejestracja: 07 mar 2016, 11:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: Glorian » 04 maja 2017, 21:39

Rozwinięcie tej myśli znalazłem tutaj: https://youtu.be/urHStkQTg9w

Powiem szczerze, że żona była na jakiś warsztatach ezoterycznych i tam poznała dziewczynę, która miała kogoś w rodzinie bawiącego się kudnalini. Historia była taka, że jej mistrz yogi powiedział, że jest niegotowa a ona i tak prowadziła praktykę. Koniec był taki, że jest w szpitalu psychiatrycznym z diagnozą nieodwracalnego uszkodzenia mózgu przez robaki (niepamiętam jakie).

Awatar użytkownika
edyta
Złoty Użytkownik
Posty: 1034
Rejestracja: 24 lis 2016, 22:00

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: edyta » 04 maja 2017, 23:08

No bo to jak jest 8 to lepiej robić równolegle conajmniej 4 od góry i 4 od dolu i wtedy w środku pojawia się wybór od dołu zaczynamy nieświadomie jako dzieci potem warto zadbać o górę i na luzie po równo i wtedy jest harmonia a czakry aktywizują się adekwatnie.nawet jeśli ryzyko idzie z dołu to bezpieczeństwo idzie z góry ale czym była by świadomość bezpieczeństwa bez ryzyka?raczej pustym pojęciem.po co mieć zaufanie do istot i do życia i do wiecznego aktu tworzenia gdyby znalo się np przyszłość przyszłość należy kreować a nie znać
Dziękuję Ci Tato i wiem to na pewno przez cały czas czuwasz nade mną.Boże dziękuję za cud życia, w którym biorę udział .


Ufaj Bogu..
-proś o cud...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1409
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 05 maja 2017, 9:49

Glorian pisze:Rozwinięcie tej myśli znalazłem tutaj: https://youtu.be/urHStkQTg9w

Powiem szczerze, że żona była na jakiś warsztatach ezoterycznych i tam poznała dziewczynę, która miała kogoś w rodzinie bawiącego się kudnalini. Historia była taka, że jej mistrz yogi powiedział, że jest niegotowa a ona i tak prowadziła praktykę. Koniec był taki, że jest w szpitalu psychiatrycznym z diagnozą nieodwracalnego uszkodzenia mózgu przez robaki (niepamiętam jakie).

Na przykładzie podanym przez Gloriana widać, do czego może dojść, gdy chciejstwo, brak wyobraźni i brak pewności siebie w uskutecznianiu konkretnej praktyki może być tragiczne w skutkach. Wyzwalanie mocy w sobie i tylko mocy to tworzenie w obrębie własnego ciała dodatkowej energii, która kumuluje się w naszym organizmie. Współgranie tej energii z naszą, życiową to trudna sztuka, gdyż brak nad nią kontroli potrafi spustoszyć nasz organizm, jak w wyżej podanym przykładzie. Dziewczyna i tak ma farta, gdyż żyje, lecz po woli będzie stawać się rośliną, bo moc, której tak pragnęła, wymknęła się z pod kontroli i wchodzi w konflikt z jej energią życiowa. Cóż, bywa tak, że brak kontroli nad uruchamianymi mocami może skończyć się nawet zejściem z tego świata.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1409
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 04 cze 2017, 14:37

Niejedzenie mięsa...bywa dziwnym sformułowaniem zwłaszcza dla osób, które od dzieciństwa były nieświadomie przez rodziców, faszerowane mięsnymi frykasami. Właściwie ten problem dotyczy prawie każdego z nas. Kult spożywania mięsa jest tak głęboko w naszej rzeczywistości zakodowany, iż dla wielu nie do pomyślenia jest menu bez zwierzęcych dodatków na śniadanie, obiad czy kolację. Nie wspominam o sezonie grillowym, który rozpoczyna się na dobrze, a w sukurs tej zabawy na świeżym powietrzu idą często napoje wyskokowe. Sumując – mamy odpowiednią dawkę energetyczną, tylko w jakim wydaniu.
O szkodliwości spożywania mięsa nie będę się powtórnie rozpisywał, gdyż opisałem ten temat tu: viewtopic.php?f=47&t=1794 … a chciałbym raczej napisać o sposobie na pozbycie się tej ''naleciałości'' z naszego codziennego menu. Nie jest to takie proste, gdyż wymaga nie tylko zmiany przyzwyczajeń, ale przede wszystkim zmiany mentalnego podejścia do tego tematu. Szkodliwość produktów mięsnych dla naszego organizmu nie podlega dyskusji, choć o tym głośno nikt się nie wypowiada, gdyż to przemysł wart miliardów złotych, euro czy dolarów. Żadna wielko-przemysłowa firma czy korporacja nie pozwoli sobie na utratę tak ogromnych dochodów w imię naszego zdrowia i ochrony natury. Liczy się jedynie zysk kosztem min. naszego zdrowia. I tu miejsce na samoświadomość. Na zauważanie, co nam sprzyja a co szkodzi. By coś zmienić, trzeba mieć rozeznanie w pewnych powiązanych ze sobą faktach i problemach zdrowotnych, na które się bezwiednie zgadzamy, gdyż nie mamy owej świadomości swoich poczynań czy przyzwyczajeń w tym mięsnym temacie. Jak nie spożywać mięsa?
Jest wiele dróg postępowania. Począwszy od totalnego wstrząsu, który jest naszym udziałem po obejrzeniu dokumentu filmowego ''Ziemianie'' (link poniżej). Dokument tylko dla osób z twardą psychiką i wrażliwością, bo ukazana jest w tym obrazie nasza znieczulica i prymitywne podejście do braci mniejszych zwanymi – zwierzętami, zwłaszcza tymi, które na co dzień spożywamy. Po tej traumie filmowej gwarantuję, że niektórzy z was będą mieli problem mentalny i emocjonalny, by spojrzeć na kawałek świeżego (raczej zabitego) mięsa.
Można w bardziej subtelny sposób, ograniczać spożywanie mięsa, zastępując mniej uciążliwymi produktami mięsopochodnymi jak białe mięso (kurczak, kaczka, gęś) i wszelkiego rodzaju ryby. To jakby w etapie przejściowym całkiem sensowne postępowanie. Najprościej nie jeść mięsa od zaraz. Tylko to, co najprostsze bywa z reguły najtrudniejsze do wykonania.
Na koniec pozostanie temat naszej energetyki, która nie jest obojętna dla naszego rozwoju, dla naszego wzrastania w dążeniu ku wyższym wibracjom. Z mięsem w tle nie da się wzrastać. To oczywiste. Owszem, jakiś tam pułap można osiągnąć, ale to będzie tylko jakaś iluzoryczna część rozwoju. Zatem mamy sporo różnych dróg rozwoju i nie jedzenia mięsa. Od czego zacząć? Od nastawienia, że produkty mięsopochodne, zwłaszcza w wydaniu wielkoprzemysłowym są wyjątkowo szkodliwe dla naszego organizmu. Mięso samo w sobie nie posiada żadnego smaku, to też trzeba je mocno przyprawiać, by to coś było zjadliwe. W naszych ciałach zalega, gdyż jest ciężko strawne i powoduje często procesy gnilne w przewodzie pokarmowym, a za tym idą min. gazy, które się z nas w nadmiarze wydobywają i do perfumowanych niestety nie należą. Mniej uciążliwe jest tzw. białe mięso i ryby, gdyż łatwiej poddają się utylizacji w naszym przewozie pokarmowym. W moim przypadku właśnie przejście na lekkie produkty mięsne pozwoliło na szybsze odzwyczajenie się od ciemnych mięs typu wołowe, wieprzowe i pochodne.
Spożywanie tych ostatnich lżej strawnych, z czasem staje się coraz słabiej przyswajalne, gdy zastępujemy je innymi produktami z dużą ilością warzyw i owoców zamiast np. sztucznych słodkości. To naturalny objaw organizmu, bo zauważamy, iż czym mniej mięsa tym lepsze samopoczucie, zwłaszcza po zjedzeniu. Nie potrzebujemy odpoczynku, by nasz organizm wytracił mnóstwo energii na trawienie, czujemy lekkość i najważniejsza kwestia – nasze ciało więcej energii zużywa na regenerację całego organizmu zamiast ''ją'' ciągle marnować na trawienie śmietnika, który mu podrzucamy świadomie! Mając chroniczne stany zapalne kręgosłupa, stawów i rożne inne dolegliwości, można zauważyć zelżenie tychże dolegliwości, uśmierzenie bólu lub w wydatny sposób jego zmniejszenie. To naturalny objaw spowodowany przestawieniem się organizmu na inne tory, na regenerację. Sam po sobie wiem, jak ''dobity'' mam kręgosłup (spotkanie z samochodem, spotkanie na rowerze z samochodem i kilka mocnych upadków z rowerem, gdyż uwielbiałem ostrą jazdę w terenie) to też zdarzało się, że rano miałem problem z wstaniem i dochodziłem do siebie w ciągu dnia, gdy mięśnie i sam kręgosłup się rozruszał i ustabilizował (napiął poprzez mięśnie). W teraźniejszości nie ma śladu po tych niedogodnościach dzięki zmianie diety na bezmięsną, dzięki ćwiczeniom na drążku wzmacniającym mięśnie brzucha, dzięki kilkudziesięciu sekundowym swobodnym zwisom na drążku, by mikro przesunięcia w kręgach się ustawiły do poprzedniego stanu. A to tylko jeden z wycinków, efektów lekkiego jedzenia. Jedzenia nie na zasadzie – ile kalorii mogę skonsumować w ciągu dnia, a raczej, ile nasz organizm zużyje energii na przetrawienie naszego pokarmu spożytego w dany dzień. Ilość energii zużytej na trawienie nie powinna przewyższać ilości energii dostarczonej organizmowi w postaci pokarmu. Gdy energii do strawienia pokarmu nie starcza, to organizm pobiera ją z zapasów zawartych w naszym organizmie. To jednak bardzo niekorzystny czynnik, który coraz częściej staje się standardem przy dzisiejszych przyzwyczajeniach kulinarnych.
Pozostaje kwestia energetyki. Czym emanujemy, gdy spożywamy mięso, należące do zwierzęcia, które wiedziało, że zaraz zostanie zabite. Jak się czujemy w chwili zagrożenia? Strzela nam adrenalina. A co czuje zwierzę idące na niehumanitarną śmierć? Reaguje strachem i agresją, przez które w jego organizmie wydzielają się toksyczne substancje jakże szkodliwe dla naszego organizmu. Spożywamy je codziennie, dlatego też w nas samych wzrasta agresja. To fakt. Niejedzący mięsa łagodnieją, ich natura nabiera innej barwy, emanuje ciepłem i innym poziomem wrażliwości. Ogólna energetyka mocno przyspiesza na wyższe rejestry odczuwania. Posłużę się tutaj cytatem zaczerpniętym z wypowiedzi Michu60 w jednym z moich tematów. Niech będzie puentą i impulsem do zmiany w postrzeganiu produktów mięsnych:
W kwestii mięsa to chemia i toksyny to jedno, ale dużo bardziej istotne dla naszej energetyki jest to, iż zjedzenie mięsa kłóci się z równowagą energetyczną Matki Ziemi. Zabijając zwierzęta wykonujemy gwałt na naturze, krzywdzimy inne stworzenia Boże, a więc występujemy przeciwko tej energii źródła do której chcemy się zbliżać w rozwoju duchowym. Spożywając mięso zwierzęcia pośrednio bierzemy udział w "grzechu zbiorowym" - czyli obniżamy własne wibracje energetyczne.

Link do filmu ''Ziemianie''
Załączniki
mniej-miesa-wegetarianizm.jpg
mniej-miesa-wegetarianizm.jpg (79.98 KiB) Przejrzano 889 razy
Ostatnio zmieniony 02 paź 2017, 17:25 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1409
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 06 cze 2017, 11:06

Zdrowy egoizm...to naturalny objaw pojawiający się coraz częściej u osób wzrastających energetycznie. Jest to naturalna forma egoizmu, dająca nam komfort w dalszym swobodnym rozwoju. Nie chodzi tu bynajmniej o wzrastanie kosztem bliźnich. Raczej o unikanie pośrednich emocji, którymi żywi się większość ludzi nieświadomie żyjąca w oparach systemu i dogmatów. Zdrowy egoizm pozwala nam unikać szkodliwych emocji, zdarzeń oraz przebywania w środowisku nieprzyjaznym energetycznie. Staram się unikać formułowania zdań – niskie czy negatywne wibracje, energie – gdyż nie istnieje coś takiego jak wysoka czy niska wibracja (energia). Każda żyjąca istota porusza się w obrębie takich emocji i energii, które jej odpowiadają, lub w których ma się realizować lub coś odpracowywać w aktualnym wcieleniu. Osoby niewspółgrające energetycznie z nami nie są ani gorsze, ani my nie jesteśmy lepsi. Po prostu każdy z nas jest na innym, zmieniającym się za życia etapie rozwoju. Nasz egoizm pomaga nam w unikaniu czy niwelowaniu tych emanacji i klimatów, które nie współgrają z nami i bywają dla nas uciążliwe i bywa, że ściągające nas mocno w dół. Całego świata nie zbawimy, to też nasz udział w budowaniu jak najwyższych wartości (wibracji) tu na ziemskim padole polega na pokazywaniu wyłącznie pozytywnych aspektów życia i wiary. Zatem sami powinniśmy konsekwentnie wzbogacać i uszlachetniać swoją wrażliwość i otwartość na Źródło przy pomocy osób, które potrafią uruchomić jeszcze nie nieodkryte w nas samych zasoby kreacji, samorealizacji, miłości i poznania.
Istoty przebywające w trochę innych rejonach, mogą dzięki temu czerpać pośrednio z naszego rozwoju, otrzymując impuls do dalszego poznawania siebie i samych pozytywnych afirmacji pełnych miłości do bliźnich, natury i Źródła. Nie naszą rolą jest przebywanie tam, gdzie kiedyś sami brnęliśmy nie do końca świadomie, gdyż przy wzrastającej w nas energii (wibracjach) staje się to uciążliwe w odczuwaniu, gdyż poziom naszego odczuwania sięga często stan bólu w naszym wnętrzu (w nas), bo cały czas odczuwamy obok wszelkie postacie subtelnych energii zarówno bliźnich, przedmiotów, pomieszczeń czy całych budowli. Zatem zdrowy egoizm ma nas chronić, ma nas nastawiać na jeszcze wyższe afirmacje. Dlaczego drążę ten temat? Dlatego, iż podczas naszego rozwoju stajemy się bardzo wyczuleni na wszelkiego rodzaju odczuwalne emocje i energie wokół nas. Ten czas bywa trudny, czasem i bolesny. Możemy nabrać wątpliwości czy warto, czy ma sens owy rozwój, gdy może wybrać bezwiedne życie w tej szarej ułożonej rzeczywistości, gdzie większości wydaje się, że tak lepiej, wygodniej i bezpiecznej. Jednak przechodząc ten trudny etap, gdzie po drodze gubimy większość swoich znajomych, bywa, że ukochana osobę albo niektórych członków najbliższej rodziny, stajemy się w końcu nietykalni na różnego rodzaju otaczające nas często sprzeczne emocje poprzez swoją niewzruszoność. Niewzruszoność, która pozwala nam na odcięcie się od pośrednich ''klimatów, fluidów'' będących w do okólnej przestrzeni. Osiągamy komfort bycia i życia. Nasza nietykalność i nienaruszalność emocjonalna i energetyczna działa tak, że żadne skrajne emocje nie są wstanie naruszyć nas samych. Nie musimy już na tym etapie zważać na otoczenie, w którym przebywamy. Zanika wtedy również nasz zdrowy egoizm, bo stajemy się jakby nietykalni, gdyż emanujemy wyłącznie dobrocią i bezkresną miłością. A te dwie wartości są niepodważalne, nienaruszalne w żaden sposób, gdyż świecą własnym blaskiem, blaskiem Źródła, które jest naszym udziałem.
Załączniki
Egoizm.jpg
Egoizm.jpg (64.87 KiB) Przejrzano 831 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1409
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 20 cze 2017, 12:47

Starsze pokolenie...ma ''przechlapane'' w dzisiejszej rzeczywistości. Nasi dziadkowie, rodzice mający niejednokrotnie w swoim życiorysie II Wojnę Światową (której nikomu nie życzę przeżyć współcześnie, bo wiadomo, jak potrafi spustoszyć nawet najbardziej zatwardziałą psychikę), czas trudnego okresu powojennego i dzikiego, drapieżnego i zakotwiczonego na stałe u nas – kapitalizmu, w którym na swój sposób próbują się odnaleźć, dopasować choć im niezmiernie trudno.
Osobami w podeszłym wieku łatwiej manipulować i przekonywać do jedynie słusznych racji poprzez pobudzanie emocji w powiązaniu z nieśmiertelną tradycją.
Z jednej strony system, w którym partyjne rozgrywki politykierów z różnych opcji (zwłaszcza jednej, jedynie słusznej), próbują przyciągnąć na swoją stronę ów ''twardy'' elektorat, żonglując (bawiąc) się ich emocjami, uczuciami w imię własnych partykularnych interesów, co uważam za wyjątkową perfidność, jaką mają w sobie przeciętnego (nijakiego) pokroju polityczne strony walczące o dominację w władzy, w rządzeniu dzięki poparciu również tej doświadczonej grupy społecznej. Doceniają ''ją'' przeważnie przy kolejnych wyborach, gdyż to stabilny, pewny elektorat. Używanie utartych frazesów w stylu ''Bóg-Honor-Ojczyzna'', uderzanie w nadęty ton patriotyzmu i matryrologi (nieszczęsny przykład miesięcznic smoleńskich) wpływa niezwykle mocno na umysły i uczucia osób, które będąc na emeryturze, bywa, że stawiani na uboczu bo nie przydatni (a mający przecież bezcenne doświadczenie wyniesione z nieraz trudnego życia) znajdują się poza nawiasem społeczeństwa i rodziny, są łakomym ''kąsem'' dla obłudnych ugrupowań politycznych. Polityczni błaznowie potrafią bić w ton emocji i tradycji, wzbudzając w naszych doświadczonych bliźnich poczucie bycia potrzebnym w ciągle zmieniającym się współczesnym społeczeństwie.
Gdyby społeczeństwo umiało korzystać z praktycznej wiedzy seniorów, świat zapewne byłby spokojniejszy i bardziej zrównoważony. Niestety, jedynymi strukturami umiejącymi w sposób perfekcyjny manipulować tą tak ważną grupą społeczną, są partie polityczne.
Z drugiej strony kłania się dogmat religijny i instytucja zwana Kościołem. Piszę to świadomie! Mając na myśli Kościół, nie piszę tu o wierze w Stwórcę, która powinna być intymną, prywatną sprawą każdej indywidualnej jednostki, mającej świadomość, iż nosi w sobie owy dar – bożą iskrę, dzięki której ma (mamy) ciągłe, nieprzerwanie połączenie z Stwórcą (Źródłem, Bogiem...), choć nieliczni umieją w pełni z tego daru korzystać.
Wiara w kościół, który uzurpuje sobie prawo do bram nieba poprzez nakazy i zakazy wypływające z religijnych dogmatów stworzonych ludzką myślą, równie inteligentnie potrafi usidlić, wtłoczyć nieświadomych wiernych w swoje tryby zależności. Nie zrobisz tego czy tamtego – nie dostąpisz zbawienia. Cóż, Kościół to tradycja, powtarzalność pewnych schematów, dzięki którym można mieć kontrolę nad wiernymi. Wystarczy uważnie spojrzeć na ludzi modlących się w świątyniach, by zauważyć, jaka grupa społeczna dominuje. Czy prawdziwa wiara potrzebuje nakazów i zakazów?
Wiarę mamy w sobie dzięki bezpośredniemu połączeniu z Źródłem już przy narodzinach (które są prawdziwym cudem, a nie grzechem), gdyż Źródło miłuje nowo narodzoną istotę bez względu na to, jak się rozwija i jak będzie w przyszłości postępować. Źródło jest stałą miłością czekającą cierpliwie, byśmy zechcieli ''ją'' zauważyć i być oraz żyć w niej! Dogmat wymaga, karze, gani i utrzymuje w poczuciu ciągłej winy (nie jestem godzien...) bycia niegodnym majestatu Źródła, jak również ich ziemskich odpowiedników. A ludzie są przecież równi sobie bez względu na szatę, którą mają sposobność nosić.
Wspomniałem już wcześniej, że pokolenie seniorów jest podatne na wpływy. Nauczone, iż ciągle ich ktoś prowadzi, wskazuje drogę i dba o nich tak naprawdę iluzorycznie. Każda z wcześniej opisanych stron dba o własny interes kosztem naszych rodziców i dziadków. Niestety, takie praktyki są uskuteczniane na naszych oczach nie tylko od ''święta'', ale coraz częściej. System i dogmat walczą o serca i emocje naszych najbliższych, więc gdzie tu miejsce dla nas, jaka rola nam przypada?
Mamy szczęście, jeżeli nasi bliscy trafią na chlubne wyjątki, które faktycznie mają na uwadze dobro naszych seniorów. Gdy jest inaczej, to trudno rozmawiać na argumenty, gdy druga strona jest nieustannie bombardowana jedynie słusznymi treściami z różnych mediów, nie pozostawiając nawet chwili wytchnienia na sposobność samodzielnego przemyślenia, przewartościowania treści, które jak niekończący się strumień wody, drąży umysły i serca bliskich. To celowy psychologiczny zabieg! Jednostka mająca czas na myślenie jest formalnie zagrożeniem dla systemu i dogmatu, to też ciągle musi być pod pręgierzem medialnego szumu z wszelkich dostępnych źródeł, by przypadkiem nie zaczęła samodzielnie myśleć. Nic nie wskóramy tu własnym zniecierpliwieniem, irytacją czy poddenerwowaniem. Nie wspominając o gniewie, który jest niską emocją, która odpycha i może nas postawić w negatywnym świetle. Przy takich emocjach zawsze wygrywa system. Osoby, które czytają tą treść, zauważają całość życia w szerszym kontekście. Widzą, odczuwają i odbierają więcej z otoczenia i tym trudniej jest czasem powstrzymać swoje emocje i bezradność na pewnego rodzaju krótkowzroczność bliskich nam osób. Ale to my powinniśmy mieć na uwadze, iż każdy rozwija się w innym tempie i inaczej pojmuje życie i kwestie z nim związane. Zatem przy naszej poszerzonej jaźni, sami powinniśmy się wykazywać zwiększoną elastycznością i zrozumieniem. Pewne rzeczy widzimy i doświadczamy już inaczej i tak samo je odbieramy, co nie zwalnia nas od szanowania przekonań bliźnich.
Wiem, jak trudno w tym temacie być ponadto... ale właśnie dając przykład naszej bezstronności i zrozumienia od siebie, wykazujemy i szanujemy przekonania osób nam bliskich. To nauka tolerancji jak również świadomego okazywania swojej wyrozumiałości. Szanowanie przekonań, zapatrywań bliskich, mimowolnie na nich oddziałujemy pośrednio, co może ich do nas zbliżyć, gdy nie będą odczuwać z naszej strony zagrożenia, a zwłaszcza odrzucenia chociażby w różnicy na pojmowanie przez nas odmiennie pewnych tematów. Okazywanie konsekwencji w własnym niezłomnym postępowaniu bycia uprzejmym, wyrozumiałym i pełnym samych pozytywnych cech i uczuć potwierdzanych w naszym codziennym prywatnym życiu, możemy więcej zyskać niż na próbie konfrontacji słownej na argumenty. Osobiście przerabiam ten temat i nie ma jednego, uniwersalnego sposobu na pogodzenie ze sobą sprzecznych racji, dlatego ten temat poruszam, bo wielu z nas znajdzie lub już znalazło się w tej nietypowej i niezręcznej sytuacji. Sytuacji pozornie bez wyjścia. Jednak wykazując konsekwencję w tym co mówimy i wdrażając nasze myśli w czyny, które przynoszą nam radość i szczęście, więcej zdziałamy niż permanentne udowadnianie naszej racji, która bywa irracjonalna dla osób utkwionych w systemie.
Puentą niech będzie pewien problem opisany na forum, w którym i my możemy się znaleźć i być postawieni...a który pozwoliłem sobie udostępnić (mam nadzieję na wyrozumiałość autora :) )
viewtopic.php?f=6&t=2273
Załączniki
Senior.jpg
Senior.jpg (77.86 KiB) Przejrzano 735 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1409
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 06 lip 2017, 8:06

Nieustanne spoglądamy na innych zamiast na siebie...i jest to element nagminnie nadużywany w naszym codziennym postępowaniu zwanym życiem. Robimy tak bezwiednie, często nieświadomie by samemu czuć się lepiej w spojrzeniu na własną istotę, kosztem innych. Bliźni nie są w żadnym aspekcie życia ani lepsi ani gorsi od nas. Jednakże to właśnie system prowadzi do rozróżniania na tych lepszych i gorszych poprzez materializm, naszą ważność w rodzinie, grupie i w społeczeństwie. Klasyfikowani jesteśmy na podstawie zewnętrznych atrybutów, dokonań i osiągnięć z pominięciem najważniejszej cechy, jaką jest nasze wnętrze i nasze nastawienie do innych. Liczy się wyłącznie blichtr zewnętrzności jakże widoczny, oczekiwany i tak powabnie atrakcyjny zwłaszcza dla osób, które utkwiły w owym systemie i są jego esencją, podporą. Podążają za kanonami bycia ''naj'' w każdym aspekcie swojego istnienia, postępowania, zaznaczania własnego ''ego'' tu i teraz w takiej czy innej formie wyrazu. Trawią mnóstwo czasu na ten zewnętrzny blichtr, stając się niewolniczym motłochem, którym można sterować dzięki frykasom współczesnej cywilizacji. Zewnętrzność jest trendy, bo zajmuje im ogrom energii, którą trawią, by siebie pokazać w świetle jupiterów współczesnego świata cywilizacji. A gdzie tu miejsce na kształtowanie własnego wnętrza, dbanie o własne emocje, ciało i wiarę w siebie i w Źródło?
Zadziwiającym (niestety) faktem są wszelkiej maści instytucje religijne, które idą w sukurs systemowi, gdyż pojedyncza istota utkwiona w zrębach systemu jest łatwiejsza w prowadzeniu przez meandry wiary stworzonej przez kościoły w formie nakazów i zakazów. To jakby dwa odmienne systemy tworzące w pewnym sensie jedną, spójną całość, która ma za zadanie maksymalnie ubezwłasnowolnić nas, pojedynczych żuczków w ramach przepisów i dogmatów, abyśmy przypadkiem nie szukali okrężnych dróg w poznawaniu siebie, własnego wnętrza, bezpośredniej wiary w Źródło i w bliźnich, którzy nas otaczają i powinni nas wspierać w chwilach naszej słabości, tak łatwo w systemie bezwzględnie wykorzystywanej przeciwko nam.
Niezmiernie zaskakują mnie osoby, które tkwią w tradycji, w dogmacie i w przeważającej większości tak naprawdę są ''ich'' wtórnym wypaczeniem. Ich siłą napędową jest tłamszenie jednostek myślących inaczej, na przekór, często twórczo i niezależnie. Płytkość argumentów z poziomu systemu i dogmatu jest tak łatwa do podważenia na argumenty, że wywołuje nie tyle złość po drugiej stronie zatwardziałych systemowo umysłów, co gorsza, wręcz nienasyconą agresję i irytację w zderzeniu z świeżą myślą pełną miłości i dobroci, która powinna być niezmienną cechą każdego wierzącego człowieka na tym ziemskim padole. A jak jest?
Jest nienawiść do myślących inaczej, wierzących inaczej, postępujących inaczej i zachowujących się inaczej! Nie ma grama zrozumienia, przychylności, cierpliwości i zwyczajnej chęci samego wysłuchania tych, którym udało się wyrwać umysłem, świadomością, wiarą i ciałem z zrębów obowiązującej świadomości społecznej, która usilnie próbuje sprowadzać niepokorne jednostki do parteru. Bo są niebezpieczne, wywrotowe i zagrażające owym dwóm powiązanym ze sobą sprytnie systemom narzucającym nam z góry przewidzianą w nim rolę.
Wczoraj zderzyłem się w rzeczywistości z takowym przypadkiem, znanym mi od wielu lat jako dobrą, wieloletnią znajomość, która uważa tą znajomość ze mną za tzw. przyjaźń. Po iluś latach wspólnych przekonań, spojrzenia na świat z pozycji właśnie tradycji, ogólno-przyjętych społecznych norm, wczorajsze spotkanie było dla mnie niezwykle niestrawnym marnowaniem własnego czasu i energii. Wsłuchując się w ogólny potok ocen i stwierdzeń, po prostu słowny jazgot z pozycji ''ja'' jestem super, bo uczęszczam do kościoła, przestrzegam narzuconych norm itd. a inni są ''afe'' bo nie postępują i nie myślą tak, jak wypada, spowodowała u mnie totalną niechęć do uskuteczniania dalszych spotkań. Tu się pojawia ten zdrowy egoizm, o którym już wcześniej nie raz pisałem. Jest nam potrzebny, by się od izolować, odciąć w sposób niezauważalny od takich energii w taki sposób, by nie sprawić bezpośredniej przykrości osobie, która jakby nie było, poświęciła swój prywatny czas na przyjemność spędzenia wolnej chwili w naszym towarzystwie. Dosłownie podczas konwersacji prosiłem Górę w afirmacji o same pozytywne ''fluidy'' (światło) by czuć się szczęśliwym w połączeniu z nieokreślonym dobrem jako przeciwwagę do odczuwanej energii, która już dla mnie jest jakby niestrawna. To jeden z kłopotów, które wynikają z rozwoju duchowego poprzez odczuwanie energii innych osób. Energia osób utkwionych w systemie, żyjących płytkością przekonań i zachowań na dłuższą metę bywa odpychająca. Po prostu jest nie przyjemna i nie stwierdzam tego złośliwie. Zwyczajnie, podczas spotkania me samopoczucie leciało w dół, w otchłań, zaczęła mnie boleć głowa i stąd afirmacja, by się odciąć od danej emocjonalnej energii, która już nie współgrała ze mną.
Wraz z odcinaniem się od macek systemu zarówno jednego jak i drugiego, sprawiamy, że odchodzą, odpadają od nas osoby, jakby niekompatybilne z naszą nową istotą, w której zawierają się już inne postawy, odmienne spojrzenie na bliźnich oraz wzrastające, pozytywne emanowanie energią serca i bezpośrednią wiarą w Źródło. Cóż, rozwój zawsze odrzuca przeszłość, tworząc nową przestrzeń w postaci teraźniejszości, która jest dla nas najważniejsza, gdyż kreuje nas na nowo ku światłu Źródła z korzyścią dla naszej Matki Ziemi i bliźnich.
Załączniki
Obgadywanie.jpg
Obgadywanie.jpg (78.87 KiB) Przejrzano 650 razy

Awatar użytkownika
edyta
Złoty Użytkownik
Posty: 1034
Rejestracja: 24 lis 2016, 22:00

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: edyta » 06 lip 2017, 11:16

Może nie powinnam się odzywać bo jesteś starszy i bardziej doświadczony ale ja lubię takich ludzi.oni są na swój sposób szczęśliwi i często po prostu znaleźli swoje miejsce by żyć jakby na fazie odpoczynku ewentualnie nieszukania.
To o czym ktoś z nami rozmawiać zależy również od nas i od tego jak często ktoś z nami rozmawia i na ile czuje się tak z nami by pomówić od serca co tak na prawdę kryje się za tą maską szczęśliwości i dopasowania a sama szczerość i otwartość tej intymnej dla wielu sfery sprawia że ona się właśnie rozświetla.
Lubię takie osoby z jednego powodu choć pewnie jest ich więcej...nie narzekają...
Nie próbują zrzucić na mnie swoich bolączek tylko po prostu są jacy są i chwilowo uważają że jest im z tym dobrze.
Baaardzo wielu moich znajomych gdy się bawią i gdy jest dobrze wcale się do mnie nie odzywają a gdy przychodzi tzw ciemna noc duszy dosłownie kazde z nich oprócz Emilki dzwonią chcą się spotkać jakby wiedzieli że przy mnie można i warto zdjąć maskę dnia powszedniego.to z jednej strony jest mile ale bywa też męczące ponieważ ludzie zwyczajnie nie próbują mi się podobać i nie czują bym chciała być człowiekiem a nie terapeutą.

Doceniać kolegę jeśli możesz bo on raczej nie chciał cie obciążać problemami i swoim niepokojem który odczuwa gdy siedzi sam w domu i myśli o swoim życiu a wierz ze każdy takie chwile miewa.wszyscy płyniemy w jednej rzece raz wydaje się być płytka raz głęboka jedni wolą płytko inni głęboko jedni podziwiaja różnorodność inni nie mogą jej znieść ale serca mamy te same i biją one tak samo.wiesz jaki wpływ on miał na ciebie ale czy zastanawiałeś się nad tym jaki wpływ ty miałeś na niego ?
Dziękuję Ci Tato i wiem to na pewno przez cały czas czuwasz nade mną.Boże dziękuję za cud życia, w którym biorę udział .


Ufaj Bogu..
-proś o cud...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1409
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: ZbyniuRoksana » 07 lip 2017, 9:00

W woli ścisłości - chodziło o płeć piękną. Staram się nie określać dokładnie kto jest kto, gdyż jest to tylko przykład, a nie negowanie poczynań kogokolwiek. W rozwoju duchowym najważniejsze jest wyciszenie, poukładana własna przestrzeń życiowa, emocjonalna i duchowa. Nie ma w niej miejsca dla energii, które są niewspółgrające z nami. Dla tych energii (osób) jest spotkanie takich osobowości, które w bezpośredni sposób zaznaczą swoje piętno na nich, na ich życiu czy postępowaniu. Całego świata nie zbawimy, a każdy ma jakby inną rolę tu do wykonania, jeśli jest oczywiście świadomy, po co tu teraz istnieje. Jedną z subtelności natury osób wzrastających jest delikatność, to też usilne naginanie czyiś przekonań może być dla tych osób niestrawne i niesympatyczne. Nie naszym celem jest usilne ukierunkowywanie tych, którym system odpowiada i dobrze się w nim czują - pławią. To ich wola i na swoim poziomie wcześniej czy później doświadczą pobudki. Z mej strony osobiste postępowanie, zachowanie i pokazywanie całym sobą jak można egzystować tu i teraz, daję jakby im do myślenia. Gdy nie zauważają niczego specjalnego, tym bardziej w rozmowie i delikatnym tłumaczeniu, to jeszcze nie ten czas i moment na ich pobudkę. Rozwój duchowy nie znosi cofania się w energii do tych poziomów, które sprawiają ból. To pozbawione sensu i zdrowego rozsądku. Każda istota ludzka znajduje sobie podobną energetycznie, by dawać czy pokazywać trochę z innej perspektywy nasza bytność na ziemi. Na pewnym etapie własnego rozwoju po prostu się wie, komu można pomóc by mógł się przebudzić i rozwijać, a komu potrzebna bratnia dusza na tym samym poziomie, by wspólnie mogli doświadczać lub dalej egzystować w marazmie systemowego życia. Jakby nie było, większości to jednak jeszcze odpowiada.

Awatar użytkownika
michu60
Współtwórca
Posty: 112
Rejestracja: 15 maja 2016, 20:53
Lokalizacja: Wrocław
Kontaktowanie:

Re: Uruchamiane potencjały...

Postautor: michu60 » 07 lip 2017, 9:35

ZbyniuRoksana pisze: Z mej strony osobiste postępowanie, zachowanie i pokazywanie całym sobą jak można egzystować tu i teraz, daję jakby im do myślenia. Gdy nie zauważają niczego specjalnego, tym bardziej w rozmowie i delikatnym tłumaczeniu, to jeszcze nie ten czas i moment na ich pobudkę.

To jest piękny przykład tej odpowiedzialności za posiadane potencjały o których jest mowa w innym temacie :) Dajemy przykład, pokazujemy jak można żyć i idziemy dalej swoją ścieżką zgodnie z własnym rozwojem <yahoo> i po prostu świecimy światłem miłości, a druga osoba zgodnie z własną wolną wolą idzie swoją drogą i albo skorzysta z naszego przykładu i rad albo nie - to już jej wybór - ale nie możemy pozwolić aby ten wybór wpływał na naszą drogę (żeby się nie cofać ;) w rozwoju) <spoko>
Każdej istocie odwiedzającej to forum przekazuję promyk energii Źródła prosto z serca, abyśmy razem szli w prawdzie i budowali Nowy Świat ;)


Wróć do „Cel”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość