Uruchamiane potencjały...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1073
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Cz. V - Duchowość a zdolności

Postautor: ZbyniuRoksana » 17 paź 2017, 13:30

Duchowość a zdolności...pragną ich ci, którzy mają w sobie cel zdobywania, posiadania i pokazywania innym swoich nowych umiejętności. Są to cele na równi z otaczającym nas światem materialnym. O czymś słyszeli, coś zobaczyli i też chcą to mieć! Natychmiast! Na dłuższą metę tak się nie da. W duchowości nie zdobywa się możliwości i zdolności. Na tym subtelnym planie odczuwania pewne, ale określone możliwości nam przydatne po prostu się w nas uaktywniają. Otrzymujemy do nich dostęp, choć w każdym z nas, są jakby uśpione do chwili, gdy mentalnie, psychicznie i fizycznie jesteśmy na nie przygotowani, świadomie gotowi. Jest to dopuszczenie do poruszania się (obcowania) w obrębie subtelnych energii na zasadzie czynienia dobra, z pożytkiem dla siebie, bliźnich i otoczenia. Subtelne sfery są niewyobrażalne wyrafinowane, dlatego też, dostęp do nich jest tak mocno ograniczony do osób posiadających w sobie niezachwianą, stałą równowagę ciała i ducha w połączeniu z Źródłem. Inaczej po prostu się nie da, gdyż moc i siła sprawcza na tak subtelnych poziomach energetycznych przerasta wszystko, co znane, wraz z całym cyrkiem zwanym ezoteryką i magią włącznie. To poziom z możliwościami na poziomie nieuchwytnym dla przeciętnej osoby utkwionej w systemie, jak i dla świata nauki i ich światłych umysłów, niedopuszczających do głosu zdolności wymykających się jakimkolwiek naukowym ocenom i osądom. To poziom kreowania własnej przestrzeni i bliźnich według własnych potrzeb i celów z nieodłącznym czynnikiem czynienia dobra i emanowania miłością, jako najczystszą energią pełną życia i rozwoju. W tym obszarze chcenie i pragnienie nie ma już racji bytu. Dlatego tak sceptycznie podchodzę do wszelakich praktyk oferowanych przez niektóre osoby w necie za pieniądze. Bo cóż można posiąść za pieniądze? Iluzję...
Poziom duchowości po prostu działa, nie obnosząc się swoimi możliwościami. To poziom mentalnego wspomagania innych, gdyż rozwój jest ciągłą nauką poprzez wyzwania w sferze fizyczno-duchowym. Przebywanie w subtelnych energiach jest ciągłą wycieczką w nieznane, dlatego nawzajem osoby przebywające w tej sferze odczuć pomagają sobie. Gdyby ktoś z rodziny czy znajomych miał możliwość posłuchania, o jakich problemach, zaistniałych sytuacjach rozmawiamy, czy omawiamy własne odczucia – telefon do pogotowia, by przyjechało nas zabrać w kaftanie bezpieczeństwa do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, byłoby najsensowniejszą reakcją dla osób utkwionych w zrębach systemu. Taki też jest poziom konwersacji i komunikacji jakże irracjonalny dla przeciętnego, przykładnego obywatela. Na tym poziomie pewne czynności dla dobra konkretnych osób wykonuje w sposób nie zauważalny. Bywa, iż inaczej się nie da, ze względu na poziom ich percepcji. Aby komuś pomóc, trzeba tą osobę w sposób delikatny nakierować na zmianę w swoim postępowaniu w jej własnej, prywatnej przestrzeni życiowej , by np. przekazanie subtelnej energii mającej na celu regulacje procesów życiowych (zdrowia) miało pozytywny efekt. Czynienie szeroko pojętego dobra tym, którzy niczego pozytywnego nie oczekują, jest marnotrawieniem własnego czasu, inwencji i energii Źródła. Posiadając wolną wolę, możemy „tą” energię ukierunkować na własne dobro i zdrowie, to zaczną dziać się cuda. Gdy tej woli brak, można jedynie uzyskać chwilowy efekt poprawy, ale na krótką metę.
W ezoteryce zawsze osiąga się sukces – wynik swoich „niby” działań. W duchowości sukces, to przychylna i wyrozumiała wola osoby, której ewentualnie możemy wspomóc przy wsparciu sił wyższych. Jednak to świat dla wielu niezrozumiały, gdy są przytwierdzeni do prozy życia, dlatego tak trudno im się odnaleźć . Tu nie da się bawić, wróżyć, czynić zaklęcia. Tu zaczyna się sfera odpowiedzialności za wszelkie swoje czyny i za dobro bliskich. To również poziom, w którym będąc przy bliskiej osobie odchodzącej do świata duchowego, pomagamy w spokoju, w tym przejściu (proces umierania), wspierając ciepłym spojrzeniem, słowem, serdecznym uściskiem dłoni bez cienia rozpaczy, żalu i płaczu. Przy okazji prosimy przyjazne dusze zmarłych krewnych i bliskich, by czekały na pograniczu życia i śmierci na odchodzącą osobę i pomagały jej w łagodnym przejściu do świata duchowego. Pozostaje się poza emocjami w wyłącznej świadomości ciągłości życia po śmierci, dzięki czemu nie rozpaczamy, gdyż rozpacz przytrzymuje odchodzącą duszę, której jest po prostu żal będących w „czarnej” rozpaczy. Nie są świadomi, iż takimi emocjami utrudniają owe łagodne przejście umierającej istocie. Śmierć jest wybawieniem od ziemskich trosk, bólu i problemów. O tym mają jednak świadomość nieliczni.
W subtelnych energiach tworzymy własną, niezależną przestrzeń w pracy, w której stajemy się niejako nietykalni, by zarabiać na utrzymanie w ramach istniejącego systemu, jak również w danej pracy mieć czas na sprawy związane z osobistym rozwojem. Sam mam takową możliwość przez uskutecznianie chociażby swobodnego pisania moich tekstów, jak i czytania ciekawych pozycji książkowych, jak również tych w necie. Bycie w duchowości tworzy wolną przestrzeń dla nas w każdym aspekcie życia. Owa przestrzeń zaczyna się dostosowywać do potrzeb naszego osobistego rozwoju. Tak po prostu się dzieje. Taka jest kolej rzeczy. A za tym idą nowe możliwości (postrzeganie duszy, aury, energii), wyczuwanie emocji i myśli. W przyglądaniu się własnym procesom życiowym z poziomu energii jak i jej równoważeniu. Uruchamianie w sobie wewnętrznej wiedzy, poszerzającej się intuicji, przewidywaniu niektórych aspektów przyszłych zdarzeń...to tylko kilka przykładów i nie wszystkie będą udziałem każdej istoty ludzkiej. Od Źródła otrzymujemy pakiet takich cech i możliwości, które najlepiej będą współgrały z naszą istotą, naszymi indywidualnymi potrzebami, predyspozycjami i poziomem wiary w siebie i Źródło. Przy okazji zaczynają się pojawiać dodatkowe „fanaberie” chociażby w umiejętności wprowadzania w ruch przedmiotów. Energetyzowanie wysoką, czystą energią przedmiotów i rzeczy przesiąkniętych wibracjami osób niezbyt przejrzystych, nacechowanych wewnętrznym brakiem równowagi, wewnętrznej złości. Namacalne możliwości fajne dla oka również się pojawiają, ale to wyłącznie produkt uboczny wzrastania, wewnętrznego rozwoju. W świecie ezoteryki i magii – oczekiwane i pożądane. W świecie duchowości zwyczajna ciekawostka, taki przerywnik (bonus) w wyższych wibracjach. Tak wygląda rzeczywistość obydwu światów jakże odmiennych, niewspółgrających ze sobą. W duchowości nie ma nobilitacji, zachwytu zainteresowanego audytorium, zafascynowanego namacalnymi możliwościami. Nie ma błysku fleszy, popularności itp. zjawisk, gdyż to przeszkadza w prawdziwym rozwoju! Rozprasza naszą energię, naszą koncentrację na zewnętrzność. W duchowości dominuje spokój i wyciszenie potrzebne do wchodzenia na coraz wyższe szczyty poznania, doświadczania, cierpliwości i nieustępliwości w wierze, odczuwaniu dla własnego dobra, a przez to dla dobra ogółu. Jest to sfera mozolnej pracy bez szybkich zewnętrznych fajerwerków. Jeśli ktoś szuka tych drugich, niech dla własnego dobra pozostanie w namacalnej fizycznej rzeczywistości, która też oferuje namacalne atrakcje w pośrednich energiach, o których już nie raz wspominałem.
Wielu osobom taki medialny, specyficzny światek pewnych możliwości i umiejętności wizualnie doświadczanych wystarcza. Wolna wola każdego. Ale ten światek jest kontrolowany przez energie nie mające wiele wspólnego z pięknem i światłością. Niestety, przy każdej osobie promującej ten „obszar” łatwych umiejętności do zdobycia nie wyczuwa się energii światła. Raczej mocno pośrednich i neutralnych w niektórych przypadkach. Mamy jednak wolny wybór, gdzie i z kim nam w danej chwili po drodze, to tam podążamy. Będę skromny...mi po drodze wyłącznie w współpracy z Źródłem. Gdy „je” raz mocno poczujemy całą własną istotą, to już żadna inna droga nie jest nam potrzebna do szczęścia.

Po drodze możemy zacząć widzieć duchy zmarłych, zagubionych dusz na granicy fizyczno-duchowej, która jest bardzo cienka, tuż obok nas. One szukają kontaktu i pomocy. Jeżeli nasze jestestwo i psychika nie jest wstanie uporać się z takimi powtarzającymi się spotkaniami, wystarczy szczera intencja (prośba) o zablokowanie tej zdolności, możliwości takiego odczuwania, a tak się stanie. Gdy mamy w sobie siłę i pewność siebie samych, po prostu pomagamy.
Stałe połączenie z Źródłem umożliwia nam przekazywanie za naszym pośrednictwem energii wspomagającej powrót do zdrowia zarówno fizycznego jak i mentalnego konkretnej osobie świadomej zmiany własnego nastawienia i postępowania, sposobu myślenia i życia, otwiera nam sposobność pośredniczenia w przekazywaniu życiodajnej energii. Całość opiera się na intencji. Na przeświadczeniu, pewności, że nasza intencja płynąca od serca przy współpracy Źródła i najwyższych sił emanujących światłem potrafi zmienić wszystko. W przestrzeni fizycznej, jeśli czysta energia jest dopuszczona do osoby, której chcemy „ją” przekazać, czuję mrowienie w dłoniach. Czym intensywniejsze, tym wyższa wibracja. Zdarza się, że brak takiego odczucia świadczy o tym, że dana osoba poprzez swoje problemy w wiecie fizycznym, ma coś jeszcze do przepracowania.
Z przedmiotami jest inaczej. Każda przedmiot będący w moim otoczeniu lub taki, będący komuś ofiarowany jako prezent, jest oczyszczany i ładowany pozytywną energią. Osoby wyczuwające więcej, dotykając takiego przedmiotu odczuwają miłe, przyjemne ciepło.
Odblokowywanie zatorów energetycznych powodujących złe samopoczucie i stany chorobowe, reguluje wszelkie czynności w dobrym funkcjonowaniu naszego ciała , choć to sfera zaawansowanych działań wpływania na własną fizyczność.
Zmienianie ciśnienia krwi w naszym krwiobiegu i w dowolnej jego części. Lekarz wykonujący pomiar ciśnienia tętniczego może mieć wtedy problem z odczytem, gdy świadomie wpływamy na jego zmianę.
Możliwość kontrolowania funkcji naszego ciała (np. gruczołów) umożliwia nam wydłużanie sprawności i poprawności prawidłowych funkcji zachodzących w naszym organizmie na taki czas, jaki nam jest potrzebny, pod warunkiem, że potrafimy nim zarządzać z poziomu subtelnej energii.
Nie ma granic rozwoju duchowego. Granice tworzymy sami przez własne ograniczenia.
Załączniki
Energie....jpg
Energie....jpg (38.08 KiB) Przejrzano 317 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1073
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Cz. VI - Duchowość a Źródło

Postautor: ZbyniuRoksana » 23 paź 2017, 18:25

Duchowość a Źródło...wzrastanie z pominięciem Góry jest tylko poszerzaniem własnej percepcji i mocy wewnątrz naszego ciała. Na tym poziomie pojawiają się osoby uważające się za tzw. pracowników światła, lub tytułujące się podobnymi określeniami, które owe osoby wyłącznie utwierdzają w przekonaniu o własnej wyjątkowości, o zaspokajaniu własnego ego i wywieraniu wrażenia na innych poprzez swój „świetlisty” image. Często jest to nieświadome postępowanie jak w dobrej reklamie, poprzez umiejętne przedstawianie swojego wizerunku, zwłaszcza w tzw. uduchowionych środowiskach.
Osoba wstępująca na ścieżkę szczerej duchowości nie musi nic udowadniać. Nie musi się chwalić, podkreślać swoją moc (możliwości) i wiarę w nabyte umiejętności. Będąc w duchowości – po prostu się jest. Istnieje się, jak każda inna ludzka istota w ramach systemu, ale na zupełnie innych warunkach, dopasowanych do jej indywidualnych potrzeb. Nie wyróżnia się niczym szczególnym poza emanowaniem wewnętrznym ciepłem, spokojem i bezkresną głębią oczu.
Z czasem staje się zupełnie nie podatna na jakąkolwiek, zwłaszcza jałową ocenę własnej osoby, wpływy czy zastawiane pułapki przez system i pośrednie, niskie energie...

W jednym z filmików, Aron omawiał mechanizm systemu, w którym, gdy ktoś zaczyna odbiegać od jego norm, zaczyna być tłamszony w każdy możliwy sposób, choć sam zainteresowany bywa, że nie ma o tym „zielonego” pojęcia i zwala takowe praktyki systemu na karp przypadku, pecha, złośliwości losu. W moim przypadku nie raz już tak się zdarzało, ale jestem tego faktu świadomy i odpowiadam na dane sytuacje zawsze w ramach systemu, bo wszędzie można znaleźć luki, które trzeba bezwzględnie wykorzystywać, jednak nie ze szkodą dla bliźnich. A jak to działa? Niezależność mentalna i odporność na różne sugestie pewnych instytucji jest zagrożeniem dla spójności obecnego porządku świata. To też takową jednostkę trzeba w każdy możliwy sposób sprowadzić do parteru, pozbawić pewności siebie (i nie mam na myśli wyłącznie bezpieczeństwo materialne). Zatem wyszukuje się słabe punkty, poprzez które próbuje się zachwiać ową pewność siebie rozbudzonej osobowości, niepodatnej już na płytkie, nic nie wnoszące zachęty (blichtr) zewnętrznego otoczenia. Jednak najłatwiej podkopać pewność jednostki przez braki materialne, ocenianie, odseparowanie od środowiska. W sferze materialnej chociażby przez doprowadzenie do utraty pracy, a przeto dochodów. Poprzez zmianę podejścia środowiska do naszej zmiany w pojmowaniu wiary. Poprzez mechanizmy ciągłego zmieniania bankowych przepisów na naszą niekorzyść itp. Jest naprawdę niezliczenie dużo możliwości, by nas zdeptać, wdeptać w glebę. Staje się to jednak niemożliwe, gdy mamy w sobie pewność samostanowienia, ufność w siebie i przychylność sił wyższych oraz pozytywne postępowanie w dobru i miłości. Gdy korelacja tych różnych czynników osiąga stadium jedności i spójności w nas, zaczyna dziać się ciekawie, Wiem to po sobie, choć nie staje się tak z dnia na dzień. Taka mentalna zmiana zewnętrzna jak i wewnętrzna wymaga czasu. U mnie to ponad półtora roku czasu, by czuć się nietykalnym w tym fizycznym wymiarze i nie tylko. To stan, gdy nic nie jest wstanie mnie zaskoczyć czy zdołować. To nietykalność naszego jestestwa, naszych myśli i pewności pewnych czynów w własnym życiu. Wszelkie pojawiające się trudności zawsze da się rozwiązać, choć na początku bywa, że myśli się zgoła inaczej. Gdy pozbędziemy się strachu i negatywizmu, da się wyjść z każdej systemowej opresji. Sam już wiele razy takowe sytuacje przerabiałem, i za każdym razem, coraz mniej się dziwię, czasem i się śmieję na wielorakość sposobów, by mnie zdławić. Każdy następny psikus wywołuje u mnie już tylko coraz większą dozę politowania, i jeszcze większą pewność wyjścia z danej sytuacji obronną ręką. Lekki przykład – z zaszłości, posiadam konto biznesowe, które zawsze było darmowe, dlatego od dłuższego czasu je nie używałem, ale „jeszcze” jest jakby dodatkowym w razie czegoś nieprzewidzianego. Raptem, bank nie powiadamiając mnie wcześniej (oprócz proponowania pożyczek?), iż zmieniły się zasady posiadania takiego konta, naliczył mi ponad 500 złotych niby debetu z obowiązkową płatnością w ciągu dwóch tygodni, pod groźbą sprawy sądowej! Uśmiałem się, wiedząc, że to kolejny żart systemowy. Wystarczy dowolna wpłata na te konto, by uniemożliwić im straszenie sądem. Owszem, powoli sobie będę wpłacał i przy osiągnięciu stanu zerowego pozbędę się problemu i konta. Można by rzec, iż to moja wina. Hmmm, takie sytuacje system wykorzystuje bezpardonowo wobec nas. Grunt to zachować spokój. Wkurzanie się, bo straciłem 500 złotych nie robi już na mnie wrażenia (stało się i koniec, kropka, życie toczy się dalej). Wrażenie na mnie wywierają choćby te osoby, które wzięły od systemu kredyt mieszkaniowy w frankach. To dopiero problem. Pieniądze są ważne, bo ułatwiają życie, ale nie dawajmy się poświęcać całego swojego pięknego życia w imię ich nieustannego zdobywania. Zabawne jest to, że tracąc w sobie pęd za nieograniczonym zarabianiem, i czuciem się lepszym, wyróżnionym w społecznej drabince materializmu, owe pieniądze same zaczynają do nas spływać, gdyż nie są dla nas celem w samym sobie, a jedynie jako środek do życia w dzisiejszym pokręconym światku płytkich wartości. Po kilku dniach pełnego spokoju, uzyskałem ową kwotę z innego źródła na spłatę, ale w ramach systemu trochę poczekają na spłatę całości. Odsetki? Nie wielkie od tej kwoty. Za to moja satysfakcja z nieudanej próby zastraszenia mnie – wyborna!

...z czasem staje się zupełnie niepodatna na jałową ocenę własnej osoby, wpływy czy zastawiane pułapki przez system i pośrednie, niskie emocje. Za to coraz bardziej jest podatna, wyczulona na naturalną łączność (współgranie) z własnym opiekunem (opiekunami) duchowym, własną duszą, ciałem fizycznym a przede wszystkim łączność z energią Źródła. To bezgraniczna pewność bycia pod szczególną ochroną z pozycji subtelnych, nieskazitelnych energii, by móc spokojnie w tej pewności i zaufaniu pracować w blasku prawdziwego światła. W tak wysokich wibracjach nie są nam potrzebne osobiste talizmany, wisiorki, pierścienie wykonane ludzką ręką, gdyż to świat ezoteryki, jakże ubogi, gdy mamy możność odrzucić te światy i to, co za sobą niosą. Pracownik światła z pozycji ezoteryki jest kompletnym nonsensem, bardzo ubogim krewnym subtelnych, wysoko wibracyjnych energii i ich emanacji.
W duchowości doświadcza się ciszy i spokoju, dla własnego wewnętrznego rozwoju. Nie obnosi się zdolnościami, a jedynie za ich pomocą niezauważalnie pomaga. Własną istotą traktuje się skromnie i z wielkim poważaniem i szacunkiem wypływającym z wnętrza. Nie ma potrzeby obnoszenia się sobą na zewnątrz. Z wyjątkiem tych nielicznych osób, które mają przypisane publiczne dysputy i wiadomości dla bliźnich, by mogli zrozumieć siebie, świat i dobro płynące z Góry. To bycie nikim. Brzmi dziwnie, ale to stan nienarzucania się gdziekolwiek i komukolwiek. To stan nieistnienia a zarazem ciągłego wzrastania wewnątrz siebie poprzez własne dobro i miłość, które windują nas w niebotyczne sfery poznania i odczuwania. Wzmacniają w nas łączność z najczystszymi sferami. Własnymi czynami i myślami otwieramy w sobie nieograniczone potencjały, uaktywniające się po to w nas, by innym nieść ulgę w pogmatwanym życiu, mądrość do wzrastania i cierpliwość będąca cnotą.
Przebywając w tak subtelnych sferach nie doświadczamy przyziemnych, niskich energii, oprócz totalnej miłości do siebie, bliskich osób, Matki Ziemi i tych, którzy pragną coś więcej niż samo tzw. dobro w systemie czy dogmacie. Uczymy się na nowo odczuwać z innej pozycji, tej przychylnej do każdej istoty (choć bywa to czasem nad wyraz trudne) lub neutralnego zachowania, nie wpływającego na wybory tych, którzy mają w swojej prywatnej przestrzeni pewne procesy do przerobienia, doświadczenia. Sam doświadczam, pozbywając się zaszłości, by móc z tzw. czystą kartą na nowo tworzyć własną, lepszą przyszłość poprzez teraźniejszością. Coraz częściej czynię to z innego pułapu. Nie jest to poziom ani lepszy ani gorszy od innych osób. Jest to poziom osobistej przemiany duchowej, wraz z którymi bezwiednie, nieświadomie wzrastają nasi bliscy, gdyż przebywają w zasięgu naszej energii. Również te osoby, którym nasze towarzystwo odpowiada i coś wnosi w ich prywatną przestrzeń. Z bycia dla siebie stajemy się nie-egoistyczną jednostką dla dobra ogółu.
Załączniki
Źródło.jpg
Źródło.jpg (118.39 KiB) Przejrzano 272 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1073
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Przeszłość

Postautor: ZbyniuRoksana » 08 lis 2017, 12:44

Przeszłość...każdy z nas ma za sobą pakiet przeżyć poprzez przebyte doświadczenia i emocje. Czym mocniejsze, tym bardziej zostają w naszym jestestwie. Koloryt owych przeżyć może nieraz doprowadzić do bólu głowy. Ale to tylko doświadczanie, które ma nas zmieniać, tworzyć nieskończenie na nowo, na lepsze, pełniejsze i dostatniejsze istnienie w fizycznej rzeczywistości. To wariant optymistyczny. Ten realny jest przeważnie nieco odmienny.
Nie raz braliśmy udział w różnych mniej lub bardziej chwalebnych zdarzeniach (bywa, że próbujemy je za wszelką cenę wymazać z pamięci), a jeśli braliśmy to znaczy, iż nasza dusza chciała przez dane zdarzenia doświadczyć konkretnych emocji. W naszej duszy nie zapisuje się słowo, gesty czy myśli tak mocno, jak emocje związane z danym doświadczeniem, wydarzeniem z naszym pośrednim udziałem. Jeśli tak, to nie mamy się czegokolwiek wstydzić, pod warunkiem, że z przeżytych konkretnych emocji potrafimy wyciągać konstruktywne wnioski, wprowadzając je jednocześnie w naszą teraźniejszą rzeczywistość (tu i teraz tworząc swą przyszłość), oraz w miarę możliwości w głębi własnego jestestwa prosić tak od serca o wybaczenie tych, którym dane było nas spotkać, ale przynajmniej nie z pozytywnej pozycji. Przebaczenie ma ogromną moc jak miłość i dobroć. To wspaniała energia, która wzbogaca nasze wnętrze. Można też, w miarę możliwości osobiście dać wyraz owych przeprosin w dowolnej formie, byle szczerze, (spotkanie, rozmowa, kwiaty, drobny upominek itp.), lub wynagrodzić w taki sposób, by dla obydwu stron to miało wartość nie tylko symboliczną, ale przede wszystkim tą szczerą, od serca. To jakby dogłębne oczyszczanie osobistej przeszłości z nieciekawych naleciałości (energii w nas), by nam samym i naszym bliźnim nie ciążyły. Warto tak uczynić, aby w naszych umysłach i w sercu nie pozostała żadna ukryta zadra.
System w tym nam nie pomaga i nie pomoże. Raczej na pewno, będzie hołdować naszej niepewności, rozbiciu emocjonalnemu i osobistemu „ja”. Brak pewności siebie, bliźnich i przyszłości jest pożywką dla takiej energii, którą ów system wspiera naszym kosztem. Każda nasza słabość czy zwątpienie jest pożywką dla wszystkich, oprócz nas samych. Dlatego warto zachować w sobie zawsze spokój ducha i ciała oraz myśli i emocji, by móc z dystansu, chłodnym okiem spoglądać na to, co nam serwuje życie i bez emocji kalkulować nasz udział w danej przestrzeni, w której się obecnie znajdujemy.
Wyczyszczenie własnej, bezpośredniej przestrzeni z ciążącej często przeszłości jest jednym z warunków spokojnego pokonywania pozostałych trudności i kłopotów. Zmyślność współczesnej cywilizacji narzuca nam ciągłe myślenie o przeszłości, o naszej w niej udziale, często pod przygrywką tradycji, pamięci itd. Tylko po co! Lubują się w tym też dogmaty religijne różnych wyznań, by łatwiej móc utrzymywać nad nami kontrolę. Czy ufając współcześnie w Źródło (Boga) potrzebna jest przeszłość i kontrola?
Jednostka ludzka, wymykająca się zrębom systemu i dogmatu jest podwójnie niebezpieczna, gdyż potrafi samodzielnie myśleć i podejmować niezależne i trafne decyzje bez niskich emocji, garbu przeszłości i zewnętrznych nacisków. Jest w pełni świadoma swoich myśli, emocji i poczynań w każdej sekundzie swojego istnienia. Takie wyrafinowane aczkolwiek jedynie pozytywne postępowanie, tworzy naszą przyszłość poprzez teraźniejszość. Uporczywe rozmyślanie o tym, co było, co stało się tak a nie inaczej, nosi znamiona destrukcji. Destrukcji również we wnętrzu własnego ciała (pojawiające się stany chorobowe), gdyż negatywne emocje rozbijają naszą wewnętrzną jedność, dobre samopoczucie i zdrowie. Moje dotychczas znane otoczenie „jedzie” na prochach serwowanych przez przedstawicieli farmaceutycznych korporacji zwanych lekarzami. Ciągłe im coś dolega, chodzą sfrustrowani, niepocieszeni nawet własnymi zdobyczami materialnymi, gadżetami, bo ich życie to pasmo walki z samym sobą i własnym zdrowiem. Osobiście nie wiem, co to lekarstwa, choć droga do pełnej radości mej fizyczności daleka. Naturalne oczyszczenie poszczególnych organów, tzw. detoks za pośrednictwem naturalnych produktów pochodzących z natury (doskonała książka – czy można żyć 150 lat? - której obszerne fragmenty dot. właśnie detoksu, umieściłem w „Nie wiem, co jem?”) ciągła zmiana mentalności i przyzwyczajeń to klucz do wewnętrznej szczęśliwości. Ciągłe rozbijanie nas to domena systemu, wymuszającego na nas pokręcony, nisko wibracyjny energetycznie wachlarz zmiennych nastrojów, by podkopać naszą prywatną przestrzeń życiową, naszą pewność siebie i spójność własnej istoty. Istoty złożonej z zdrowego ciała i zdrowego, rozbudzonego ducha w nas.
Pozbywanie się przeszłości bywa niezmiennie trudne. Na początku bywa wręcz awykonalne w wyniku różnych wewnętrznych myśli i emocji, utrudniających nam zakończenie pewnych spraw z przeszłości. Wspominała o tym w jednym z filmików Ania Mikulska. Mimo posiadania w sobie wielu nadprzyrodzonych zdolności, jej „zmęczony” zewnętrzny wizerunek nie utwierdzał w przekonaniu, że jej rozwój duchowy w pełni jej sprzyja. Nie sprzyjał, póki nie przerobiła w sobie mocną zadrę z przeszłości, która była przyczyną jej wewnętrznego bólu, spowodowanego przez pewną osobę w jej życiowej przeszłości. Możemy się rozwijać, ale ten rozwój nie będzie w pełni optymalny, jeśli mocno w sobie będziemy tłumić nieraz bardzo smutną dla nas przeszłość.
Chcemy czuć się lekko, zwiewnie i tryskać wyśmienitym humorem, nastrojem, energią, to czas najwyższy rozprawić się z demonami przeszłości. Osobiście, wyczyściłem się z własnych największych bolączek. Teraz cofając się w spokoju i ciszy odnajduję pośrednie, niby nie wiele znaczące zapomniane emocje i je doczyszczam. Pozbywam się resztek, które gdzieś tam w zakamarkach mej pamięci się zdezaktualizowały, prawie zanikły. To nie żmudna ciągła praca. Po prostu, gdy mam ochotę, wieczorem przed snem koncentruję swój umysł, jeszcze lepiej, gdy w nocy się przebudzę, tym większa czułość na odnalezienie zapomnianych zdarzeń. Odczytuję emocje, które dana konkretna osoba przeżyła za moją przyczyną i w skupieniu proszę jej duszę o przebaczenie za zaistniałe wtedy sytuacje z pozycji serca i szczerości. Po takiej „akcji” budząc się rano czuję większą lekkość, która się powtarza wraz z eliminowaniem następnych nie współgrających już ze mną emocjami.
To podstawa naszej szczęśliwości niezależnej od ilości dóbr materialnych, społecznej pozycji i osobistego szczęścia...naturalnie popycha nas w stronę prawdziwej duchowości. Mimo, że system i dogmaty będą się usilnie uwijały w odwróceniu naszej uwagi z drogi do własnej prywatnej szczęśliwości własnej istoty. Kiedy można mieć wpływ na pozytywne emocje płynące z nas? Pozytyw zawsze przegania negatyw. Dobro – zło, gdyż jego siła jest niepodatna na żadne niskie wpływy, wibracje, zachowania czy płytkie instynkty. Jeśli jest niepodatna, to pozostaje nam być szczęśliwym i tym naszym szczęściem zarażać innych. Taka infekcja jest jak najbardziej wskazana.
Załączniki
Przeszłość2.jpg
Przeszłość2.jpg (127.41 KiB) Przejrzano 188 razy

Awatar użytkownika
Beyond
Aktywny Forumowicz
Posty: 78
Rejestracja: 31 mar 2016, 16:47

Re: Cz. VI - Duchowość a Źródło

Postautor: Beyond » 09 lis 2017, 18:09

ZbyniuRoksana pisze:Duchowość a Źródło...wzrastanie z pominięciem Góry jest tylko poszerzaniem własnej percepcji i mocy wewnątrz naszego ciała. Na tym poziomie pojawiają się osoby uważające się za tzw. pracowników światła, lub tytułujące się podobnymi określeniami, które owe osoby wyłącznie utwierdzają w przekonaniu o własnej wyjątkowości, o zaspokajaniu własnego ego i wywieraniu wrażenia na innych poprzez swój „świetlisty” image. Często jest to nieświadome postępowanie jak w dobrej reklamie, poprzez umiejętne przedstawianie swojego wizerunku, zwłaszcza w tzw. uduchowionych środowiskach.
Osoba wstępująca na ścieżkę szczerej duchowości nie musi nic udowadniać. Nie musi się chwalić, podkreślać swoją moc (możliwości) i wiarę w nabyte umiejętności. Będąc w duchowości – po prostu się jest. Istnieje się, jak każda inna ludzka istota w ramach systemu, ale na zupełnie innych warunkach, dopasowanych do jej indywidualnych potrzeb. Nie wyróżnia się niczym szczególnym poza emanowaniem wewnętrznym ciepłem, spokojem i bezkresną głębią oczu.
Z czasem staje się zupełnie nie podatna na jakąkolwiek, zwłaszcza jałową ocenę własnej osoby, wpływy czy zastawiane pułapki przez system i pośrednie, niskie energie...

W jednym z filmików, Aron omawiał mechanizm systemu, w którym, gdy ktoś zaczyna odbiegać od jego norm, zaczyna być tłamszony w każdy możliwy sposób, choć sam zainteresowany bywa, że nie ma o tym „zielonego” pojęcia i zwala takowe praktyki systemu na karp przypadku, pecha, złośliwości losu. W moim przypadku nie raz już tak się zdarzało, ale jestem tego faktu świadomy i odpowiadam na dane sytuacje zawsze w ramach systemu, bo wszędzie można znaleźć luki, które trzeba bezwzględnie wykorzystywać, jednak nie ze szkodą dla bliźnich. A jak to działa? Niezależność mentalna i odporność na różne sugestie pewnych instytucji jest zagrożeniem dla spójności obecnego porządku świata. To też takową jednostkę trzeba w każdy możliwy sposób sprowadzić do parteru, pozbawić pewności siebie (i nie mam na myśli wyłącznie bezpieczeństwo materialne). Zatem wyszukuje się słabe punkty, poprzez które próbuje się zachwiać ową pewność siebie rozbudzonej osobowości, niepodatnej już na płytkie, nic nie wnoszące zachęty (blichtr) zewnętrznego otoczenia. Jednak najłatwiej podkopać pewność jednostki przez braki materialne, ocenianie, odseparowanie od środowiska. W sferze materialnej chociażby przez doprowadzenie do utraty pracy, a przeto dochodów. Poprzez zmianę podejścia środowiska do naszej zmiany w pojmowaniu wiary. Poprzez mechanizmy ciągłego zmieniania bankowych przepisów na naszą niekorzyść itp. Jest naprawdę niezliczenie dużo możliwości, by nas zdeptać, wdeptać w glebę. Staje się to jednak niemożliwe, gdy mamy w sobie pewność samostanowienia, ufność w siebie i przychylność sił wyższych oraz pozytywne postępowanie w dobru i miłości. Gdy korelacja tych różnych czynników osiąga stadium jedności i spójności w nas, zaczyna dziać się ciekawie, Wiem to po sobie, choć nie staje się tak z dnia na dzień. Taka mentalna zmiana zewnętrzna jak i wewnętrzna wymaga czasu. U mnie to ponad półtora roku czasu, by czuć się nietykalnym w tym fizycznym wymiarze i nie tylko. To stan, gdy nic nie jest wstanie mnie zaskoczyć czy zdołować. To nietykalność naszego jestestwa, naszych myśli i pewności pewnych czynów w własnym życiu. Wszelkie pojawiające się trudności zawsze da się rozwiązać, choć na początku bywa, że myśli się zgoła inaczej. Gdy pozbędziemy się strachu i negatywizmu, da się wyjść z każdej systemowej opresji. Sam już wiele razy takowe sytuacje przerabiałem, i za każdym razem, coraz mniej się dziwię, czasem i się śmieję na wielorakość sposobów, by mnie zdławić. Każdy następny psikus wywołuje u mnie już tylko coraz większą dozę politowania, i jeszcze większą pewność wyjścia z danej sytuacji obronną ręką. Lekki przykład – z zaszłości, posiadam konto biznesowe, które zawsze było darmowe, dlatego od dłuższego czasu je nie używałem, ale „jeszcze” jest jakby dodatkowym w razie czegoś nieprzewidzianego. Raptem, bank nie powiadamiając mnie wcześniej (oprócz proponowania pożyczek?), iż zmieniły się zasady posiadania takiego konta, naliczył mi ponad 500 złotych niby debetu z obowiązkową płatnością w ciągu dwóch tygodni, pod groźbą sprawy sądowej! Uśmiałem się, wiedząc, że to kolejny żart systemowy. Wystarczy dowolna wpłata na te konto, by uniemożliwić im straszenie sądem. Owszem, powoli sobie będę wpłacał i przy osiągnięciu stanu zerowego pozbędę się problemu i konta. Można by rzec, iż to moja wina. Hmmm, takie sytuacje system wykorzystuje bezpardonowo wobec nas. Grunt to zachować spokój. Wkurzanie się, bo straciłem 500 złotych nie robi już na mnie wrażenia (stało się i koniec, kropka, życie toczy się dalej). Wrażenie na mnie wywierają choćby te osoby, które wzięły od systemu kredyt mieszkaniowy w frankach. To dopiero problem. Pieniądze są ważne, bo ułatwiają życie, ale nie dawajmy się poświęcać całego swojego pięknego życia w imię ich nieustannego zdobywania. Zabawne jest to, że tracąc w sobie pęd za nieograniczonym zarabianiem, i czuciem się lepszym, wyróżnionym w społecznej drabince materializmu, owe pieniądze same zaczynają do nas spływać, gdyż nie są dla nas celem w samym sobie, a jedynie jako środek do życia w dzisiejszym pokręconym światku płytkich wartości. Po kilku dniach pełnego spokoju, uzyskałem ową kwotę z innego źródła na spłatę, ale w ramach systemu trochę poczekają na spłatę całości. Odsetki? Nie wielkie od tej kwoty. Za to moja satysfakcja z nieudanej próby zastraszenia mnie – wyborna!

...z czasem staje się zupełnie niepodatna na jałową ocenę własnej osoby, wpływy czy zastawiane pułapki przez system i pośrednie, niskie emocje. Za to coraz bardziej jest podatna, wyczulona na naturalną łączność (współgranie) z własnym opiekunem (opiekunami) duchowym, własną duszą, ciałem fizycznym a przede wszystkim łączność z energią Źródła. To bezgraniczna pewność bycia pod szczególną ochroną z pozycji subtelnych, nieskazitelnych energii, by móc spokojnie w tej pewności i zaufaniu pracować w blasku prawdziwego światła. W tak wysokich wibracjach nie są nam potrzebne osobiste talizmany, wisiorki, pierścienie wykonane ludzką ręką, gdyż to świat ezoteryki, jakże ubogi, gdy mamy możność odrzucić te światy i to, co za sobą niosą. Pracownik światła z pozycji ezoteryki jest kompletnym nonsensem, bardzo ubogim krewnym subtelnych, wysoko wibracyjnych energii i ich emanacji.
W duchowości doświadcza się ciszy i spokoju, dla własnego wewnętrznego rozwoju. Nie obnosi się zdolnościami, a jedynie za ich pomocą niezauważalnie pomaga. Własną istotą traktuje się skromnie i z wielkim poważaniem i szacunkiem wypływającym z wnętrza. Nie ma potrzeby obnoszenia się sobą na zewnątrz. Z wyjątkiem tych nielicznych osób, które mają przypisane publiczne dysputy i wiadomości dla bliźnich, by mogli zrozumieć siebie, świat i dobro płynące z Góry. To bycie nikim. Brzmi dziwnie, ale to stan nienarzucania się gdziekolwiek i komukolwiek. To stan nieistnienia a zarazem ciągłego wzrastania wewnątrz siebie poprzez własne dobro i miłość, które windują nas w niebotyczne sfery poznania i odczuwania. Wzmacniają w nas łączność z najczystszymi sferami. Własnymi czynami i myślami otwieramy w sobie nieograniczone potencjały, uaktywniające się po to w nas, by innym nieść ulgę w pogmatwanym życiu, mądrość do wzrastania i cierpliwość będąca cnotą.
Przebywając w tak subtelnych sferach nie doświadczamy przyziemnych, niskich energii, oprócz totalnej miłości do siebie, bliskich osób, Matki Ziemi i tych, którzy pragną coś więcej niż samo tzw. dobro w systemie czy dogmacie. Uczymy się na nowo odczuwać z innej pozycji, tej przychylnej do każdej istoty (choć bywa to czasem nad wyraz trudne) lub neutralnego zachowania, nie wpływającego na wybory tych, którzy mają w swojej prywatnej przestrzeni pewne procesy do przerobienia, doświadczenia. Sam doświadczam, pozbywając się zaszłości, by móc z tzw. czystą kartą na nowo tworzyć własną, lepszą przyszłość poprzez teraźniejszością. Coraz częściej czynię to z innego pułapu. Nie jest to poziom ani lepszy ani gorszy od innych osób. Jest to poziom osobistej przemiany duchowej, wraz z którymi bezwiednie, nieświadomie wzrastają nasi bliscy, gdyż przebywają w zasięgu naszej energii. Również te osoby, którym nasze towarzystwo odpowiada i coś wnosi w ich prywatną przestrzeń. Z bycia dla siebie stajemy się nie-egoistyczną jednostką dla dobra ogółu.

Niedawno zahaczyłem o ten poziom. Można powiedzieć że przestałem szukać, że znalazłem coś ważnego. Dla Ciebie Źródło, dla mnie Bóg. Nie znalazłem go w kościele, ale podczas nudnego/dennego zajęcia w pracy. Uświadomiłem sobie w jednej chwili że pieniądze nie są najważniejsze, że najważniejszy jest Bóg, bo jest wieczny i nieśmiertelny.
Przekazałem bliskiej osobie to czego już nie potrzebuję, z książek to chyba tylko będę czytał Siergieja Łazariewa, jego wskazówki również naprowadziły mnie na Boga.
Obecnie staram się medytować nad jego imieniem, nad imieniem Bóg. Co mi przyniesie ta medytacja? Zobaczymy za jakiś czas...

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1073
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Przyszłość

Postautor: ZbyniuRoksana » 11 lis 2017, 22:26

Przyszłość...może być nam wywróżona, ułożona przez obecny porządek cywilizacji zwany systemem, ale również i religię. Wszyscy wkoło dbają o naszą świetlaną przyszłość. A może sami postarajmy się czynnie na własną przyszłość i prywatną przestrzeń życiową zapracować? Zadbać? Warto!
Warto „ciągle” wykazywać minimum inwencji, pozytywnego przekonania, nastawienia, wyobraźni i samodyscypliny (zwłaszcza w naszych myślach), by owa przyszłość zaczęła funkcjonować na naszych zasadach. Gdy jednak kreowanie naszej przestrzeni życiowej zaczynamy tworzyć na podstawie dóbr materialnych, pozycji w społeczeństwie i łechtaniu własnego „ego” - to system przybija nam przysłowiowa piątkę! Gwarantujemy sobie bezpieczeństwo finansowe, otoczkę ważności własnej osoby i ułożony całokształt zewnętrznego blichtru przy jednoczesnej pustce własnego wnętrza. Można mieć wszystko co zewnętrznie pożądane i oczekiwane skrojone do naszych potrzeb i co dalej? Jak długo da się żyć w tak wyimaginowanym świecie? Jak długo da się emanować tą zewnętrznością, która z czasem i tak się opatrzy, znudzi i spowszednieje?
Emanując wnętrzem, tym pozytywnym, ciepłym, pełnym otwartości i przychylności, przyciągamy podobne osoby, a za tym również i dobra materialne nie będące celem samym w sobie, a wyłącznie tym, co ułatwia nasz byt tu na ziemi. Słynne zapytanie – być, czy mieć? Jedno i drugie! Gdyż nie wykluczają się nawzajem przy spójności naszych myśli, uczynków i dokonań, współgrających z nami, z naszym sercem i osobistym niezależnym systemem wartości, z którymi nam po drodze z podobnymi bliźnimi w otaczającej nas czasoprzestrzeni. Wzajemnie na siebie wpływając, czerpiemy z bogactwa wyłącznie pozytywnych profitów. Czyniąc cokolwiek z przekonaniem, z pozycji dobroci dla innych i ich teraźniejszości, z czasem sami zaczynamy zyskiwać na wielu płaszczyznach życia.
Dobro i miłość przyciąga i inne dobra, również te materialne, by nam ułatwić egzystencję na miarę naszego wzrastania. Tak się nie dzieje z dnia na dzień. Do takiej zmiany potrzeba odmiennego (pozytywnego) myślenia, tworzenia własnej prywatnej przestrzeni. Wiary w to, co chcemy poprzez nasze istnienie tu osiągnąć. Zatem teraźniejszość jest kluczem do mozolnej odmiany naszego żywota i naszej przyszłości . Osobiste poczynania, myśli i emocje tworzą przestrzeń, energię, która ciągle powtarzana, z czasem staje się tą teraźniejszością tworzącą zarazem naszą przyszłość. Powinniśmy się nauczyć panować nad swoimi myślami, emocjami i poczynaniami. Jeżeli owe emocje wynikają ze szczerych i radosnych zdarzeń, to tak skumulowana pozytywna energia wyzwoli równie pozytywną przestrzeń wokół nas. Przyczynia się ona do przyciągania podobnych emanacji. To samonapędzający się mechanizm wzrostu. By jednak ten mechanizm wprowadzić w ruch, trzeba naprawdę się natrudzić, namęczyć. Nic nie otrzymamy za darmo, jeśli nie wykażemy chociażby odrobiny własnej inicjatywy, samozaparcia w dążeniu ku dobru, dyscypliny i wewnętrznej wiary w to, jak dobrym chcemy uczynić własne życie. To jak z nauką języków obcych. Czym później w swoim życiu chcemy się ich nauczyć, tym więcej trzeba włożyć wysiłku. Z drugiej strony, nigdy nie jest za późno na zmianę, to też nie warto sobie popuszczać, odkładać to co dobre i szlachetne na później, tylko z marszu próbować zmieniać swoją mentalność, osobowość i stan umysłu na pozytywne klimaty. Satysfakcja tym większa, gdy nasza mentalność, sposób myślenia i bycia zaczyna się zmieniać coraz szybciej. Czym szybciej, tym więcej zyskami dla siebie, bliskich i od dookólnego otoczenia. Zgubimy za to po drodze pseudo znajomych od kieliszka, od niskich przyziemnych fascynacji czy zainteresowań...bo skala przewartościowań w naszym umyśle zaczyna być ciągiem do poszerzonego rozwoju. Wkraczając w owe ścieżki poznawania siebie, otoczenia i wszechświata, dostajemy przysłowiowego „kopa” w przepływie przez nas coraz subtelniejszej energii i takowego postrzegania, czucia i bycia. Czym subtelniej, bardziej lotnie, tym przyszłość bardziej ciekawa i intrygująca. I nie potrzeba narkotyków i innych bardziej pospolitych używek, by być na ciągłym pozytywnym haju.
Załączniki
Przyszłośc.jpg
Przyszłośc.jpg (408.87 KiB) Przejrzano 162 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1073
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Teraźniejszość

Postautor: ZbyniuRoksana » 21 lis 2017, 21:27

Teraźniejszość...tu i teraz jest konsekwencją naszego dotychczasowego postępowania w filmie zwanym życiem. Na pocieszenie napiszę, że tylko pewna część z naszego dotychczasowego życia była, jest i będzie naszą zasługą, choć na to, co będzie, możemy mieć zdecydowanie większy wpływ.
Poza zasięgiem (do czasu) jest nasza pamięć i emocje z poprzednich żyć (wcieleń) i fanaberii naszej duszy, chcącej doświadczyć w tym obecnym życiu przy nas pewnych emocji, które uzupełniają jakoby gamę dotychczasowych doświadczeń.
Właściwie, w dużej mierze jesteśmy biernym (nieświadomym do czasu) konsumentem własnej prywatności, a tą bierność w nas próbuje utwierdzić wszechobecny system współczesnej cywilizacji jak i nasza dusza w nas. Odbijamy się od jednej ściany do drugiej i bywa, że przeklinamy świat, bliskich, znajomych, religię i siebie samych za to, co nas do tej spory spotkało i spotyka. Za niesprawiedliwości naszego życia, za teraźniejszość zgoła odmienną od tej oczekiwanej i wymarzonej. Tak naprawdę wszyscy dookoła są winni naszego losu, tylko nie my sami. Może jednak warto zmieniać swoje postrzeganie na swoją prozę życia i zacząć doszukiwać się w niej dobrych, pozytywnych stron mając świadomość, iż każda chwila naszego istnienia to tylko doświadczanie mające zaowocować lepszym, głębszym wglądem w nas samych i otaczająca rzeczywistość.
Teraźniejszość jest konsekwencją naszych myśli i ich energii, działań i dotychczasowych dokonań. Większość tych dokonań znajduje się na zewnątrz nas. Atrakcyjna zewnętrzność okraszona wszędobylskim materializmem w postaci niestrudzenie zdobywanych dóbr i gadżetów. Gonienie za nimi jak małpa za owocem po drzewie. Powab własnej wielkości, ważności, przemądrzałości podszyte wspólną nazwą „ego”. Patrzenie na bliźnich z góry, wytykanie im ułomności w nieradzeniu sobie w życiu, gorszego statusu materialnego, braku gustu, ogłady czy oczytania.
Ach, jaki ten świat jest niedoskonały wobec nas samych. Mamy prawo do krytyki wszystkich i wszystkiego, świadomie pomijając własną istotę, zasługującą na wyjątkowe traktowanie i świetlaną przyszłość w zrębach systemu. Czy takie zachowania w naszym wykonaniu spowodują lepszą przyszłość? Raczej nie, bo już na etapie tu i teraz nie myślimy, nie do końca kontrolujemy własne zachowanie i emocje, biorąc udział w bezmyślnym poszukiwaniu iluzorycznego szczęścia podkładanego pod nasze „ego” przez sprytny system. Tak naprawdę nie wyszliśmy jeszcze z epoki kamienia łupanego. Nic sensownego nie potrafimy zdziałać poza notorycznym (za naszym biernym przyzwoleniem) niszczeniem środowiska naturalnego i samych siebie. Emanujemy przyziemnymi instynktami, niskimi wibracjami chciwości, zawiści, zazdrości, niegodziwości...można by długo wyliczać, choć u siebie takich cech zupełnie nie zauważamy, gdyż nas nie dotyczą!
Póki się nie zatrzymamy, nie wyhamujemy w pędzie ku temu, co nam daje współczesny urojony świat, nasza przyszłość, nawet ta oczekiwana, materialna będzie wyłącznie pustką naszego życia.
Gdy sam zaciągnąłem najpierw hamulec ręczny, to mnie „zdziwko” kopnęło po umyśle. Jakże me życie było bezbarwne, wręcz pospolite. Oparte wyłącznie na zewnętrznych atrybutach i wewnętrznym marazmie emocjonalnym i mentalnym, którym emanowałem. Nie było to zbyt miłe odczucie, choć rodziło się we mnie w bólach. To był i jest proces rozłożony w czasie, i czym ten czas w nas będzie się wydłużał, tym większą będzie wiało pustką i totalnym rozdrożem. Stan zawieszenia to już hamulec z włączonym ABS-em. To niemiłe odczucie zawieszenia na bardzo cienkiej linie nad przepastną otchłanią. To stan ducha i ciała, często na tym forum był opisywany przez osoby budzące się z odrętwienia i letargu do prawdziwego życia, pełniejszego odczuwania i radości. To już coś! Jest to moment, kiedy jednostka zaczyna się wyrywać z objęć systemu, a bywa, że i dogmatu. To czas chaosu będącego jednocześnie zaczątkiem już świadomego tworzenia własnej przestrzeni, własnej niezależnej teraźniejszości poprzez myśli, odczucia i czyny. To zwrot o 180 stopni. I o to chodzi! Nie będziemy już bezwładną masą społeczną pociąganą za sznurki, a wspaniałymi indywidualnościami, czy to komuś będzie się podobać, czy też nie. Wymaga to jednak wysiłku, samozaparcia w dążeniu ku dobru. Żelaznej konsekwencji, o którą na początku będzie trudno. Będziemy często sobie pobłażać, odpuszczać przez nawyki, przyjemności (np. alkohol, śmieciowe jedzenie, pseudo słodkości itp.), ale to już krystalizująca się zmiana w naszej mentalności. Wyłom zmieniający nas i nasze bezpośrednie otoczenie i jego postrzeganie. Jeżeli zmienia nas, to zarazem bezpośrednią teraźniejszość nas dotykającą w każdej sekundzie istnienia. Czym zmiana większa i coraz mocniej dotykająca nasze jestestwo, tym widoki na przyszłość bardziej obiecujące.
Wtopienie się w społeczną świadomość, o której już pisałem na blogu, jest degradacją własnej osoby w każdym aspekcie życia. To równa pochyła w dół, w bezbarwność w byciu szarakiem lub kimś znaczącym na usługach systemu i nie tylko.
Dożyliśmy czasów, w których bycie sobą nie jest atutem. Jest zagrożeniem dla nas i przysłowiowej społecznej większości. Bycie sobą jest komfortem własnego istnienia a nie innych. Nas interesuje wyłącznie nasze prywatne pozytywne nastawienie z pozycji miłości i dobra. Tak lekko egoistyczne postępowanie chroni nas przed wrogim systemem i ludźmi w nim się pławiących, jednocześnie dzięki naszej odmianie, dzięki zmieniającej się w naszym wnętrzu energii, zaczynają korzystać ci, którzy pragną (czują) wraz z nami coś zmienić w swoim często bezimiennym żywocie. Jest to moment, chwila prowokująca do samostanowienia własnej istoty, własnego „ja” na piedestale, na doskonalsze istnienie w obrębie otaczającej nas rzeczywistości poprzez odmianę siebie, która tworzy nową , ciekawszą teraźniejszość, stanowiącą jeszcze bardziej intrygującą przyszłość.
Załączniki
Teraźniejszość1.jpg
Teraźniejszość1.jpg (296.49 KiB) Przejrzano 100 razy

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1073
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Długość i jakość życia

Postautor: ZbyniuRoksana » 11 gru 2017, 17:51

Długość i jakość życia...przy rozwoju duchowym bywa, że zaczynamy bujać coraz mocniej w obłokach tzn. w innych bardziej subtelnych wymiarach chociażby poprzez medytację, bywanie poza ciałem itp.
Odczucia tam doznawane często nie mają żadnego odpowiednika w naszym ziemskim wymiarze. Zatem chłoniemy coraz mocniej i mocniej tamten wszechświat nieograniczonych emocji. Przez owe przeżycia świat fizyczny, doczesny przestaje mieć dla nas pierwszorzędne znaczenie, oczekując wyłącznie tego momentu, gdy ten namacalny, fizyczny świat odstawimy na bok wraz z ciałem fizycznym, bez jakiegokolwiek żalu. Faktycznie ma to miejsce po śmierci, po przejściu w świat duchowy.
Rozumiem takie rozumowanie, ale nie powinniśmy odpuszczać sobie teraźniejszości, w której ciągle doświadczamy i będziemy doświadczać, bo tak pragnie nasza dusza, chcąca poczuć emocje, które są jej potrzebne do dalszego wzrastania. Pomagając naszemu ciału i współgrającej z nim duszą, chcącą odczuwać emocje, które są jej potrzebne do dalszego wzrastania, pomagamy sobie w współgraniu z ową duszą w nas, by świadomie kroczyć przez realną teraźniejszość. Wzrastamy razem z duszą, co przekłada się na pełniejsze spektrum odczuć, nastawienie do życia, a nawet zdrowia. Współgranie z duszą w nas to zmienianie, naginanie naszego życia do poszerzających się horyzontów obejmujących całość naszego żywota. Przestajemy uczestniczyć w społecznej świadomości, jako nieświadome zombi na usługach wszechwładnego systemu jak i dogmatów.
Szczerze, wolę swój tok rozumowania od tegoż głównego nurtu w byciu poprawnym społecznie i nie tylko. Moją intencją powoli, coraz mocniej, staje się odwracanie wszelkich procesów destrukcyjnych zarówno w własnym organizmie, jak i sferze mentalnej oraz duchowej. Takowa zmiana nastawienia sprawia, iż odczuwam coraz mocniej samo życie w wszelkich jego przejawach.
Osiągnąłem optymalny wiek w pełnej sprawności umysłowej (!), fizycznej i duchowej. Dopiero teraz zaczyna się prawdziwe czucie życia, nie polegające na odcinaniu kuponów z tego, co się przeżyło i zgromadziło, tylko albo aż, doklejaniu ciągle nowych...
Jak to zrobić? To już bardzo szerokie zagadnienie. Ale wiem jedno, jest to możliwe i wskazane w przypadku połączenia własnej doskonałej istoty fizycznej i mentalnej z duchową. Przy takim połączeniu możemy zacząć się bawić w Stwórcę na poważnie, bo jesteśmy jego doskonałością z możliwościami całkowitego samostanowienia po przez wolny wybór (wolną wolę). Ja porwałem się na niemożliwe, choć do tej pory nie byłem tego faktu świadomy. Właśnie – świadomość tu i teraz. Wraz z wzrastającą świadomością w nas, mamy możliwość przezwyciężania wszelkich ograniczeń, które tak naprawdę nie istnieją. Jeżeli już, to w nas samych, gdyż każde ograniczenie tworzymy sami z siebie i na własne niewymuszone życzenie, nie wierząc w swoją doskonałość. Wszak świat i wszechświat jest nieograniczony i my w nim. I napiszę serio – mam zamiar to wykorzystać w pozytywnym sensie na wszelkie dostępne i możliwe do zrealizowania sposoby. Jest ich tak wiele, jak daleko sięga nasza wyobraźnia i horyzonty myślowe. Właściwie już je wykorzystuję i ciągle się uczę, gdyż to droga bez końca, bez mety i pozostaje tylko jedno pytanie – która z nich będą dla mnie, dla ciebie, dla was odpowiednia?
Jedno pozostaje niezmienne, wszelki werbalny i niewerbalny rozwój z pominięciem sił wyższych (duchowych) w tym samego Źródła, pozostanie jedynie jego ograniczoną namiastką. Wiele przykładów można naocznie zauważyć w necie przy wielu osobach, chcących być na firmamencie poznania i znaczenia, dzięki uskuteczniania różnych praktyk z gadżetami włącznie, w celu uzyskania mocy i przez nią móc dostąpić tych sfer, które z pominięciem Źródła nigdy nie będą w zasięgu ich percepcji. Niepostrzeżenie też, może nas zatrzymać własne „ja” i „ego”. Ich zrównoważenie i panowanie nad ich samowolką może nam niezmiernie pomóc, lub całkowicie zaszkodzić. Ale mamy wolną wolę, to też każdy podróżuje przez życie na swój, indywidualny sposób...cdn.
Załączniki
Nieszablonowe życie.jpg
Nieszablonowe życie.jpg (500.76 KiB) Przejrzano 24 razy


Wróć do „Cel”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość