Przebudzenie a proza życia...

Twój pamiętnik online.
.
<yahoo> Wszystko tu jest w temacie! Nic nie jest off top!
.
Może to być narracja szukającego obudzenia, obudzonego lub osoby, która zaciekawiła się ruchem obudzonych. Dziś intucja mi podpowiedziała to i tamto... albo wszystko co jest ważne, co przerobiłeś/zintegrowałeś/odkryłeś, co chcesz zachować, utrwalić. Może być to blog czasu realnego czyli każdego dnia wpis lub wpisy typu "jak mi się zachce/mam coś ważnego, to piszę jak nie to nie". Jeżeli spotkało Cię wydarzenie o którym nie masz z kim porozmawiać, aby to wyrzucić z siebie.
.
<chatownik> Wyżyj się na klawiaturze, żeby ciśnienie zeszło!
.
Tematy tutaj to ciekawostka z tego jak Ci zleciał dzień, choć pewnie wydaje Ci się, że nikogo to nie obchodzi, ale co tam, samo napisanie tego działa relaksująco...
.
<serducho>
.
Zachęcam wszystkich do pisania swojego bloga z poziomu serca i komentowania blogów innych. Nowy temat w tym dziale to Twój nowy Blog.
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1155
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: ZbyniuRoksana » 24 sie 2016, 17:49

INDYGO
Osoby z tym kolorem aury nie mają lekkiego życia mimo faktu, że zostały wybrane do tworzenia nowej, odmiennej rzeczywistości od tej, którą znamy na co dzień. Nie da się bowiem łagodnie pogodzić starych skostniałych struktur z nowym, bezinteresownym, przyjaznym podejściem do wszelkich form życia i działa wyłącznie dla ich dobra, jak i dobra całej naszej planety. Posiadają wyjątkowe cechy, które niestety często bywają uważane za aspołeczne i nieprzystosowane do zastałej rzeczywistości. Po prostu bywają trudne zwłaszcza w wychowywaniu, gdyż z natury posiadają buntowniczą i bezkompromisową naturę. Mają własny, osobliwy system preferencji i nie znoszą nakazów i zakazów względem ich sposobu życia i zachowania. Wykazują się niespożytymi pokładami energii twórczej, która zmusza ich do ciągłego działania, do ciągłego bombardowania szarych komórek, by były w ciągłym napięciu do działania. Smutne bywały, zwłaszcza w przeszłości częste przypadki diagnozowania dzieci Indygo jako ADD (zespół zaburzeń koncentracji uwagi) lub ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi). Konsekwencją takich diagnoz było faszerowanie owych pięknych istot środkami farmakologicznymi z Retalinem na czele. Korporacje farmaceutyczne zbijały kapitał na takowych działaniach a zastały w bezruchu sprytny system miał możliwość zapanowania nad niesforną grupą osób przypisaną do wielkich zmian na ziemi i w nas samych. Współczesne, najmłodsze pokolenie Indygo ma się zdecydowanie lepiej. W przedszkolach i szkołach zauważa się wyjątkowość tych dzieci. Ich nieskrępowaną błyskotliwość i dojrzałość względem innych rówieśników. Co bardziej rozważni pedagodzy, nauczyciele czy opiekunowie pielęgnują wyjątkowe cechy osobowe tych dzieci i starają się je chronić przed zaszufladkowaniem przez system i społeczny standard jako nieprzystosowane do współżycia. Ironią losu są opisy osobowe dzieci Indygo z przedszkoli, które są materiałem często weryfikacji w szkołach podstawowych. Będziecie zaskoczeni...gdyż rysy osobowe tych dzieci bywają jak laurka. Inne dzieci mogą im tylko pozazdrościć, choć zapewne nie chciałyby przechodzić od dzieciństwa szkoły niezrozumienia i braku akceptacji przez rodzinę, szkołę, kościół czy państwo jako nadrzędną instytucję (zesztywniały system). Dzieci Indygo nie są podatne na skostniały system, dogmat czy siłową perswazję. Są i pozostaną niezależne bez względu na sytuację. Gdy w latach siedemdziesiątych zaczęły się pojawiać pierwsze Indygo, nie miały szans rozwoju bo system potrafił ich stłamsić za wczasu. Jednak to co mają w środku, nie dało się im odebrać. Po latach letargu potrafiły i nadal potrafią pobudzić w sobie ową swoistą odmienność, która jest wyjątkowością godną podziwu i szacunku. Umownie za okres końcowy narodzin dzieci z tą piękną aurą przypada na około 2000 rok. Choć moja latorośl przeczy tej dacie, gdyż pojawiła się na tym ziemskim padole po 2002 roku. Zatem kochani rodzice, którzy są świadomi (lub nie), iż w waszym domu przebywa tak niesamowita świadomość w ciele córki lub syna – macie pozamiatane! Bez bezgranicznej cierpliwości, spokoju, zrozumienia i uwagi możecie mieć w domu ciągłą zmianę nastrojów. Od waszego umiejętnego dopasowania się do roli rodzica towarzyszącego swojemu dziecku zależy, czy staniecie się strażnikiem jakiś tam standardów społecznych czy chociażby praktykowanej wiary, czy prawdziwym rodzicem i mentorem na drodze niezwykłego rozwoju waszych pociech. Macie wybór w schlebianiu systemu lub rozwijaniu niesamowitej osobowości waszych skarbów. Osobiście mam to szczęście, że jestem świadomy roli, jaką spełniam pomagając mojemu dziecku w poznawaniu i opisywaniu tego świata i jego złożoności, w którym egzystuje. Mając na uwadze, że barwa indygo odpowiada czakry zwanej „trzecim okiem” nie da się pominąć sfery duchowej, gdyż posiadają naturalne skłonności do jasnowidzenia i widzenia energii. To nie jest regułą. Każde z nich jest indywidualną jednostką i ma przypisany nie co inny tok działań tu i teraz. Chciałem tylko zauważyć, że takowe możliwości istnieją. Jeśli rozwój umysłowym powiążemy z mentalnym i duchowym to też macie przechlapane...gdyż z rozwojem dziecka możecie stać się światkiem często niezrozumiałych dla waszego umysłu pomysłów, działań czy zdarzeń nie dających się do końca racjonalnie wytłumaczyć za przyczyną cudownych indygo. To ciężki kawałek chleba w wychowaniu a raczej towarzyszeniu w wychowaniu takowego dziecka. Zapewniam jednak, że wasz trud na przestrzeni lat przyniesie niesamowitą satysfakcję i radość z faktu możliwości uczestniczenia w narodzinach nowej osobowości na lepszy choć jeszcze nie znany świat, który was kiedyś pozytywnie zaskoczy.
WIEDZA
Bywa hamulcem w rozwoju...
Załączniki
Wiedza..jpg
Wiedza..jpg (229.35 KiB) Przejrzano 724 razy
Ostatnio zmieniony 11 paź 2016, 18:26 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1155
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: ZbyniuRoksana » 29 sie 2016, 18:42

WIEDZA
Trafia się nam ciekawa książka, pismo, artykuł w necie o alternatywnych sposobach postrzegania, myślenia czy ciekawego sposobu na doczesne życie. Czytamy i nie dowierzamy, że istnieją inne wspanialsze możliwości zagospodarowywania własnej przestrzeni jakże odmienne od utartych schematów w nas tkwiących. Odkładamy przewertowaną treść na półkę w umyśle i albo zapominamy o niej, choć wzbudziła w nas niepokojące myślowe turbulencje albo sięgamy dalej, po następne intrygujące czytadła. Zaczynamy się bawić w sposoby, metody i różnorakie praktyki przekonani, że nas doprowadzą do super fajnych odczuć, zdarzeń, możliwości i potencjałów. Zaczynamy z tego zlepka doświadczeń tworzyć dla siebie nową, niezwykłą w naszym mniemaniu przestrzeń. Nabieramy wprawy, przekonujemy się o tej czy tamtej technice, metodzie – że jest super. Brawo! To faktycznie powód do dumy, bo zrobiliście w sobie wyrwę jakże niebezpieczną dla społecznego ogółu a jakże pożyteczną i pozytywną dla was samych. Jednak przy okazji zaczynacie się przekomarzać o to, co jest lepsze, bardziej efektywne, bardziej wiarygodne. Stajecie się w własnym przekonaniu mądrzejsi, bardziej światli i uduchowieni bo...bo posiadacie wiedzę. Tylko pozazdrościć. Każdy z nas coś wie i dopiero wspólna wiedza coś pożytecznego wnosi dla ogółu. Nawet tu na tym forum często spotykam się z filozofowaniem w formie próby delikatnego narzucania własnych poglądów i myśli, uważając się przy okazji za znawców danego tematu. Napakowani mnóstwem wiadomości z różnych źródeł, trawimy swój cenny czas na szukaniu argumentów dla swoich racji i doznań jak narkoman, który woli nieświadomie bujać w matni niż twardo stąpać po ziemi i dostosowywać nowo tworzącą się prywatną przestrzeń do realiów życia, których jak na razie nie da się obejść choć można ją nieco nagiąć. Pocieszę was. Każda rozwijająca się duchowo osoba przechodzi taki stan, okres w swoim życiu. Choć bywają wyjątki i to raczej związane z współczesną zmianą energii na ziemi niż z powtarzalną regułą. Dlatego, gdy czytam wręcz filozoficzne wywody na jakiś ciekawy temat, uśmiecham się radośnie wspominając moje błądzenie w poszukiwaniu wiedzy, duchowości, zamiast bezpośredniego (od serca) połączenia z górą. Duchowość, obudzenie, oświecenie...bycie mistrzem, to tylko słowa – slogany. Miłe dla ucha i własnego „Ego”. Cóż, Polak to Słowianin. Słowianin zaś w naturze ma niespokojną i niepokorną duszą pełną „ułańskiej „ fantazji. I w tym nasza siła. I w tym nasza niezależność i umiejętność dopasowania się do nowych energii, wyzwań ale też nadmiernego bujania w obłokach własnych przekonań. Jednak w tym mętliku drzemie w nas naturalna skłonność do obchodzenia utartych schematów, zatem również i szukania alternatywnych sposobów uczestnictwa w naszej ziemskiej przestrzeni. To początek twórczej, niekończącej się podróży ku dobru, miłości itp. wyłącznie pozytywnych doznań, tak nam potrzebnych do bycia lepszym w każdym calu dla siebie, bliźnich i świata. Oczywiście, można również niepostrzeżenie wstąpić na ścieżkę zła ubranego w dobro, będąc przekonanym, że to my kontrolujemy tą własną prywatną przestrzeń. W końcu posiadamy wolną wolę ale też i umysł. Wypada z niego ciągle (!) korzystać. Zwłaszcza w czasie, w którym mamy pewne zadania do wykonania tu i teraz. Zatem wolną wolą obieramy dobro, które nie wystawia rachunku za doznania czy możliwości uczestnictwa w tworzeniu nowego, lepszego otoczenia pełnego bezgranicznej miłości w nas tkwiącej. Z tak pozytywnymi fluidami jesteśmy w sposób naturalny zabezpieczeni w prywatnym rozwoju ku dobru, w którym nie ma granic poznania i czucia najlepszych z możliwych intencji będących czymś naturalnym tam na górze. To niekończąca się przygoda. Zło zawsze stawia nam gdzieś w przyszłości przystanek końcowy, na którym trzeba wysiądź i pójść do kasy, gdzie trzeba uiścić należność za przyjemną jazdę w materialnym świecie bawienia się na kredyt bez pokrycia. Czasem cena bywa bardzo wysoka. Jeżeli jednak bujamy wyłącznie w czystych, pozytywnych wibracjach połączonych z równie czystymi intencjami - a nie jest to takie łatwe i proste – gdyż wymaga ciągłej samodyscypliny i czujności, to pozostaje nam jeszcze tylko mały niezauważalny problem do przeskoczenia. Można go nie zauważyć, pominąć i pozostać w jakimś tam etapie rozwoju bez rozwoju. Chodzi o nasze ukochane serducho! Działanie z pozycji umysłu i wiedzy przynosi wymierne korzyści do pewnego określonego momentu. Bywają w necie takie osoby, które skupiły się na umyśle w swojej tzw. doskonałości. Prawdziwa doskonałość jednakże płynie z naszego wnętrza. Od serca, od tej malutkiej cząsteczki boskiej, która w nas świeci. Nasza droga rozwoju na bazie umysłu, paradoksalnie zbliża nas do owego boskiego połączenia, które w sobie możemy za przyzwoleniem „góry” (dzięki naszemu postępowaniu) otworzyć, by dopełnić i zjednoczyć nasze jestestwo duchowe i fizyczne do jednego poziomu odczuwania i cieszenia się możnością pływania w eterycznych doznaniach na wzór i podobieństwo Źródła. Fajnie mi się pisze. Zdaję sobie jednak sprawę, że osiągnięcie takiej błogości ducha i ciała musi być poparte wytężoną pracą. Ciągłą pracą, w której jesteśmy poddawani nieustannie sprawdzianom, by je zaliczać lub oblewać. Zawsze dostaje się następną szansę i następną. Trzeba tylko mocno, gorąco chcieć uczestniczyć w własnym poznawaniu słabości, pokonywaniu ich i dawaniu tym samym radości naszym opiekunom z wyższych sfer niebiańskich. W drodze ku dobru nie ma kredytu we frankach, który możemy zrealizować w ratach często bez pokrycia. Liczy się wyłącznie nasz wkład w bycie dobrem i czystą miłością od serca. Czym emanujemy, czym afirmujemy to to samo otrzymamy w takiej czy innej formie. Również w formie wiedzy z stamtąd i nie jest to wiedza książkowa, a wyłącznie wiedza naznaczona prawością i szlachetnością. Każdy z nas jest inny, to też otrzymuje to, co mu najbardziej przydatne do pracy na rzecz bliźnich, otoczenia i naszej cudownej ziemi. Możemy stać się świetlistymi postaciami w obecnej ziemskiej powłoce poprzez przepełniające nasze serce emanacje boskiej energii. Życzę wam, abyście mogli doświadczyć, poczuć czystą eteryczną światłość przez osoby emanujące taką energią, by móc samemu otworzyć to, co bywa często w nas zamknięte.
GURU
Potrzeba obrania sobie nauczyciela do rozwoju duchowego bywa schematem...
Załączniki
Guru..jpeg
Guru..jpeg (96.59 KiB) Przejrzano 723 razy
Ostatnio zmieniony 11 paź 2016, 18:35 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Beyond
Aktywny Forumowicz
Posty: 79
Rejestracja: 31 mar 2016, 16:47

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: Beyond » 29 sie 2016, 19:18

dzięki za kolejny wpis <okok> <brawo>

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1155
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: ZbyniuRoksana » 04 wrz 2016, 16:54

GURU
Potrzeba przewodnika duchowego w rozwoju własnej drogi ku duchowości jak najbardziej wskazane, gdy jeszcze za bardzo nie jesteśmy obeznani w temacie (nie mam tu na myśli wiedzy książkowej). Obranie sobie przewodnika za Guru, Mistrza i ślepe podążanie za nim jednak nie wskazane. Każda światła osoba coś nowego może wnieść do naszego prywatnego świata coraz bardziej subtelnych odczuć. Przyklejenie się do konkretnej osoby (Guru) to zabijanie w sobie indywidualności i niezależnych często nieznanych zdolności w imię naśladowania, papugowania praktyk wybranego mistrza. Będę powtarzać do znudzenia, że każda istota ludzka posiada odmienny konglomerat cech i predyspozycji! Zatem samodzielny rozwój przy wsparciu (nie narzucaniu się) osób bardziej doświadczonych, na poszczególnych szczeblach naszego wzrastania, bez obietnicy jednego, konkretnego kierunku poznawania (nauki) jest najlepszą i najbezpieczniejszą formą – intuicyjnego wyczucia własnych możliwości. Uczymy i doskonalimy się w konkretnych praktykach, sposobach na to czy tamto od innych, którym to wychodzi. Przy okazji im zazdrościmy – a to negatywna emocja! Sęk w tym, że u niektórych wachlarz pewnych możliwości jest świetnie opanowany i nic ponadto. Zatrzymują się na takowym połowicznym rozwoju. Rozwój to nie stagnacja, samozadowolenie z siebie, z otoczenia, które nas łechta aurą podziwu i zachwytu. Rozwój to nieustanne dążenie do głębszego samopoznania siebie i sfer eterycznych. Nie piszę – boskich – gdyż nie wypada. Źródło samo decyduje, czy możemy poczuć ową niebiańską miłość. Rozwój to niekończący się ciągły proces wzrastania. Sfera duchowa nie ma granic poznania. Kogo więc możemy nazwać Guru? Taka osoba po prostu nie istnieje! Jeżeli jesteście przekonani, że tak, to raczej z pozycji samouwielbienia, chęci bycia nad innymi bardziej oświeconą z podszeptem egoizmu i zadufania, ładnie zakamuflowanego pod postacią wyjątkowo łagodnej, przychylnej aury wobec swoich wielbicieli. Rozwój jest po to, by z czystej pozycji bezinteresowności wspomagać innych w poszukiwaniu ich własnych indywidualnych możliwości, wskazywaniu mocnych punktów, nakreśleniu nowych bodźców w nas tkwiących byśmy sami zrozumieli, co w naszym postępowaniu najbardziej nam sprzyja i pomaga. Narzucanie własnych przekonań jako jedynie słusznych i niepodważalnych, to urabianie sobie grupy ślepo zapatrzonych w „cudownego” mistrza. Niestety, nie ma to zbyt wiele wspólnego z bezinteresownością, w pomaganiu od serca bliźnim, by mogli równie wiele osiągnąć lub pójść o wiele dalej...ku Źródłu. Są organizowane różnego rodzaju warsztaty, prelekcje i praktyki. Zapraszani są przedstawiciele innych kultur o rozwiniętej duchowości. Otrzymujemy certyfikaty, dyplomy za odpowiednia kwotę pieniężną. Dokupujemy gadżety i stajemy się władni w danym temacie. I tylko to się liczy, bo przecież opłacono warsztaty, bo oprawiono sobie dyplom, bo materialne wspomagacze umieszczono na właściwym miejscu w domu, bo wreszcie zdjęcie ukochanego Guru powieszono na ścianie. Reszta, ta ciekawa w poznawaniu nieznanego pozostaje odłożona na czas nieokreślony bo bawimy się nowo poznaną praktyką w bycie nieomylnym przy pomocy wahadełka, kryształowej kuli lub bardziej wyrafinowanych przedmiotów. Czyli wpadamy nieświadomie w pewnego rodzaju schemat. Poszerzamy swoje grono znajomych o osoby z „przeżytych” warsztatów, równie zafascynowane konkretnym, ukierunkowanym rozwojem. Razem zaciekle dążycie (często wbrew własnym predyspozycjom) do poznania na wylot praktyki, którą reprezentuje osoba prowadząca, bywa, że w zastępstwie Guru, którego zdjęcie widnieje w najbardziej eksponowanym miejscu jako talizman, uświadamiając uczestnikom ważność ich wspólnych spotkań. To jakby sport, jakby wyścig po wiedzę, po bycie doskonałym wśród innych. Coraz mniej czasu pozostaje na spoglądanie w głąb siebie, na uważne przysłuchiwanie się osobom, które mają coś innego, ciekawego do powiedzenia. My przecież przebywaliśmy w przestrzeni Guru i tylko to się liczy. Chłonęliśmy całym ciałem i umysłem jego jestestwo czasem przy okazji zasilając też jego - własną energią. Piękny świat jak z bajki Disneya. Niestety, to nie przedszkole i czasem trza się obudzić, mocno obudzić by stwierdzić, że nie istnieje jedynie słuszna droga. Sam się ciągle przekonuję, iż czasem nadmiar wiedzy może być hamulcem, biegiem wstecznym w drodze ku boskiemu światłu. Spotykam na swojej drodze osoby dające mi do zrozumienia, że warto i ich posłuchać. Na szczęście! Potrafią w sposób bezwiedny, bez narzucania się pokazać alternatywę do naszych zmagań nie tylko z materią w naszej cywilizacyjnej rzeczywistości...to jak dostanie plaskaczem w twarz. Sztuką jest uświadomienie sobie, że nie my jesteśmy wyrocznią. Wyrocznią (w pewnym sensie) jest możność poznawania osób o ciekawszych przemyśleniach, sposobach na życie, na wiedzę i wprowadzanie owej całości do swojej prywatnej przestrzeni. Uczenia się poprzez spojrzenie na siebie ich oczami i ich sercem. Zaczynam mieć w sobie coraz więcej pokory nie do jakiegoś tam Guru a wyłącznie do Źródła, które stawia na mojej drodze osoby czasem niepozorne (nie narzucające się) ale z taką aurą mądrości i miłości płynącej z ich wnętrza, że ja sam staję się mały. Guru to każdy bliźni, którego spotykamy na drodze a emanujący bezinteresowną dobrocią i miłością płynącą z głębi własnego serca ku nam.
PS: szczególne podziękowania dla Madzi, choć nie zawsze się zgadzamy <pocieszacz>
PRZEBACZENIE
Bez niego zawsze będziemy blokowani na poznawanie wszechświata.
Załączniki
Przebaczenie.jpg
Przebaczenie.jpg (41.42 KiB) Przejrzano 730 razy
Ostatnio zmieniony 08 paź 2016, 17:17 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1155
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: ZbyniuRoksana » 07 wrz 2016, 21:31

PRZEBACZENIE
Zastanówmy się na spokojnie, ile osób nie lubimy, ilu nienawidzimy czy wręcz życzymy im wszystkiego, co najgorsze. Pole do popisu mamy przeogromne – praca, uniwerek, znajomi naszych znajomych, sąsiedzi czy ukochana rodzina. Same negatywne myśli o tych osobach niezmiernie was irytują, wkurzają. Wystarczy podpiąć lond i podpalić i by się działo... Czy takie emocje bywają adekwatne do emanowania pozytywnymi fluidami? Staramy się być sympatyczni, lubiani, szanowani, podziwiani przez otoczenie by się dobrze czuć we własnej skórze. Z tyłu jednak ciągle rośnie nam garb nierozwiązanych od lat negatywnych emocji z przeszłości, teraźniejszości i zapewne z przyszłości, gdy się zapętlamy w swoim zaciekłym, choć z pozoru niewinnym nielubieniu wybranych osobników płci obojga. Nie zważamy, nie chcemy zauważyć swojego postępowania. Bo w imię czego? Zapewne nie własnego dobrego samopoczucia a raczej odwrotnie. Może nam przybyć zmarszczek, możemy wypalić więcej papierosów (fu) lub wypić kilka kieliszków czegoś mocniejszego by się zrelaksować w swojej niesympatycznej aurze do często ducha winnej osoby, która czasem nawet nie jest świadoma emanującej z nas, myślowej agresji. Totalny absurd! Inny przykład. Spotykamy kogoś nowego lub ktoś tam jest nam przedstawiony i po wyglądzie czy odczuciu potrafimy zawczasu danego delikwenta spisać bez pardonu na straty. Przyłożyć mu łatkę, bo po prostu coś nam nie pasi. Cóż, taki wytwarzany przez nas samych bagaż emocji nieumyślnie przemycamy do nowego lepszego świata przebudzenia czy obudzenia, by poczuć się kimś lepszym. Przebudzenie – fajna sprawa. Oczyszczanie z negatywów i zmianę swoich myśli na pozytywne – jeszcze ciekawsze, bo trudniejsze. Wiąże się z zmianą mentalności, postrzegania, zachowywania. Jednym słowem z odmianą części utartego przez życie charakteru i osobowości. Bez tej podstawowej podmiany możemy zapomnieć o próbie dotyku niebiańskich emocji, gdyż ani trochę nie przystajemy do tak dalece cudownych wibracji. Odreagowujemy na bliźnich. Gdyby tak nie było, to nie topilibyśmy się w własnym jadowym sosie uznając, że i tak jesteśmy lepsi od nich. Negatywne odreagowanie paradoksalnie przyciąga jeszcze bardziej negatywne emocje w tych postaciach, które rzeczywiście nas irytują. Bezinteresownością naruszamy własny schemat myślowy zmieniając równocześnie swoje postępowanie. Naruszamy też schemat zachowania osoby dla nas negatywnej, wytrącając jej argumenty z ręki w postaci braku stłumionej agresji z naszej strony. Wystarczy obojętność czy neutralność odczuć by rzeczywiście poczuć się inaczej, jakby bardziej lekko. Nie mamy innego wyjścia. Chcemy się rozwijać, zatem nieustannie wzrastać w duchu dobra do niezbyt przychylnego nam otoczenia. Pozostaje więc nam zaakceptować, że w naszym życiu będą się pojawiać negatywne emocje (bo świat nie jest idealny), które nie musimy przyjmować na przysłowiową „klatę”, tylko neutralizować zawczasu pozytywną afirmacją lub po prostu nie wchodzić w bliskie relacje z negatywem. Zawsze mamy wybór i tylko od nas zależy, jak ułożymy sobie swoją prywatna przestrzeń w tej publicznej. Zdaję sobie sprawę, iż nie zawsze da się przekonać do siebie lub przynajmniej zneutralizować działanie nawet wieloletniego adwersarza czy to w rodzinie, pracy a nawet w związku. Bywa, że druga strona nie zamierza się wykazać odrobiną zainteresowania w ułożeniu co najmniej poprawnych relacji międzyludzkich. Pozostaje pożegnanie takiej osoby raz na zawsze w myślach, życząc jej w skrytości ducha samych pozytywnych wydarzeń w jej życiu prywatnym. Nie chodzi tu bynajmniej o skrajność np. w zerwaniu więzów rodzinnych, tylko zredukowanie możności przebywania przy takiej osobowości do minimum. Sprawa się komplikuje, gdy tą osobą jest partner, partnerka. W takiej sytuacji nie ma jedynie słusznego rozwiązania. By wzrastać, nasze najbliższe otoczenie powinno nam sprzyjać, również dla własnego dobra. Jeżeli jednak druga strona z przekonaniem utkwi w swoich często absurdalnych dywagacjach to nie obejdzie się od radykalnych postanowień. Bywa tak, że odcięcie złych relacji wpływa pozytywnie na obydwie strony. Te pozytywne wyzwalają się z braku energii negatywnej przy braku kontaktu ich dwojga. Cóż, czasem przecięcie czegoś niedobrego prowadzi do uwolnienia stłamszonych w nas pozytywnych cech charakteru i uczuć. Jednak pewne osobowości straszliwie zafiksowane w swoim niepoukładanym emocjonalnym labiryncie tkwią w świętym przekonaniu, że czynią dobrze, że to oni mają jedynie słuszną rację. Hmmm...można codziennie biegać na poranną mszę do kościoła a w sercu mieć kamień coraz bardziej ciążący i odpychający od siebie najbliższych. Niestety, nie uda się nam zbawić całego świata ale zawsze możemy uratować własną prywatność w imię naszego osobistego dobra. Musimy wykazać się silną wolą, by umieć wybaczyć i puścić w świat takowe „złe” osobowości, by móc z dala bez emocji, bez mentalnego powiązania, takiej osobie wybaczyć. Czasem „ta” osoba bywa nieświadoma czynów, którymi rani bliską istotę ciągle z nią przebywającą. Tym większa jest siła wybaczenia, przebaczenia choć to bywa niezmiernie trudne. W myślach wręcz a wykonalne. Ale to jedyna forma oczyszczenia i powrotu na ścieżkę równowagi emocjonalnej i duchowej by upiększać swoje ciało duchowe jak i fizyczne.
CHĘTNI NA SPOTA
I co dalej za tą nazwą się kryje?
Załączniki
Chętni na spota.jpg
Chętni na spota.jpg (53.62 KiB) Przejrzano 729 razy
Ostatnio zmieniony 08 paź 2016, 17:20 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1155
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: ZbyniuRoksana » 13 wrz 2016, 17:28

CHĘTNI NA SPOTA
Rejestrujemy się na stronce „Obudzeni.info” i widniejemy jako ktoś nowy nikt nie znaczący, początkujący. Mamy zwyczajnego nicka nie wyróżniającego się z tłumu podobnych. Ale gdy wpiszemy się do „chętni na spota”, to kolorek odmienia się w piękne blue. Fajnie wygląda i już jest zauważalne. Sami jesteśmy zauważalni, bo wysyłamy sygnał do innych, że jesteśmy otwarci na poznawanie. Zaraz zaraz, poznawanie ludzi czy treści, które tu na forum co bardziej odważni zostawiają...
Poznawanie osób o podobnych odczuciach z poziomu serducha wypływa z bezinteresowności. To nie egoistyczne słowo, gdyż dzięki bezstronności (bezinteresowności) nie klasyfikujemy tych bliźnich, którzy mają odwagę i chęć podzielenia się własnym czasem i wiadomościami, przemyśleniami, czymkolwiek z nami, myślącymi lub czującymi podobnie. To sztuka i nauka, by w każdej napotkanej tu lub poznanej istocie widzieć to co urocze, pozytywne lub być świadkiem piękna, które za jakiś czas wypłynie, rozświetli się własnym blaskiem. To przyjemność i przywilej. Ale również zobowiązanie do wspomagania, współuczestniczenia w takowym rozwoju. To jak przygoda nie mająca końca ani finału. W którym miejscu znajdziemy się przy takiej odmianie, to już kwestia otwarta i zależna od tego, jak dalece chce w naszej prywatniej przestrzeni namieszać Bogu i sami sobie. Mamy wolną wolę, ale za sznurki i tak pociąga góra. Zwłaszcza gdy ktoś lubi chodzić pod prąd i ma to we krwi. Coś na ten temat wiem z autopsji. Czasami zastanawiam się, czy na stałe nie przywiązać sobie do tyłka poduchy by zniwelować otrzymywane kopniaki z „stamtąd” bym nie był za bardzo hardy i krnąbrny <beksa> . Wracając do tematu, wspominałem o bezinteresowności ale i szczerości. Nasz cudny kolorek nicka to dopiero wstęp do amorów związanych z wymianą myśli i wiedzy z innymi. Tylko jak tu kogoś namierzyć, gdy w większości przypadków tylko imię lub pseudo bez określonego rejonu świata, gdzie nasze posadowione siedzisko przed kompem czyta tą treść. Bez wieku, który nie ma znaczenia ale otwartość chyba też bywa ważna. Obudzenie nie liczy wiosen, nie ocenia miejscowości, w której mieszkamy np. pod nazwą „Kuchnia” (autentyk). Działanie z poziomu serca nie lubi chowania się, kluczenia, gdy chcemy, by ktoś nas pozytywnie zaskoczył. Gdy szukamy otwartości i zrozumienia, to też powinniśmy przełamywać siebie...bo np. ktoś mnie wyśmieje, że tu jestem. Jeśli wyśmieje to ten ktoś ma problem, bo ty już nie. Fakt, też tu utknąłem. To sprawka Gloriana <okok> ...ja się nie przyznaję! Cóż, jestem tu i mam już jakieś skromne doświadczenie. Dla zainteresowanych – pozytywne odczucia, negatywnych brak. Czyli w pewnym stopniu nabyłem już jakieś wiedzy w tym temacie. Chyba otworzę nowy temat w formie poradnika „spotkania dla początkujących obudzonych”. Wiem, że ten "tytuł" byłby ciekawszy i chętniej oglądany niż blogi od Gloriana począwszy a na moim skończywszy - razem wziętych. Liczba wyświetleń byłaby zapewne liczbą nieskończoności. Moi drodzy, co ma być to będzie. Jeżeli podchodzimy do tematu z czystą intencją, to samo otrzymamy choć czasem bywa inaczej. Ale gdyby wszystko było takie proste i łatwe to nie warte zachodu, zainteresowania. Polecam zabawę w poznawanie się na stopie towarzysko-osobistej ( nie mylcie z portalem randkowym). Pisanie jest fajne, kontakt bezpośredni ciekawszy, bo bardziej wymagający a zarazem intrygujący. Bywa fajny, gdy jest pełen szczerości i gdy ową szczerość nie wykorzystamy do własnych potrzeb bez zgody drugiej strony. Praktyczna porada – szukajcie obudzonych w pobliżu miejsca zamieszkania. W każdym innym przypadku nieuchronne bankructwo finansowe w przyszłości możliwe. Zauważyłem, że największe grono tutejszych bywalców to Warszawka. I cóż z tego! Osobiście znam dwie osoby z W-wy. Jedna z nich szukała ciekawych osób do wymiany myśli, wiedzy i po prostu do miłego spędzenia czasu i ...dopowiedzcie sobie sami (czyli nic) <zalamka> . Druga – nie ma za dużo czasu i żyje w świecie, o którym wam się nawet nie śni <yahoo> . My się tu mądrzymy, filozofujemy z nadęciem a powiem wam, że najwięcej otrzymałem i otrzymują z owych spotkań czy rozmów. Mogą to być różne środki łączności np. telefon, Skype itp. możliwych form jest sporo, tylko trzeba się ruszyć i nabrać odwagi. Tu nie trzeba świecić kluczykami od mecusia, kontem z nieprzerwanie długim rzędem zer czy najnowszym ciuchem ze świata mody. Jedyną kreacją jesteśmy my sami dla siebie i dla bliźnich. W tym największe nasze piękno, które warto poznawać, doświadczać a tym samym uczyć się siebie nawzajem, własnych odczuć, reakcji i umiejętności przede wszystkim słuchania! A nie mądrzenia się, bo ja to czy tamto wiem lepiej. Ja tu się mądrzę, to pewnik <uoee> . W realu słucham <prosi> a to trudniejsze ale i ciekawsze. Zapraszam do wychodzenia poza ramy tego forum. Powinno nas łączyć wspólne odmienne spojrzenie na świat <pocieszacz> jakże inne od obowiązującego schematu. Nie tylko przez klawiaturę kompa czy najnowszego modelu smarfona a przede wszystkim w realnych okolicznościach bycia nawzajem zainteresowanym w utrzymywaniu kontaktów, nie tylko tych wirtualnych. Warto przełamywać własne słabości, które w oczach drugiej strony mogą stać się siłą napędową do dalszego poznawania. Teraz wiem, że gdy jutro spojrzę na rozpiskę „Chętni na spota” to zaroi się od nazw miejscowości i cyferek niby naszego wieku bez wieku... <serducho>
OCENIANIE
...jest w nas automatyzmem godnym podziwu.
Załączniki
Ocenianie.jpg
Ocenianie.jpg (18.4 KiB) Przejrzano 728 razy
Ostatnio zmieniony 08 paź 2016, 17:23 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Glorian
Administrator
Posty: 1631
Rejestracja: 07 mar 2016, 11:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: Glorian » 13 wrz 2016, 18:43

Chętni na spota! <brawo> <okok> <serducho> <lubie_to>
Też mam przemyślenia z tym związane. Postaram się to wyszczególnić i nagłośnić.

Awatar użytkownika
Glorian
Administrator
Posty: 1631
Rejestracja: 07 mar 2016, 11:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: Glorian » 13 wrz 2016, 22:45

Kawał dobrej roboty, ZbyniuRoksana. Zainspirowałeś mnie i już gotowe, a co i gdzie to sam polookaj :d

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1155
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: ZbyniuRoksana » 14 wrz 2016, 9:43

Glorian pisze:Kawał dobrej roboty, ZbyniuRoksana. Zainspirowałeś mnie i już gotowe, a co i gdzie to sam polookaj :d

Cieszę się. Jeżeli choć jedna osoba skorzysta z twoich usprawnień to me serducho będzie w radości <yahoo>

Awatar użytkownika
Glorian
Administrator
Posty: 1631
Rejestracja: 07 mar 2016, 11:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: Glorian » 14 wrz 2016, 10:29

Widzę, że przybywa niezarejestrowanych użytkowników (gości) przeglądających forum - to z myślą o nich i z zachętą do rejestracji.


Wróć do „Blog.”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron