Przebudzenie a proza życia...

Twój pamiętnik online.
.
<yahoo> Wszystko tu jest w temacie! Nic nie jest off top!
.
Może to być narracja szukającego obudzenia, obudzonego lub osoby, która zaciekawiła się ruchem obudzonych. Dziś intucja mi podpowiedziała to i tamto... albo wszystko co jest ważne, co przerobiłeś/zintegrowałeś/odkryłeś, co chcesz zachować, utrwalić. Może być to blog czasu realnego czyli każdego dnia wpis lub wpisy typu "jak mi się zachce/mam coś ważnego, to piszę jak nie to nie". Jeżeli spotkało Cię wydarzenie o którym nie masz z kim porozmawiać, aby to wyrzucić z siebie.
.
<chatownik> Wyżyj się na klawiaturze, żeby ciśnienie zeszło!
.
Tematy tutaj to ciekawostka z tego jak Ci zleciał dzień, choć pewnie wydaje Ci się, że nikogo to nie obchodzi, ale co tam, samo napisanie tego działa relaksująco...
.
<serducho>
.
Zachęcam wszystkich do pisania swojego bloga z poziomu serca i komentowania blogów innych. Nowy temat w tym dziale to Twój nowy Blog.
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Przebudzenie a proza życia...

Postautor: ZbyniuRoksana » 04 maja 2016, 0:18

Hmm...po drodze ku lepszemu, zdarzają się różne zaskakujące wydarzenia. Czasem sympatyczne albo i nie. Wynika to przeważnie, nie ze złej woli osób nas otaczających a raczej z ich "zafiksowania" w ulubionym systemie, w którym czują się bezpiecznie, bo go niby znają. W którym zapisane jest co wolno, co nie. W co wierzyć, a co jest "afe". Czym się wyróżniać, a co jest przysłowiową "wiochą" (dla niewtajemniczonych-uwielbiam wieś) i tym podobne absurdy współczesnego świata.
Postanowiłem tu opisywać takowe zdarzenia, które stają się częścią naszego codziennego bytowania tu na ziemskim padole w drodze ku...przebudzeniu.
ALKOHOL.
Mój ulubiony temat. Urodziny to alkohol. Święta...bywa podobnie, choć skromniej. Praca, w zależności, gdzie pracujemy. Spotkanie towarzyskie bez piwa lub podobnych używek to porażka. Można wymieniać bez końca.
Każdy ma za sobą imprezy z alkoholem bo wtedy wesoło, atmosfera wyluzowana i tania odwaga bryluje. Gdy tego trunku brakuje...wieje nudą, język jakby nie ma o czym dyskutować. Świadomie nie wspominam o umyśle.
Nie spożywam już alkoholu i jest wesoło. Kolega, który umie rozmawiać w pubie przy piwku, nie ma o czym rozmawiać ze mną na trzeźwo. Jego cytat - miałem kiedyś kolegę.
Na imprezie rodzinnej, gdzie według polskiej niby tradycji, bez alkoholu nie ma dobrej zabawy, dobrego przyjęcia, spotkania, usłyszałem - chyba zapisałeś się do Jechowych.
W firmie bywa wesoło po alkoholu. Nie wspominam o wyjazdach służbowych. Tam już rubasznie, jakby z grubej rury, osoby spuszczone z domowej smyczy dokazują, przeganiając własną głupotę. I tu zastanowienie, czy przypadkiem nie jestem chory...na ciele, na umyśle.
Tylko mnie źle nie zrozumcie. Nie wszędzie tak jest i nie wszyscy tacy są! Skupiam się na otoczeniu, w którym "muszę" przebywać (praca) lub jestem przypisany (rodzina). Środowisko naturalne zaczyna na mnie patrzeć niezrozumiałym wzrokiem a ja mam możliwość spostrzegania ciekawych zachowań wobec mnie. Na szczęście (polecam wszystkim!) nie obnoszę się z tym, że zacząłem świat pojmować troszkę inaczej. Nie patrzę z góry na tych, którzy do tej pory byli dla mnie fajni. Po prostu idę własną drogą, nie wadząc nikomu i nie okazując swojej niechęci wobec osób wpisanych w obowiązujący system przyzwyczajeń i zachowań, które są częścią mojego dotychczasowego życia. Jeżeli przyjmują moją odmianę (fanaberię) z dystansem, a czasem pozytywnie to fajnie. Cieszę się, gdyż może zmiana mojego zachowania da im impuls do przemyśleń. Jeśli jednak negują moją przemianę, to mają problem.
Przy okazji, gdy stoję w kolejce do kasy z zakupami, to dopiero teraz dostrzegam, ile alkoholu się kupuje z okazji, częściej z braku okazji, bo inni też kupują. A podobno po spożyciu wychodzi prawdziwy charakter, niekontrolowane zachowania (np. agresja, wulgaryzm). A obok są papierosy i inne używki, które mocno zaniżają nasze wibracje (czyt. o mnie-"mentalne przeobrażenie").
Zupełnie odpadły ode mnie "te" smakołyki i tu zaskakujące spostrzeżenie. Jestem o wiele weselszy niż ci znajomi, którzy są super zabawni po używkach. Nastrój w naturalny sposób uwidacznia radość naszej duszy. Gdy troszkę z ciekawości, trochę dla dobra organizmu, dla podniesienia wibracji, przez miesiąc regularnie piłem złoto-nanokoloidalne to emanowałem tak radosnym nastrojem, że w firmie myśleli, że coś łykam. Żartowałem, śmiałem się, promieniowałem nieskrępowaną radością. Nic mnie nie dziwiło i nie było wstanie zdołować... i tak pozostało, ale już nie zamęczam otoczenia swoimi pozytywnymi fluidami. Sam sobie się dziwię, że bez alkoholu życie jest pełniejsze, bardziej świadome i to mnie niezmiennie nakręca....
Dodatek...nigdy nie powinniśmy konsumować tego, co jest szkodliwe dla naszego cennego zdrowia. Każda używka, która ogranicza dopływ tlenu do mózgu powoduje, że obumierają tysiące komórek, które nigdy nie będą miały szansy się odnowić, gdyż mózg nie posiada zdolności reprodukcyjnych własnych komórek. Zniszczone przez naszą bezmyślność komórki spowodują zmniejszające się zdolności przekształcania myśli w emocje. Chociaż nadal będziemy wstanie zastanowić się nad myślami, które jednak z czasem nie będą miały dla nas wartości, gdyż nie zostaną przekształcone w emocję. Po drodze utracimy radość życia, ponieważ nie będziemy doświadczać myśli zdefiniowanych w emocjach. Tak potężne zło! wyrządzamy naszemu mózgowi, gdy palimy czy zażywamy środki halucynogenne. Z każdym użyciem, eliminujemy tlen z naszego mózgu. Powolną śmierć naszych komórek mózgowych wywołuje to co nazywamy stanem „uniesienia” (halucynacje), który systematycznie ogranicza naszą zdolność osiągania wiedzy. Po intensywnym doładowywaniu się prochami, dochodzi się do stanu, w którym nie będziemy mogli ani płakać ani śmiać się, bo nie znajdziemy z biegiem czasu (uzależnienia) wystarczająco silnego środka, który byłby wstanie wywołać emocje w naszym jestestwie (ciele). Na tym etapie albo ktoś nas z tej zaciskającej się pętli wyciągnie, albo nastąpi przedawkowanie z braku odczuwania jakichkolwiek emocji...
WIARA
Tu będzie ciekawie....
Załączniki
Wiara.jpg
Wiara.jpg (315.26 KiB) Przejrzano 1499 razy
Ostatnio zmieniony 21 mar 2017, 10:39 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 7 razy.

Awatar użytkownika
Glorian
Administrator
Posty: 1643
Rejestracja: 07 mar 2016, 11:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: Glorian » 04 maja 2016, 7:16

Alkohol i używki. Wrócę myślami do zamierzchłej przeszłości późnego PRL-u i subkultur młodzierzowych, których byłem przez lata aktywnym działaczem. Sensem życia wtedy było słuchanie muzyki, koncerty, spędzanie czasu w toważystwie rówieśników podobnie wyróżniających się fryzurą i ubiorem. Często były tam używki i alkohol ale...
...tu ciekawostka, jedna z subkultur - odrzuciła całkowicie alkohol i używki zostawiając emanację buntu przeciwko systemowi https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Straight_edge
Protoplaści obudzonych?

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: ZbyniuRoksana » 04 maja 2016, 22:34

WIARA
Temat - rzeka. Większość z nas, wychowana jakby nie było, w tradycji religii katolickiej. Chcąc, nie chcąc, przejmowaliśmy bezwiednie wzorce narzucone nam w przeszłości. Ułożono nas bezboleśnie pod dogmat instytucji zwanej kościołem. Napisałem instytucji, gdyż każdy "twór" zarządzany przez istoty ludzkie nosi znamiona niedoskonałości. W nieświadomości kazano nam wierzyć w Boga, bać się Go, być skruszonym, nie godnym jego wielkości. Wpajano nam, że umartwianie się, żal za grzechy, za niecne uczynki innych nie dają nam prawa do radości z faktu, iż każdy z nas ma w sobie ową cząstkę jego doskonałości. Uświadamiano nam, jacy to my jesteśmy marni wobec przedstawicieli kościoła. Przedstawiciele kościoła to takie same istoty jak my (czasem ułomne, z rzadka naprawdę oddane wierze), podobnie jak przełożeni w firmie. Niestosowne porównanie? Uważam, że jak najbardziej na miejscu. I nie chodzi tu o obrażanie kogokolwiek. Różnica polega na tym, że religia nie jest ani dobra ani zła. Jedynie taka, jak jej kapłani. Nie potępiam, nie chwalę. Łatwo można wpaść się w skrajne komentarze, a nie tędy droga. Ja nie muszę wierzyć! Ja mam pewność, że boska doskonałość istnieje. Czuję ją w sobie. Rozmawiam z nią, jak z przyjacielem. Przecież to dobro nieskończone, nie do opisania, pełne bezwzględnej miłości do tak niedoskonałego bytu, jakim sam jestem. Ze swej strony, mogę jedynie dawać przykład innym, swoim postępowaniem, zaangażowaniem w uskuteczniania miłości i dobroci w tym naszym niedoskonałym świecie. No tak. Ktoś powie, że jam oświecony, to mi łatwiej pisać. Właśnie, że trudniej. Obudzenie, przejrzenie na oczy, na system, w którym tkwimy, bywa zaskakujące, czasem szokujące, niestety - negatywnie. Nie łatwo wydostać się z zaprogramowanych schematów. Lecz te schematy są po to, by je pokonywać, by wznosić się ponad to, co nie warte jest naszej uwagi. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że duchowe wzrastanie, to ciągła praca, w której życie nam utrudnia, a nie ułatwia rozwój. Mnoży przeszkody, sprawdziany, byśmy mogli wzrastać i cieszyć się radośnie z pokonywania niezdobytych do tej pory "górskich szczytów"
W jednym z moich opisów napisałem, że katolik ma łatwiej. I to prawda. Po części zazdroszczę jemu, gdyż gdy błądzi (grzeszy) wystarczy spowiedź, pokuta i po sprawie. Nie boli, nie grzeje. Po niedzielnej komunii, wychodzi rozpromieniony w swej domniemanej czystości, by dalej powtarzać te same błędy. Kółko się zamyka, a on tkwimy w dogmacie, w którym obiecuje się mu zbawienie...tylko za co? Za obłudę, niekonsekwencję w postępowaniu, brak prawdziwej (od serca) poprawy. Samo chodzenie do kościoła i do komunii nie jest przepustką do lepszego żywota po śmierci. Jedynie poprawa i świadomość, że sami tak naprawdę chcemy być i żyć na podobieństwo stwórcy, pokazuje nam drogę ku Niemu.
Pamiętam swój pierwszy (niezłośliwy) afront do rodzimych katolików. Mówiłem, że jestem chrześcijaninem a nie katolikiem. Obecnie nie potrafię się już określić, bo nie wierzę a wiem, że Źródło (Bóg) istnieje i mnie bezgranicznie kocha. W tym momencie, wielu zarzuciłoby mi bluźnierstwo....tylko na jakiej podstawie?
Dodatek...wiara bywa niebezpieczna, gdyż oznacza, że pokładamy całą swoją nadzieję, życie, postawy, zaufanie w coś, co nie posiada oparcia w naszej własnej prawdziwej wewnętrznej prawdzie uwidaczniającej się w naszym jestestwie. Może to sprowadzić nas do tego, że będziemy bardzo podatni na wpływy. W tym stanie można nami manipulować, można nas przekląć, skazać na potępienie...i to wszystko z powodu wiary. Jesteśmy boską doskonałością i prawdziwa wiara powinna wypływać z nas samych. Z naszego wnętrza do bliźnich, do otoczenia, do Źródła, bo tylko taka wiara jest nacechowana szczerością i miłością wypływającą z nas, bez zbędnych pośredników ku Górze.
MIŁOŚĆ
Piękny stan uniesienia.....
Załączniki
Miłość do Źródła.jpg
Miłość do Źródła.jpg (21.6 KiB) Przejrzano 1502 razy
Ostatnio zmieniony 07 lis 2016, 18:48 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 4 razy.

Awatar użytkownika
Summer
Współtwórca
Posty: 146
Rejestracja: 13 mar 2016, 7:40

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: Summer » 07 maja 2016, 15:49

Czekam ja sobie na ciag dalszy bo milo i lekko sie czyta co piszesz <okok>
Ostatnio zmieniony 17 maja 2016, 20:14 przez Summer, łącznie zmieniany 2 razy.
Sprawiedliwy z wiary i miłości żyć będzie
<serducho>

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przebudzenie a proza życia...ciąg dalszy

Postautor: ZbyniuRoksana » 07 maja 2016, 16:17

MIŁOŚĆ
Każdy lubi być w stanie jakby przyjemnego odrętwienia, różowych okularów na oczach, motylków w brzuchu. Sęk w tym, że to, co najmilsze i najwspanialsze sercu i ciału nie trwa wiecznie. Jest jedynie przelotną chwilą w naszym życiu. Gdy widzę zakochanych, to mówię sam do siebie, że trzyma ich dopamina. Związek, który się wytwarza najmocniej podczas zakochania. Wydziela się przez około dwa lata od zakochania. Jeżeli w tym czasie uzbieramy jak najwięcej pozytywnych odczuć, które będą procentować w przyszłości, to mamy szansę na długie lata życia w przyzwyczajeniu do siebie. To jakby odcinanie kuponów z tych dwóch lat szalonej uczuciowości. Jeśli po drodze nie było negatywnych zdarzeń, zbudowany kredyt zaufania (miłości) powinien wystarczyć na długo. Ciekawostka - gdyby dopamina wydzielała się bez przerwy, w takich ilościach, jak przy zakochaniu,to organizm by tego nie wytrzymał. Na szczęście zakochanie, to nie narkotyk, po którym jest się na głodzie ( a może tak) :d , gdy jednak używamy twardych narkotyków, to stymulują wydzielanie dopaminy. Gdy jesteśmy na narkotycznym głodzie, mamy niedobór tej substancji i koło się zamyka (wpadamy w uzależnienie). Tak, ale to ziemski wymiar miłości. Zupełnie inaczej jest z wymiarem miłości duchowej. Tu nie ma podziału na ładna, przystojny, seksowna(y). Tu powstaje jedyny rodzaj miłości - bezgraniczny. Nie ma tu gorszej czy lepszej miłości. Jest jedna, jedyna, cudowna, nie stawiająca pytań, zasad czy warunków. Stwórca nam ufa bezgranicznie, to my sami podważamy własne zaufanie do największej miłości. Ciągle ją dziurawimy, robimy wyłomy, z niewiedzy, czasem z własnej niewymuszonej głupoty. Gorzej, jeśli świadomie próbujemy się okraść z tego dobra, jakim jest owa cząstka boskości w nas, którą możemy w sobie rozwijać lub ją ignorować, a i tak w nas będzie się tliła. Zdaję sobie sprawę, że niektórym osobom trudno sobie wyobrazić dobro płynące z tej wspaniałej iskierki, którą w sobie nosimy od narodzin. Nie jest to proste, gdy od dzieciństwa będąc w dogmacie religii, wmawiało się nam, że nie jesteśmy godni najwyższego. Nie mam w sobie za grosz pychy ale mogę rzec otwarcie, rozmowa z Źródłem (Bogiem) to wspaniała chwila bliskości z osobą, która nas nigdy nie zawiedzie. Nigdy nie powie złego słowa na nas i zawsze wykazuje się niezmierną cierpliwością, ufając nam! Dlatego mu ufam. Nie ma tu znaczenia, w jaki sposób rozmawiamy. Są osoby, które potrafią się znaleźć u "szefa" na dywaniku, są tacy, którzy poprzez gorliwą modlitwę czują połączenie z Źródłem. Ja tylko wieczorem, po trudach dnia, umyty, wyciszony, leżąc sobie wygodnie w łóżku pod kołderką, prowadzę swój własny dialog z twórcą, jak z najlepszym przyjacielem. Nie mam przed nim tajemnic, bo wie wszystko. Każdego wieczoru, na koniec proszę o dobro i miłość dla ludzi, świata, rodziny, sąsiadów i o możliwość zobaczenia rano kolejnego wschodu słońca na błękitnym niebie za oknem. Nikt mi nie każe, nie zmusza do wiary, do modlitwy, gdyż ona płynie z mojego wnętrza :)
CIAŁO
Mamy na jego punkcie hopla...
Załączniki
Ciała.jpg
Ciała.jpg (34.27 KiB) Przejrzano 1501 razy
Ostatnio zmieniony 08 paź 2016, 15:30 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: ZbyniuRoksana » 07 maja 2016, 16:22

Summer pisze:Czekam ja sobie na ciag dalszy bo milo i lekko sie czyta co piszesz <okok>

Prosisz, otrzymujesz. Miłego czytania... :)

Awatar użytkownika
Summer
Współtwórca
Posty: 146
Rejestracja: 13 mar 2016, 7:40

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: Summer » 08 maja 2016, 15:41

Ojej...jeszcze jeszcze <yahoo> prosim. Masz talent do pisania. Mnie bynajmniej bardzo dobrze się czyta to co piszesz ;))
Z niecierpliwością (ćwicząc sie w cierpliwości) hihi czekam na kolejne części
Pozdrawiam cieplutko
Sprawiedliwy z wiary i miłości żyć będzie
<serducho>

Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Złoty Użytkownik
Posty: 1372
Rejestracja: 17 kwie 2016, 9:13
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: ZbyniuRoksana » 09 maja 2016, 22:50

CIAŁO
Po narodzinach, rozwijamy się, poznajemy własne ciało. Odkrywamy to i owo i...na tym poprzestajemy. Dołączamy do sytemu, który nam mówi, doradza, że kosmetyki, że fajne ciuchy, że atrakcyjna fizyczność (i jej otoczka) najważniejsza. Tak, ładny, schludny i estetyczny wygląd jest ważny, dla naszego samopoczucia i dla otoczenia, w którym przebywamy. Poznajemy po drodze własną sferę intymną, prowadzącą do uniesień - jak w raju? Nie ważne, czy z partnerką(em), czy z samym sobą. I tak sobie żyjemy od miłości do przypadkowości aż...zdarza się (niektórym osobom) coś nieoczekiwanego. Budzisz się w nocy i widzisz swój śpiący kawałek "mięsa", przypominający tą osobę, którą codziennie rano widzisz w lustrze. Czasem, po przez śmierć kliniczną (nikomu nie życzę) zdziwiona(y) patrzysz na biegających lekarzy, próbujących sprowadzić Ciebie do świata żywych. Tylko sęk w tym, że ten świat nie jest już tak atrakcyjny, gdy na niego spoglądasz z duchowego (astralnego) wymiaru. Gdy wracasz do swojej kultowej powłoki (ciała), nad którą tyle się w naszym wymiarze trudzisz (pastwisz!) by było fajne, seksowne, nęcące...dostrzegasz jego ograniczenia, czasem wręcz ułomność. I co dalej? Albo zapominasz o takim przeżyciu i wchodzisz do starych strukturalnych nawyków, albo zaczynasz odmieniona(y) spoglądać dookoła i zastanawiać się, cóż z tym przeżyciem począć. Sam pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłem moją fizyczną powłokę śpiącą na boku. Uświadomiłem sobie od razu, że nic mnie z "nią" nie łączy. Po prostu to pewien rodzaj uwiązania dla duszy. Czemu? A chociażby dlatego, że chcąc coś zrobić, np. wstać z fotela, trzeba wykonać jakiś ruch, wysiłek. Jeśli jesteś świadoma(y), że obcujesz jako eteryczne ciało w duchowym wymiarze, to tylko intencja dzieli ciebie od działania. Myśl - chcę zrobić "fikołka" w powietrzu i natychmiast się to dzieje. Bez wysiłku, planowania, czy się uda, czy może nie. To kwestia wyłącznie krótkiej myśli, zwanej intencją. Powstaje pytanie - co dalej? Dla umysłu ścisłego - nic. Nie dopuszcza do siebie niewytłumaczalnej opcji, bo nie mieści się ona w naukowych podstawach. Jeżeli czegoś nie da się zmierzyć, stwierdzić w doświadczeniu, to przecież nie istnieje. Czy da się ubrać w naukową teorię np. Źródło (Boga)? Cała nadzieja w otwartym umyśle, który niczego nie kwestionuje, a próbuje dociec, co jest grane. Ten etap poznawania bywa szokujący, ale przy okazji tak frapujący, że żadne używki tego świata nie są wstanie mu dorównać....Pamiętam taka fajną scenę z serialu "Dr. House", gdzie pacjent wyjawia, że doświadczył "innego" wymiaru, i że z tym przeżyciem, nie mogą się równać żadne używki, a brał wszystko. Dr Hause postanowił to sprawdzić, to też trzymając chyba widelec, spowodował, że własne ciało poraził prądem dotykając gniazda sieciowego. Gdy doszedł do siebie, stwierdził, że nic "tam" nie ma. Wniosek z tego faktu taki, że nie dane każdemu ujrzeć to, co większość uznaje za brednie. Cóż zatem począć, by poczuć ów wymiar? Nie łatwe pytanie. Tym trudniejsze do praktycznego urzeczywistnienia. Jeżeli bycie w astralu ma być priorytetem, to już ociera się o zwykłe chciejstwo. Wtedy lepiej sobie odpuścić. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Faktem jest, że gdy (ciągle) interesujemy się jakąś tematyką, to jakby w naturalny sposób dostrajamy się do danych wibracji. Wyczulamy swoją percepcję na interesujące nas zagadnienie. Jednak ogólny rozwój w duchowość, pozytywne wibracje wobec otoczenia, bliźnich, pomagają nas nastroić na nowe doświadczenia. To jak niezapisana w nas księga, na kartkach której pojawiają się nowe zaskakujące doświadczenia i zdolności. Zatem równowaga pomiędzy ciałem fizycznym i astralnym, dbałość o obydwa ciała stanowiące z nas umowną jedność, może nam pomóc w urzeczywistnianiu tych doświadczeń, o których można na tym portalu przeczytać u innych osób :]
CEBULA
Zastanawiacie się zapewne, cóż to za nowy temat.... :)
Załączniki
Cebula.jpg
Cebula.jpg (80.72 KiB) Przejrzano 1497 razy
Ostatnio zmieniony 08 paź 2016, 17:55 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
Summer
Współtwórca
Posty: 146
Rejestracja: 13 mar 2016, 7:40

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: Summer » 10 maja 2016, 4:13

A jak! <lol>
Sprawiedliwy z wiary i miłości żyć będzie
<serducho>

arrowzen
Sympatyk Forum
Posty: 40
Rejestracja: 22 mar 2016, 15:54

Re: Przebudzenie a proza życia...

Postautor: arrowzen » 10 maja 2016, 15:47

¨I co dalej? Albo zapominasz o takim przeżyciu i wchodzisz do starych strukturalnych nawyków, albo zaczynasz odmieniona(y) spoglądać dookoła i zastanawiać się, cóż z tym przeżyciem począć.¨

Jestem ciekawa, co Ty uczyniles ze swoim zyciem po przebudzeniu sie?


Wróć do „Blog.”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość